Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Blogi psz.pl

Kategoria >> 0
Arek Sas

Do czego mieliby wracać nasi emigranci:

- zmiany zasad odpłatności za leki są de facto wyciągnięciem od chorych i potrzebujących kolejnych pieniędzy; zmniejszony zostaje przez poziom refundacji kosztów zakupu leków; wypadają z puli dotowanych, lub bezpłatnych leki na choroby przewlekłe, itp itd
- zmiany zasad przejścia na emeryturę – dla mężczyzn skrócona zostaje statystyczna długość życia na emeryturze do 4 lat – najkrócej w Europie, przy średniej europejskiej 10-15 lat!
- zlikwidowany zostaje zasiłek pielęgnacyjny dla osób po 75 roku życia, a zastępuje go uznaniowy”stopień niedołęstwa”, w pełni zależny do widzi-mis-się urzędnika, stojącego na straży nie obywatela, ale interesu zbankrutowanego państwa…
- państwo nie jest w stanie wybudować sieci autostrad, dróg ekspresowych, a o lokalnych już nie wspomnę; w dodatku to co jest budowane jest horrendalnie drogie, czyli obarczone gigantycznym haraczem prawie legalnej korupcji
- likwidowana zostaje Polska gminna,  degradowana do granic antycywilizacyjnych – likwidacja placówek pocztowych, służby zdrowia, policji, że o bibliotekach i domach kultury nie wspomnę..
- przeciwnicy rządzącej koalicji są zwalczani – odbierane są możliwości komunikacji i przekazu; przeciwników politycznych nachalna propaganda przedstawia jedynie jako zagrożenie dla demokracji, wstyd i żenadę; rząd nie prowadzi publicznych dyskusji, a decyzje zapadają arbitralnie na najwyższym szczeblu, w rażącej sprzeczności z wolą znaczącej części społeczeństwa…
- prezydenta własne instytucje państwowe nie szanują, ośmieszają, przeciw niemu kierując legalny i skoordynowany „przemysł pogardy”; a po katastrofie smoleńskiej państwo kuli ogon pod siebie i oddaje prowadzenie śledztwa,  wraz ze wszelkimi dowodami, stronie zainteresowanej nieujawnieniem prawd, godząc się na publiczne oszczerstwa i poniżenia…
- system respektowania prawa porównywalny do schyłkowego PRL-u, skrajnie niewydolne, a nawet politycznie poprawne sądownictwo, służalcza prokuratura, policja i inne państwowe służby – one wszystkie służą jedynie utrzymaniu „jedynie słusznej” władzy, a nie obywatelom, wchodzącym w spór z bezduszną machiną państwa…
- itd, itp…
Czy są jakieś powody,  by Polacy, widząc to wszystko, a mając ścisłe porównanie z zasadami i prawami którymi kierują się inne państwa, zechcieli wracać?
Arek Sas, 21 Apr, 2012 Kategorie: Nieotagowane   
Adam Danek  

   W dniu, w którym kreślę te parę słów, białoruski rząd poprosił polskiego ambasadora w Mińsku (a z nim przedstawiciela Unii Europejskiej) o opuszczenie terytorium swojego państwa. Jednocześnie wezwał do kraju „na konsultacje" przedstawiciela dyplomatycznego Białorusi z Warszawy (a także drugiego z Brukseli). Mińsk reaguje w ten sposób na kolejne „sankcje", jakie Unia Europejska samozwańczo „nakłada" na Białoruś. Niektórzy polscy politycy zdążyli już odpowiedzieć na jego krok obraźliwymi wypowiedziami pod adresem białoruskich władz (poseł Robert Tyszkiewicz z PO porównał Białoruś pod rządami prezydenta Łukaszenki do „obozu koncentracyjnego") oraz publicznymi wezwaniami do zintensyfikowania przez Polskę dotychczasowego kursu politycznego wobec tego państwa (poseł Paweł Kowal, PiS-owski „ekspert od polityki wschodniej"*). Polskojęzyczne media o orientacji liberalnej (są jeszcze w ogóle inne w naszym Kraju?), niezawodne jak zawsze, natychmiast podniosły larum, oskarżając rząd Białorusi o uprawianie agresywnej polityki i, przede wszystkim, o wrogość do Polski. (Zawsze wprawia mnie w rozbawienie, gdy po taką retorykę sięgają zawodowi kosmopolici.). Zwolennicy zachodniactwa, których w Polsce nie brakuje także na luźno pojętej prawicy, oczywiście powtórzą za politykami głównego nurtu i mediami głównego nurtu ich wątpliwe mądrości jak za panią matką. „Pożyteczni idioci" nie słyną ze sztuki rozumienia, dlatego spróbujmy wyjaśnić sytuację tak, aby i oni tym razem nie mieli z tym problemów. Zacznijmy od czegoś w rodzaju bajki.

Czytaj wiecej »
Jędrzej Czerep

Największy pomnik Arabskiej Wiosny ma stanąć już w maju. Nie na miejscu dramatycznych wydarzeń, czy w pałacu któregoś z obalonych dyktatorów. Będzie nim podniesiony do góry szlaban na granicy Algierii i Maroka, od 18 lat zatrzaśniętej na cztery spusty. W odróżnieniu od rewolucji, które zawsze niosą rozczarowanie, tutaj byt ludzi poprawi się od razu.

Tutaj dawno nie było ludzi. Autor: Tim Cullis.
Źródło: www.horizonsunlimited.com

Dla Maroka i Algierii wrogość to stan prawie naturalny. Bardzo umiejętnie korzystali z niej rządzący, którzy przez lata grali na nacjonalistycznej karcie. Pozwalała odwrócić uwagę podwładnych od innych, ważniejszych problemów. Wiadomo, nic tak nie jednoczy jak czyhający za miedzą wróg.

Cena kłótni była jednak ogromna. Przygraniczne rejony, kiedyś tętniące życiem, zmieniły się w zapadłe dziury. Znajomy Marokańczyk opowiadał, jak jego rodzina, ze wsi pod samą granicą, wybierała się na pogrzeb krewnych po drugiej stronie. Najpierw cofnęli się setki kilometrów do Rabatu, wsiedli w koszmarnie drogi samolot do Algieru, potem tłukli się 300 km na zachód do Oranu i na granicę. Wyprawa na 2 dni, żeby znaleźć się po drugiej stronie strumyka, przez który widać własny dom.

Zniknęli turyści, którzy od czasów Ibn Batuty (w XIV w wyruszył z Tangeru do Chin) chętnie podróżowali między krajami wzdłuż śródziemnomorskiego wybrzeża.

Jednak opuszczony szlaban uderzył nie tylko w rodziny i obieżyświatów. Straciła sens cała Unia Arabskiego Maghrebu, powołana w 1989 r organizacja, która miała, jak UE, łączyć gospodarczo obszar od Libii, przez Tunezję, Algierię, Maroko, po Mauretanię na południowych krańcach Sahary. Blokada zagrodziła jedyną sensowną drogę dla ludzi i towarów, która łączy Tunis, Algier i Rabat. Umowa o wolnym handlu między Marokiem i Tunezją (1999) zakrawała na żart, skoro kraje nie mogły się w żaden sposób dosięgnąć.






Czytaj wiecej »
Jędrzej Czerep, 14 Mar, 2012 Kategorie: Oujda  Oran  Maroko  granica  Algieria  
Jędrzej Czerep

Pod koniec lutego grupie aktywistów zabiegających o pokój w południowosudańskim stanie Jonglei udało się pozyskać wyjątkowego sojusznika. Jej kampanię wesprze Gai Lel Ngundeng, wnuk zmarłego 100 lat temu Ngundenga Bonga, proroka ludu Nuer. Jego przepowiednie do dziś napędzają wyobraźnię i inspirują rodaków. Czy wiara w sudańskiego Nostradamusa pozwoli zatrzymać etniczne konflikty?

Czytając pisane przez Południowych Sudańczyków komentarze pod artykułami nie raz można trafić na głosy: „jest tak jak przewidział Ngundeng”. Bywa, że o proroka toczą się zażarte spory. Jedni otaczają go kultem, inni wyśmiewają zabobon. Przepowiednie w formie pieśni krążą nagrane na kasetach i w odpisach. W rymach mistyka jego zwolennicy odczytują historię XX-wiecznych wojen i politycznych zakrętów Sudanu. Południowcy często interpretują bieżące wydarzenia na sposób mistyczny: czy to biblijny, czy wywodzony z tradycyjnych rodzimych wierzeń.

3 lata temu zainteresowanie prorokiem i jego przepowiedniami podsycił fascynat, brytyjski profesor Douglas Johnson. Odnalazł on najświętszą pamiątkę po Ngundengu, rytualną lagę, która po śmierci wieszcza trafiła na Wyspy. Za jej pośrednictwem mistyk miał kontrolować moc płynącą od Kuoth, czyli wg kosmologii Nuerów - siły ducha, albo Deng Taath, samego Stwórcy. Jak sam mawiał, miał "boskie okulary" przez które widział przyszłość. W 2009 r. naukowiec przywiózł bezcenny przedmiot do Południowego Sudanu. Na lotnisku w Dżubie witały go tłumy, w tym wianuszek ministrów rządu autonomii.


Riek Machar z atrybutem proroka Ngundenga. Z prawej prof. Johnson.
Źródło: Sudan Tribune


Wywodzący się z ludu Nuer wiceprezydent Riek Machar uniósł relikwię w geście triumfu. Ogłosił, że wg myśli samego Ngundenga jej powrót zwiastuje niepodległość (2 lata później głosowano w referendum nad oderwaniem od Sudanu Północnego). Moc przedmiotu, najcenniejszego dla jednej z grup etnicznych kraju, nie jest jednak skierowana przeciwko komukolwiek – odtąd należy do wszystkich Południowych Sudańczyków. W stolicy odbyły się tradycyjne ceremonie. Włóczniami zabito 3 woły, czarne i białe. Tańce prezentowali Nuerowie, Murle, Aczoli, Azande i inni. Później cenna pamiątka pojechała do stanu Jonglei. Tam, gdzie kiedyś prorok wybudował na pustkowiu świątynię – widoczny z wielu mil wielki kopiec-piramidę, wzmocnioną ciosami słoni. Walczący z lokalną kulturą Brytyjczycy próbowali zrównać świętą górę z ziemią bombardując ją z samolotów a potem wysadzając w powietrze.


Piramida wzniesiona przez Ngundenga przed zniszczeniem w latach 20.
Źródło: www.southsudan.net

 

Krótko po uroczystościach Sudańczyk z USA pisał na łamach Sudan Tribune, że odkąd do kraju wróciła laga Ngundenga, wszyscy znajomi, nie tylko Nuerowie, proszą go o odtworzenie taśm z proroctwami. Zgodził się dopiero, kiedy zaczęli szemrać, że Nuerowie chcą sekrety, dotyczące przecież wszystkich, zatrzymać dla siebie. W końcu sam Ngundeng powiedział: „cóż to za ból, być jedynym, który widzi!”

I tak wers „Nadejdzie dzień, w którym zginie ciężarna kobieta, która nosi bliźnięta” miał oznaczać koniec wspólnego państwa Północy i Południa.  Słowa „Kiedy lud upomni się o ziemię, Rol Mac (kolorowi ludzi z bronią, czyli Arabowie z Północy) będą spokojni” zapowiedziały zgodę Chartumu na referendum. W innych miejscach nasuwały się problemy interpretacyjne. Prorok mówił „Moja flaga nie zmiesza się ich flagą”, a przecież na limuzynie Salvy Kiira, lidera Południa, powiewały dwa symbole: Sudanu i autonomii...

Dziś wstawiennictwo Ngundenga jest potrzebne jak nigdy. Jonglei stało się areną coraz groźniejszych walk między ludami Murle a Lou Nuer. Ci pierwsi w sierpniu 2011 w najeździe na sąsiadów zabili ponad 600 osób, uprowadzili dwieście dzieci i 40 tys sztuk bydła. W odpowiedzi pod koniec grudnia na powiat Pibor, siedzibę Murle, wyruszyła tzw Biała Armia, młodzieżowa bojówka Nuerów. Jej liderzy zapowiadali, że ich celem jest zmieść całe plemię rywali z powierzchni ziemi. Kilkudniowy rajd przyniósł setki ofiar i tysiące skradzionych zwierząt.

W kraju, gdzie stada są synonimem bogactwa i lokatą kapitału, sąsiedzkie napady po łupy zdarzały się zawsze. Proceder zdegenerował się odkąd razem z niedawną wojną w ręce cywili trafiło (i już zostało) mnóstwo karabinów. Spirala odwetów osiągnęła alarmujący poziom. Grudniowemu najazdowi nie mógł zapobiec wiceprezydent Machar, najbardziej wpływowy Nuer w państwie. Młodzi ogłosili, że są przeciwko rządowi, armii i ONZ.

W tej sytuacji w styczniu amerykańska diaspora powołała Jonglei Peace Initiative. Organizacja zrzesza przedstawicieli wszystkich ludów Jonglei. Mają razem ze starszyzną poszczególnych powiatów i duchownymi objechać stan wszerz i wzdłuż, i apelować o pojednanie. W teren pojedzie z nimi Gai Lel, potomek Ngundenga, który wrócił do ojczyzny z Kanady. Do tej pory nie błyszczał jako mąż stanu. Ma jednak szansę wykorzystać moment, kiedy odradza się lokalna kultura i zwyczaje. Rodzina wielkiego proroka zyska pewnie większy posłuch niż politycy, którzy wysłali w teren wojsko i zarządzili kolejną akcję rozbrojenia. Jeśli mu się uda, na pewno znajdzie się przepowiednia, w której to wszystko było już dawno opowiedziane.




















Czytaj wiecej »
Jędrzej Czerep, 14 Mar, 2012 Kategorie: Sudan Południowy  Sudan  Nuer  Ngundeng  Murle  
Jędrzej Czerep Sudan Południowy jako jedyny kraj na świecie zamierza otworzyć ambasadę w Izraelu w Jerozolimie. Odkąd w 1980 r. ONZ wezwał swoich członków do przenosin do Tel Awiwu, dyplomaci opuścili miasto, którego status jest sporny. Dlaczego młode państwo, które długo walczyło o uznanie świata, jest gotowe narazić się społeczności międzynarodowej? Odpowiedzi trzeba szukać w biblijnych zapisach sprzed 3 tysięcy lat.

Południowy Sudan to kraj, którego mieszkańcy mogli uwierzyć, że wisi nad nimi klątwa. Przez kilka stuleci wyprawiali się tu, jak po zwierzynę, arabscy łowcy niewolników. Później uciskali ich Brytyjczycy. Kiedy nadeszła dekolonizacja, zamiast dostać wolność zostali przyłączeni do Północnego Sudanu. Dawni najeźdźcy nie wyzbyli się starych nawyków i traktowali Południowców jak obywateli drugiej kategorii. W trwającej do lat 2000. wojnie z Chartumem (i między sobą) zginął co piąty mieszkaniec kraju. Ci co przeżyli dawno zapomnieli jak żyć i pracować w pokoju.

Nic dziwnego, że tutejsi chrześcijanie w Biblii szukali odniesień do własnego losu. Tak właśnie interpretowali przekleństwo jakie Bóg rzucił na państwo Kusz, czyli antyczny Sudan... Księga Izajasza, gdzie jest o tym mowa, w dalszych wersach dawała nadzieję. Nieszczęścia miał zamknąć wzniesiony w górę znak i dźwięk trąby. W lipcu 2011 oficjalnie na maszty wciągnięto flagę niepodległego Sudanu Południowego, i zabrzmiał jego hymn: "O, kraju Kusz...".

Dla wielu już porozumienia pokojowe w 2005 r., które zakończyły wojnę z Północą i ustanowiły autonomię, zakrawały na cud. Religijne uniesienie wzrosło podczas referendum w styczniu 2011, kiedy kraj głosował za niepodległością. Księża i domorośli kaznodzieje głosili, że oto wypełniają się proroctwa. Na oficjalnym, ekumenicznym maratonie modlitewnym, kapłan wołał: "Prezydent Salva Kiir, jak Jozue, przeprowadzi nas przez rzekę Jordan, do Ziemi Obiecanej!" Nie omieszkał dodać, że takie nowinki jak świeckie państwo i rozdział jego instytucji od kościoła tu się nie sprawdzą.

Kiedy niepodległość stała się faktem, prezydent – sam służy do mszy w katedrze – ogłosił, że ambasada stanie w Jeruzalem, świętym mieście wybranym przez Boga. Tym samym Kuszyci, po stuleciach plag i nieszczęść, nawiążą ponownie bezpośrednią łączność ze Stwórcą. W szoku była Liga Arabska, która dopiero co zaproponowała Południowemu Sudanowi członkostwo. Dla niej nie ma większej herezji niż uznanie Jerozolimy za stolicę żydowskiego Izraela.


Kościół Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny na Syjonie. Źródło: Wikipedia

Tymczasem historia ma swój ciąg dalszy. Aby dopełnić proroctw, na górę Syjon wybiera się delegacja południowosudańskich wyznań chrześcijańskich. Pod koniec lutego spotkali się z wiceprezydentem Riekiem Macharem aby wprowadzić go w tajniki boskiego planu. Ich apel nadała telewizja. Kraj ma zdecydować, jakie dary zanieść na Świętą Górę.

Mniej entuzjazmu przejawia sam Izrael, który nakazał imigrantom z Południowego Sudanu do końca marca opuścić swoje terytorium. Daje im po 1300 dolarów i bilet do domu. W końcu mają już swoją Ziemię Obiecaną.
Jędrzej Czerep, 13 Mar, 2012 Kategorie: Syjon  Sudan Południowy  Sudan  ONZ  Machar  Liga Arabska  Kiir  Jerozolima  
Jędrzej Czerep

W cieniu medialnego szumu wokół Iranu, na Bliskim Wschodzie dojrzewa inny, nie mniej groźny konflikt. Nie o atom ani ropę, chociaż też o energię. Nie o wymazanie kogoś z mapy świata w imię ideologii, ale też z „odwiecznymi, historycznymi prawami” w tle. To spór o podział zasobów Nilu, zwiastun wieszczonych przez futurystów wojen o wodę.


Kilka tygodni temu szef egipskiego MSZ, Mohamed Kamel Amr, wyruszył na tournée po Kenii, Tanzanii, Rwandzie, DR Konga, Sudanie i Południowym Sudanie. Co łączy te kraje? Leżą w dorzeczu Nilu, największej rzeki Afryki. I z wyjątkiem Chartumu, arabskiego sojusznika Egiptu, najchętniej odesłałyby do lamusa kolonialne reguły podziału jej wód.

Czytaj wiecej »
Jędrzej Czerep, 10 Mar, 2012 Kategorie: Wojna o wodę  Tama Renesansu  Nil  Etiopia  Egipt  
Jędrzej Czerep

„Jest prawda czasu i prawda ekranu” – mawiali filmowcy w „Misiu” Barei. Trzymając się tej maksymy radośnie fałszowali na planie historię. Naginanie faktów? Ważne, żeby decydenci byli zadowoleni a widz kupił bilet do kina.


Od kilku dni internet podbija 30-minutowy filmik „Kony 2012”, wyprodukowany przez amerykańską organizację Invisible Children.  Trafiłem na niego przez facebookowy profil hiphopowej grupy Die Antwoord z RPA. Pod postem setki komentarzy. To samo u Rihanny, P. Diddiego, Opry Winfrey i innych celebrytów. Twitter ledwo nadąża za "kopiuj-wklej", na YouTube i Vimeo padają rekordy odsłon.

Czytaj wiecej »
Jędrzej Czerep, 08 Mar, 2012 Kategorie: Uganda  LRA  Kony2012  
Arek Sas

Islandia powoli wychodzi z kryzysu.  Kraj notuje dodatni wzrost gospodarczy i wraca na rynki kapitałowe, a koszty kontraktów CDS są kilkukrotnie tańsze, niż podobne ubezpieczenia długu Grecji, Irlandii czy Portugalii. Ponieważ kraj pozwolił upaść swoim bankom, nie musiał zwiększać swojego zadłużenia tylko po to, aby wykupywać ich długi. „Islandia postąpiła bardzo dobrze zapewniając, że jej system płatniczy nadal działał,  podczas gdy to wierzyciele a nie podatnicy ponieśli ciężar długów banków” powiedział Bloombergowi laureat Nagrody Nobla w ekonomii Joseph Stiglitz. „Z drugiej strony Irlandia zrobił wszystko źle. To chyba najgorszy model.” dodał. Przypomnę, że Irlandia znacjonalizowała banki i przejęła ich długi. Tymczasem Islandia nie tworzyła żadnego specjalnego funduszu, który mógłby wykupić długi banków, ale po prostu pozwoliła im upaść.

Jeżeli członek strefy euro pozwoli upaść swoim bankom, cała strefa może ponieść tego konsekwencje w postaci obniżonego ratingu kredytowego i spadku wartości euro. Dodatkowo zgoda na default oznacza, że (przynajmniej tymczasowo) kredytorzy kraju ponoszą stratę. W przypadku obecnego kryzysu są to w większości niemieckie i francuskie banki. Stąd taka motywacja Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozyego,  aby nie dopuścić do niewypłacalności, która uderzy głównie w banki z ich krajów i sprowadzi kłopoty także na Francję i Niemcy. To tłumaczy także, dlaczego na włoskie i greckie długi nie chce się składać Wielka Brytania,  której instytucje finansowe nie są tam znacząco zaangażowane.

Co dalej z euro?

Czytaj wiecej »
Arek Sas, 12 Feb, 2012 Kategorie: Nieotagowane   
Arek Sas

 

Nikt nie zadał pytania czy ratyfikacja ACTA leży w naszym interesie.
Czy wpisuje się w Polską Rację Stanu?
Skoro takie kraje jak Rosja
,  Chiny, Indie,  jej nie podpiszą, to znaczy że bronią własnych interesów……
Jedynym interesem reprezentowanym przez ACTA, PIPA, SOPA, jest interes ponadnarodowych koncernów. Takie wymuszenie w majestacie prawa- amerykańskiego.

I nie dotyczy to jedynie autorów dóbr kultury.
-leki
-przetwarzanie, produkcja i konserwacja żywności
-części zamienne
-oprogramowanie i algorytmy
-modyfikacje genetyczne
-technologie przemysłowe
Wszystko to podlega ochronie patentowej przez pokolenia.
Wystarczyło mieć jednego zaradnego przodka by być nobilitowanym
.
Wystarczy mieć jednego geniusza, by być ustawionym do końca życia bez własnego wkładu.
Chcemy drugiego feudalizmu, czy plutokracji?
Ratyfikacja to najprostsza droga do tego.
Dziedziczni lokaje i pomywacze, bo szans na przebicie się do lepiej usytuowanych jest niewiele……















Czytaj wiecej »
Arek Sas, 12 Feb, 2012 Kategorie: Nieotagowane   
Demokratia Polonii już niekoniecznie.

Kiedyś się śmiałem z Korwina jak to powiedział. Uważałem, że to cienki żart. Jednak po przeczytaniu pamiętników polskiego szlachcica Sulerzyskiego z Pomorza Zachodniego stwierdziłem, że to nie prawda. Że jednak coś w tym smutnym fakcie jest.

W jednym z fragmentów opisywał jak został zaatakowany przez pewnego Niemca. Doszło do sprawy w sądzie. Pomimo tego, że była to ewidentna wina Niemca, omal nie został skazany.

A jak jest w dzisiejszej Polsce. Ostatnio oglądałem wykład Pana Kluski. Został wsadzony do więzienia za eksport komputerów. Nie wnikając w szczegóły sprawa była absurdalna. Jednak on musiał tułać się przez kilka lat po sądach. Oferowano mu koniec sprawy sądowej za skromne 8,5 mln. zł. Jeżeli zadaniem państwa ma być rozsądzanie sporów to ja dziękuje za takie państwo.

Już nie wspominając, że u nas nie ma sprawiedliwości jak w państwie pod zaborami.

Innym razem moja mama opowiadała mi jak "załatwiono" pewnego przedsiębiorcę. Na początku żył dobrze z US i PKO BP. Ale jak prezes miejscowego PKOBP zarządzał luksusowego samochodu to ten powiedział dość.

Po kilku dniach PKO BP zablokowało mu konta firmowe, skarbówka weszła do firmy i tyle było po człowieku. Jak za czasów w zaborze rosyjskim lub co gorsza za ostatniej okupacji.

A jeżeli myślicie Państwo, że to tylko o pieniądze chodzi to jest jeszcze gorzej. Może być gorzej. Tak dokładnie.

Pan Kluska opowiadał o tym, że podczas jego zatrzymania został jednocześnie zatrzymany jego wiceprezesi. Podczas przesłuchania jeden z nich dostał wylewu, potem ataku serca, a potem znowu wylewu. W czasach okupacji niemieckiej i komunistycznej, może byłoby to nawet zbawienne, ale niby w wolnej Polsce!

Ktoś powie, że przecież mogą pójść do sądu i na policję. Niestety nie mogą. Dlaczego? Bo kolega prezes z PKo BP, ma powiązania z SB lub były służbami specjalnymi PRL. Natomiast pan komendant również nic nie zrobi, bo jest z tej samej grupy przestępczej. W końcu został mianowany za czasów komunistycznych, więc trudno się spodziewać kogoś uczciwego jeżeli ktoś wie jak działa policja. Któa podczas całęgo okresu komunistycznego bez skrępowania łamała prawo. Trudno od takich ludzi wymagać więcej teraz.

Tak o to nasz kwiat narodu, który daje nam prace i utrzymanie jest wykańczany. A potem się dziwicie, że zarobki są takie niskie.

A kto wam wyższe zarobki jeżeli kraj się nie rozwija i z firmy trzeba wycisnąć jak najwięcej zanim układ policyjno, skarbowo, bankowy cię wykończy. Pewnie wzorem Rosji Ci mali płacą także haracz tym na górze: ministrom, premierom itd. Szkoda dalej mówić.

ps. Jeżeli ktoś jeszcze nie jest przekonany o tym, że kraj nie jest nasz, może się przekona dzięki innemu przykładowi. Pan Sulerzyski zrobił bardzo dobrą drogę. Oczywiście na początku miał problemy administracyjne. Po zrobieniu drogi nie dostał wszystkich pieniędzy, bo urzędnik musiał zatwierdzić. Urzędnik jechał całe 100 km przez cały rok. Jak już dojechał to robił problemy, chociaż droga była w dobrym stanie po roku użytkowania (co rzadko się zdarzało). Ale w końcu podpisał i nasz szlachcic dostał w końcu swoje obiecane pieniądze.

A teraz przypomnij sobie czytelniku ile czasu musiałeś biegać za papierkami, aby dostać pozwolenie na wybudowanie domu, założenie instalacji gazowej, czy chociaż zmiana głupiego płota jak mój sąsiad. Ale przecież państwo jest nasze i  dla nas prawda? :(
Demokratia Polonii, 11 Feb, 2012 Kategorie: Nieotagowane   
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny

Blogi psz.pl


Blogowa platforma psz.pl.

Blogi psz.pl (RSS)

Tagi w blogach

Przeszukaj blogi

Lista blogów