Położenie geopolityczne Afganistanu zawsze było przekleństwem tego państwa i jego mieszkańców.
Zaryzykuję tezę, że Afganistan jest obecnie najprężniej rozwijającą się areną, na której masowo zmagają się ze sobą cywilizacje.
Najbardziej aktywnymi graczami na tym globalnym ringu są, cywilizacje; islamska oraz zachodnia. Tymczasem w narożnikach, zbroczonych afgańską i nie tylko krwią w ciągłej rozgrzewce pozostają reprezentanci cywilizacji prawosławnej oraz chińskiej.
Poniżej treść informacji, podanej przez agencję Pajhwok. Celowo pozostawiam ją bez komentarza, bo to doskonałe studium mentalności panującej na afgańskiej prowincji. Ludzi o mocnych nerwach zachęcam do wizyty na pajhwok.com, gdzie znajduje się nagranie opisywanego poniżej zdarzenia.
"Uzbrojony komendant nielegalnej grupy zbrojnej zarządził egzekucję mordercy na oczach setek mieszkańców jednej z miejscowości afgańskiej prowincji Ghor - poinformowały lokalne źródła.
Nawruz, mieszkaniec dystryktu Szahrak, zamordował Dżumę Gula, z którego żoną, wbrew zwyczajowemu prawu, utrzymywał bliskie relacje - oświadczył anonimowy przedstawiciel lokalnej administracji.
Następnie krewni zamordowanego zwrócili się do niejakiego Mustafy - nielegalnego lokalnego komendanta, o sprawiedliwość. Komendant schwytał zabójcę, który przyznał się do zarzucanego mu czynu.
Również żona Dżumy Gula oznajmiła, że Nawruz chciał ją poślubić, lecz nie mógł tego zrobić, dopóki żył jej mąż.
Komendant wydał wyrok: nakazał ojcu zabitego zastrzelić mordercę w obecności ludzi. Osoba udzielająca informacji dziennikarzom agencji Pajhwok, zapytana o karę dla żony zabitego, oświadczyła, że nie ma informacji na temat jej losu.
Zarówno morderca, jak i jego ofiara byli mieszkańcami wsi Szerza - potwierdził przedstawiciel Rady Prowincji, Abdul Qadir Rassuli.
Film przesłany do agencji Pajhwok przedstawia scenę, w której morderca zostaje zastrzelony z karabinu maszynowego na oczach dużej grupy ludzi, w tym wielu dzieci.
Jak oświadczył płk. Abdul Raszid Baszir z dowództwa policji w prowincji Ghor, Mustafa, który uruchomił własny sąd w dystrykcie Szahrak, ma pod swoimi rozkazami ok. 400 uzbrojonych ludzi. "
Niedawno pan Ban Ki-moon przedstawił raport dla Rady Bezpieczeństwa. Raport ów podaje, że w stosunku do ubiegłego roku, straty wśród ludności cywilnej w Afganistanie wzrosły aż o 39 procent.
Jedną z przyczyn tak wysokiego wzrostu liczby ofiar cywilnych w Afganistanie są, jak zaznacza raport, nocne ataki podejmowane przez wojska NATO.
Co to wszystko oznacza?
Czy pod przykrywką dążenia do rozmów pokojowych z ugrupowaniami rebelianckim, NATO intensyfikuje działania w Afganistanie?
Afganistan nadal pozostaje centrum polskich zainteresowań. Przyczyny są prozaiczne. Są tam nasi żołnierze, którzy giną, bywają ranni a w perspektywie czasowej należy spodziewać się zachowania status quo. Postawa polskich rządów od przeszło dekady konsekwentnie realizuje militarny scenariusz Księcia Poniatowskiego. Sprawa jest przegrana, ale „honor Polaków” obliguje 2000 żołnierzy ( i państwowy budżet) do pogrążania się w nurtach Elstery. Gdyby chociaż Rosomaki potrafiły pływać jak należy? Niestety od kilku patroli uskuteczniają styl „minowy” niepomne przeciwników, którzy rozszyfrowali już pływackie tajemnice polskiej kadry.
Dekada to cała wieczność w dziejach państwa. Kto w 1910 roku wyobrażał sobie ład wersalski bez cesarstw i królestw doby Kongresu Wiedeńskiego? Kto w 1930 roku wyobrażał sobie system jałtański? Kto w 1980 wyobrażał sobie jesień narodów? Do czego zatem zmierzam? Czy „nasz” świat nie uległ zmianom? Czy „walka ramię w ramię” z najpotężniejszym krajem świata w Afganistanie i Iraku ma dziś ten sam kontekst geopolityczny, gospodarczy, polityczny? Czy walka z terroryzmem i realizacja polskich interesów (argument zwolenników polskiego udziału w „misji” afgańskiej) ma dziś ten sam wymiar, co dekadę temu? Kończąc wywód- czy wato czekać kolejną połówkę dekady, żeby wycofać się z Afganistanu? Zadaję to pytanie celowo, bowiem zapowiedzi rządu i prezydenta dotyczące przyszłorocznego wycofania polskiego kontyngentu z Afganistanu „umknęły” najważniejszym mediom. Tymczasem każdy dzień naszej obecności w państwie kabulskim pogłębia polityczną „stratę czasu”. Efekty misji NATO, w której uczestniczymy cofają nas w czasie o dekadę, bo szumnie zapowiadane przez Obamę „wycofanie się” zostanie zastąpione kosztownymi działaniami operacyjnymi, które powinny zostać rozpoczęte u początków „sojuszniczej” operacji militarnej.
Nawet jeśli założymy, że Amerykanom uda się w spokoju opuścić państwo kabulskie i zapewnić stabilność rządu Karzaja. Nawet jeśli… To efekt działań Waszyngtonu po dekadzie wysiłku militarnego i finansowego będzie dokładnie taki sam, jaki byłby w przypadku wzięcia pod uwagę telegramu Zbigniewa Brzezińskiego wysłanego do Donalda Rumsfelda w październiku 2001 roku:
Pytanie, które tak łatwo przeistoczyć w groteskę, w przypadku afgańskich cywilów staje się pytaniem zasadniczym. Niedawno próbowali odpowiedzieć na nie Niemcy.
Gdy prawie rok temu w wyniku bombardowania sił NATO zarządzonego przez niemieckiego oficera Kleinsta doszło do śmierci wielu cywilów większość osób zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Po serii dymisji w niemieckim rządzie oraz wojsku w zeszłym tygodniu doszło do umowy między rodzinami ofiar a przedstawicielami ministerstwa obrony RFN. Na mocy porozumienia każda z rodzin, której członkowie stracili życie w bombardowaniu cystern uprowadzonych przez talibów, otrzyma 5 000 dolarów.
Dochodzenie praw do odszkodowania przez rodziny afgańskie nie było sprawą prostą. W obronie Afgańczyków wystąpił prawnik mający małą kancelarię w Bremie, Karim Popala. Adwokat miał specjalne predyspozycje do reprezentowania Afgańczyków, bowiem urodził się w Kabulu. W trakcie negocjacji nad sumą odszkodowania skład prawników powiększył się o adwokatów z Berlina oraz Frankfurtu. Z biegiem czasu, każda z kancelarii próbowała osiągnąć jak najlepszy wynik głównie dla siebie, co osłabiło ogólną pozycję rodzin ofiar.
W całym sporze o wysokość odszkodowania pojawia się kilka wątpliwości i zasadniczych pytań. Przede wszystkim ile było rzeczywiście ofiar bombardowania? Jak zidentyfikowano poszczególne osoby przy powszechnym braku dowodów osobistych w Afganistanie? Nie do końca też wiadomo dokładnie jakie rodziny są reprezentowane przez prawników, a które pozostawione są bez żadnej opieki adwokatów. W końcu jak odróżnić ofiary takiego nalotu od talibów?
Kwestia Afganistanu rozpala namiętności po obu stronach Atlantyku. Jak zakończyć militarną obecność w tym kraju a jednocześnie nie zdestabilizować całego regionu azjatyckich Bałkanów? Takie i inne pytania zadaje sobie z pewnością administracja Baracka Obamy a w Polsce premier Donald Tusk i prezydent- elekt Bronisław Komorowski. W 2006 roku koszt utrzymania polskich sił ekspedycyjnych w Afganistanie wynosił 40 mln zł, by wraz z kolejnymi latami osiągać kwoty 115, 300 i wreszcie 680 mln zł w 2009 roku (podając za tvn24). Kraj nad Wisłą coraz dotkliwiej odczuwa obecność wojskową w prowincji Ghazni, zarówno finansowo jak i w daninie polskiej krwi a przecież stacjonuje tam tylko 2500 naszych żołnierzy. Tymczasem sytuacja 100 tysięcznych wojsk amerykańskich w Afganistanie cały czas się pogarsza a nowe plany dotyczące prowadzenia tego militarnego przedsięwzięcia nie istnieją. Senat USA desygnując na nowego dowódcę operacji afgańskiej generała Petraeusa włączył zielone światło strategii jego autorstwa wcielanej w życie w Iraku. Strategii pozornego sukcesu i powierzchownej stabilizacji.
Kontrolowanie obszaru
Paradoksalnie z braku alternatywy plany Petraeusa wcielał w życie także zdymisjonowany niedawno generał Stanley McChrystal. Zwiększenie liczebności amerykańskich sił zbrojnych do 100tys żołnierzy, szkolenie afgańskiej policji i wojska oraz „wielka” ofensywa wojsk NATO, którą skierowano na południe kraju służyła jednemu strategicznemu celowi: kontrolowaniu obszaru. Ten podstawowy wojskowy dogmat sprowadzający się w zasadzie do powszechnie znanego terminu „okupacja” ma w założeniach doprowadzić do rozciągnięcia realnej władzy Kabulu na penetrowane przez Talibów obszary. Budowa afgańskiego wojska i policji trwa w Afganistanie już przeszło dekadę, niepowodzenia tego procesu wynikają z braku kontroli nad obszarami nominalnie zarządzanymi z Kabulu. To kontrolowany obszar przekłada się na siłę i żywotność państwa, to państwowa domena dostarcza rekruta, żywność, zasoby i podatki. W obliczu etnicznego kotła (Pasztuni, Tadżycy, Hazarowie), który jest pozostałością po sowieckiej interwencji wojskowej i długotrwałej wojnie partyzanckiej tylko centralizacja i kontrola obszaru może wzmocnić prezydenta Karzaja i dać oddech Amerykanom. Przedstawiona powyżej teza ma swoje racje i rzutuje na polityczne decyzje Waszyngtonu takie jak podniesienie liczebności wojsk amerykańskich, apel o zwiększenie kontyngentów wojsk NATO, ofensywy które próbują zepchnąć Talibów na terytoria pakistańskie etc. Trzeba jednak postawić sprawę jasno- w najlepszym przypadku taka taktyka pozornie ustabilizuje Afganistan, by po wycofaniu zachodnich wojsk przekształcić go w Irak epoki Husajna. O konsolidacji wieloetnicznego państwa decyduje bowiem nie tylko kontrola obszaru, ale także spójna ideologia integrująca lub spajająca strachem ogół ludności. Po interwencji sowieckiej taką rolę przejęła wśród Afgańczyków religia. Czy Amerykanie mają dla niej jakąkolwiek alternatywę? W ich mniemaniu jest nią demokracja.
Demokracja w warunkach afgańskich
Demokracja to system, który nie łatwo narzucić pokonanej stronie. Owoce przeszczepionych idei demokratycznych na bliskim wschodzie zaskoczyłyby wielu komentatorów globalnej sceny politycznej. Demokracja może w patologicznej formie legitymizować fundamentalizm, ekstremizm i nacjonalizm. Społeczeństwa pozbawione tradycji republikańskich mogą dokonywać przecież legalnego wyboru frakcji antydemokratycznych, tu tkwi paradoks którego amerykańska administracja nie potrafi uchwycić. Najlepszym przykładem może być Irak, w którym doszło do pozornej stabilizacji dzięki wdrażanej strategii generałaPetraeusa, ale wyborczy wynik często wskazywał na radykalne stronnictwa, które bez obecności amerykanów zdestabilizowałyby państwo. Analogiczna sytuacja nastąpi w przyszłości także w Afganistanie, państwie które nie jest gotowe na przyjęcie demokracji tkwiąc w plemiennej strukturze społecznej. Skoro demokracja nie jest ideologicznym rozwiązaniem problemu militarnej obecności państw zachodnich w sercu Azji trzeba zadać sobie pytanie: jakie środki powinien przedsięwziąć prezydent Obama w Afganistanie?
Rozpoczynająca się konferencja w Londynie dotycząca strategii wojsk zachodnich w Afganistanie budziła w Niemczech zainteresowanie od dawna. Głównie z powodu braku własnej strategii.
Kiedy kilka tygodni temu przewodnicząca kościoła protestanckiego w Niemczech, Margot Käßman, powiedziała z ambony, że polityka rządu Merkel w Afganistanie jest niewłaściwa zawrzało. W zasadzie Niemcy podzieliły się na tych, którzy uważali, że wreszcie ktoś powiedział to o czym myśleli już od dawna, oraz na takich, dla których było to złamanie pewnego tabu.
Krytyka kościelna ma charakter szczególny. Nawet w Niemczech. Oficjalne przecież RFN nie jest z nikim w stanie wojny, wiec używanie tego określenia na „działania stabilizacyjne" jest czymś oryginalnym. Co prawda próbował już tego nowy minister obrony zu Guttenberg, ale posłużył się określeniem „warunki przypominające wojenne" - czyli nie wojna.
Rząd Angeli Merkel przedłużył w środę (18.11) misję Bundeswehry w Afganistanie. Od jakiegoś czasu Niemcy dyskutują nad tym, co tak naprawdę dzieje się w Afganistanie.
Decyzję o pozostaniu w ramach natowskiej misji ISAF (4580 niemieckich żołnierzy), koalicyjny gabinet chrześcijańskich demokratów i liberałów, podjął na wyjazdowym spotkaniu w Mesebergu. Jednocześnie przedłużono mandat żołnierzy niemieckich w amerykańskiej operacji Enduring Freedom (230 żołnierzy) oraz z ramienia ONZ w misji UNIFIL (450 osób) w Libanie. Wszystkie decyzji musi zatwierdzić jeszcze Bundestag.
Na wczorajszej (19.11) uroczystości zaprzysiężenia afgańskiego prezydenta Karzaja na drugą kadencję, obecny był także szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle (FDP). Podczas rozmów z głową państwa wicekanclerz mówił o znaczenia Afganistanu dla wspólnoty międzynarodowej oraz przypominał niemieckie zaangażowanie w regionie. W najnowszym wydaniu tygodnika Der Spiegel minister podkreślił natomiast, iż od Karzaja oczekuje „dobrych rządów i zwalczania korupcji".
Żeby zrozumieć, jak bardzo Afganistan, państwo pozbawione ważniejszych surowców naturalnych, o ograniczonym potencjale strategicznym angażuje siły Stanów Zjednoczonych przyjrzyjmy się paru faktom: działania zbrojne 7 września 2001 roku, tak więc amerykańskie wojska siedzą w Afganistanie już 8 lat. Interwencja sowiecka trwała dłużej, bo całką dekadę; nie zanosi się jednak na to, by w ciągu dwóch lat sytuacja w tym rejonie uspokoiła się na tyle, by możliwe było wycofanie albo chociaż drastyczne zmniejszenie stanu wojsk lub zmiana charakteru ich misji. Na terenie Afganistanu znajduje się obecnie 80 tys. amerykańskich żołnierzy, bądź to pod komendą ISAF, bądź jako samodzielne siły. Liczba wszystkich żołnierzy NATO osiąga stan ponad 100 tysięcy, zbliżają się do rozmiarów interwencji Armii Czerwonej.
Spotkania mające charakter rozważań i refleksji nad rolą terroryzmu we współczesnym świecie organizowane są cyklicznie od kilku lat przez Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas w rocznicę zamachów na Nowy Jork i Waszyngton. Kolejne, trzecie już spotkanie z tej serii odbyło się w warszawskim hotelu Maria w dniu 11 września 2009.
Wśród zaproszonych gości znaleźli się: generał Edward Pietrzyk – były ambasador RP w Iraku, redaktor Piotr Górecki – reporter zagraniczny TVP, ppłk Andrzej Kruczyński – były oficer Jednostki „GROM” oraz dr Tomasz Aleksandrowicz reprezentujący Centrum Badań nad Terroryzmem. Spotkanie poprowadziła redaktor Anna Wojtacha, dziennikarz Polsat News.