Pewna posłanka do Parlamentu Europejskiego skrytykowała niedawno Polaków pracujących w instytucjach unijnych do osób, które wyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych "i po tygodniu mówią z akcentem, a po dwóch kaleczą polski" jednocześnie wystosowała apel abyśmy przestali być "takimi unijnymi neofitami, którzy zapominają o tym, skąd pochodzą".
Mam wielką nadzieję, że nie są to jej własne słowa a jedynie przekręcona przez prasę wypowiedź. Oczywiście łatwo dołączyć się do coraz powszechniejszą tendencję krytykowania europracowników za wszystko od "krzywizny banana" po gradobicie, ale po co rozmijać się z prawdą?
Nie zapominajmy o faktach – o tym, że Polacy są najlepiej zorganizowaną i zintegrowaną grupą narodowością wśród pracowników instytucji europejskiej, w ramach której codziennie sobie pomagają (wbrew stereotypowemu, polskiemu, wzajemnemu szkodzeniu sobie). Warto tu wspomnieć comiesięczne spotkania (oczywiście mniejsze grupki spotykają się znacznie częściej) gdzie oczywiście używany jest język polski (nikt go więc nie zapomniał). O tym, że co roku organizowany jest finał Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, gdzie w zeszłym roku w ramach kilkugodzinnej licytacji zebrano więcej niż cała niewspółmiernie bardziej liczna Polonia chicagowska czy nowojorska. Czy wreszcie o tym, że z własnej inicjatywy, przy trudzie wielu osób zorganizowano obchody 20-lecia pierwszych wolnych wyborów i zwycięstwa "Solidarności".
Czytaj wiecej »