Próba rekonstrukcji wydarzeń:
Było przed południem. Apogeum zimy, 28 stopni mrozu, śnieg skrzypiał pod butami przechodniów. Pułkownik Latinik wychodził właśnie z Domu Narodowego. Oślepiła go biel rynku, więc szybko skierował wzrok na cieszyńskie podcienia, „lauby” jak mówią tutejsi. Kawa? Przemknęło mu przez myśl. Poprawił mundur i ruszył niespiesznym, równym krokiem w stronę najbliższej kamienicy.
- Panie pułkowniku! Panie komendancie!
- Czego? Odwrócił się i spojrzał na swojego adiutanta, który wybiegł za nim z Domu Narodowego.
Czytaj wiecej »