Dobiegająca końca wizyta prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, przebiega na bardzo wysokim szczeblu. Jest to bowiem wizyta państwowa. Niestety więcej płynie z niej gestów propagandowych, aniżeli zapowiedzi realnych poczynań i skutecznych działań.
W historii Polski istnieją tradycje i wzory współpracy zarówno z Niemcami, jak i z Rosją, podobnie jak w historii polskiej myśli geopolitycznej obecne są koncepcje pozwalające uzasadnić politykę zbliżenia z każdą z tych dwóch potęg. Fakt ów należy oceniać pozytywnie, ponieważ to historyczne i ideowe dziedzictwo niewątpliwe okaże swą wielką przydatność, jeżeli Polska będzie musiała z jakichś istotnych względów w przyszłości przyjąć geopolityczną orientację prorosyjską lub proniemiecką.
Mija rok od konfliktu gruzińsko – rosyjskiego, mimo iż powstało wiele opracowań polskojęzycznych na ten temat, chciałbym dorzucić swoich 12 groszy i skupić się na warstwie cyberprzestrzeni. Mimo iż w świecie „realnym” to Gruzja wywołała konflikt, w świecie zerojedynek wygląda to inaczej.
Na długo przed tym jak na Gruzję spadły pierwsze rosyjskie bomby w cyberprzestrzeni bombardowanie trwało na całego już od dłuższego czasu. Mimo iż brak mocnych dowodów, na to że za tymi atakami stoi Rosja i rosyjskie grupy przestępcze, wszystkie poszlaki wskazują właśnie na nie. Fundacja Shadowserver już jakiś czas przed rozpoczęciem działań wojennych zaobserwowała w sieci ataki typu Ddos na gruzińskie serwery. Kulminacja tych działań nastąpiła dopiero po rozpoczęciu konfliktu. Atakowano przede wszystkim serwery rządowe, ale i te nie związane z władzą miały problemy z prawidłowym funkcjonowaniem. Oto lista atakowanych serwerów:
Jak już wspomniałem brak konkretnych dowodów na to iż za atakiem stoją Rosjanie. Jednakże kilka czynników ataku wskazuje jednoznacznie na nich, a dokładniej grupę o wdzięcznej nazwie Russian Business Network, w obiegu istnieje również FSB Cyber Warriors, która mówi sama za siebie. 20 lipca rozpoczął się pierwszy atak na rządowe strony Gruzji, wśród pakietów zalewających serwery Tbilisi stale powtarzał się słowo „win+love+in+Russia”. Serwery, które zostały wykorzystane przy ataku zarówno z 20 lipca, jaki i 10 sierpnia były wykorzystywane do tej pory tylko i wyłącznie do przeprowadzenia ataku na Gruzję. Nie wykorzystano ich w innych atakach typu ddos, co nie jest często spotykaną praktyką. Atak z 20 lipca był początkowo koordynowany z serwera zlokalizowanego w Stanach Zjednoczonych, a następnie z serwera z lokalizowanego w Turcji. Tego samego tureckiego serwera użyto w ataku z 10 sierpnia, wspomagały go również serwery zlokalizowane w Rosji. Co ważne w obydwu przypadkach wykorzystano serwery połączeniowe: 342 RTCOMM (Ru), AS12389 ROSTELECOM (Ru), AS9121 TTNet Autonomous System Turk Telekom (Tk) znajdujące się pod kontrolą crackerów z RBN oraz rządu Rosyjskiego. W wyniku działań RBN udało się również przejąć kontrolę na Gruzińskimi serwerami połączeniowymi. Ostatnią ważną poszlaką wskazującą na Rosjan jest fakt użycia oprogramowania malware, które najczęściej jest stosowane przez rosyjskich cyberprzestępców. Oprócz grup przestępczych w ataku brali udział zwykli internauci, rosyjskie fora internetowe były pełne instrukcji w jaki sposób atakować serwery w Gruzji, a na stronie StopGeorgia.ru, mogli wybrać cel ataku, lub obejrzeć jego aktualny status.
Gruzja w cyberprzestrzeni nie walczyła sama. Na pomoc Gruzińskim serwerom ruszyli przede wszystkim Estończycy i Niemcy (nas należy uwzględnić dla przyzwoitości). Niemieckim specjalistą z Deutsche Telekom AG na jakiś czas udało się zmienić trasę pakietów atakujących gruzińskie serwery, dzięki czemu byli wstanie powstrzymać atak. Stanu tego nie udało się długo utrzymać, gdyż Rosja cały ruch przekierowała własne serwery. (internetowe okno na świat Gruzji poprowadzi jedynie przez Rosję oraz Turcję). Estonia natomiast przeżucia do Tbilisi dwójkę specjalistów, których zadaniem była pomoc w odparciu cyberataku. Strona Polska natomiast udostępniła stronę president.pl, na której MSZ Gruzji mógł zamieszczać obwieszczenia i komunikaty. Gruzja korzystając z Estońskiego doświadczenia (ataki z 2007) przeniosła część stron informacyjnych na serwisy Google. Na dzień 14.08.2008 Strona prezydenta działa poprawnie. Była ona umieszczona na serwerze (adres ip 208.75.229.98) znajdującym się w Atlancie w Stanach Zjednoczonych, pod opieką TULIP SYSTEMS, INC. Której szefuje urodzona w Gruzji Nino Doijashvili. Strona Ministerstwa Spraw Zagranicznych zgłasza się na adresie 212.47.222.163, który można zlokalizować w Talinie w Estoni. A trasa pakietów do tych serwerów omija Rosję i Turcję (Najczęściej nawiązuje się połączanie poprzez Niemieckie i Francuskie serwery, następnie Estonię i dalej do USA w przypadku strony prezydenckiej) Strona Agencji Pomocy Socjalnej i Pracy jest nadal niedostępna choć sam serwer (62.168.168.9) był uruchomiony i zgłaszał swoją obecność. Z adresu sieciowego wynika, iż znajdował się on na Al. Rustaveli – głównej ulicy w Tbilisi. Rosjanie zaprzeczają, że stoją za atakami na serwery Gruzińskie. Zaznaczając, że wraz z atakiem Gruzinów rozpoczął się atak w cyberprzestrzeni. Serwis Cnews.ru informowała o atakach, które miały być przeprowadzone 5.08 i 8.08. Ofiarą ataku typu ddos padły strony:
Według rosyjskich analityków w ataku na strony informacyjne Rosji brało udział około 20tys komputerów. A za ataki na strony zarówno Gruzińskie, jak i Rosyjskie odpowiedzialni są crackerzy Ukraińscy. Na potwierdzenie tej tezy jeden z rządowych ekspertów powiedział „u jednych Ukraińców dały o sobie znać rosyjskie korzenie, a u innych pobudki prozachodnie i pro-gruzińskie”. Rosyjska strona do dziś nie przedstawiła, żadnych danych dotyczących ataków. Zachodnie ośrodki badawcze nie zarejestrowały większych ruchów wymierzonych w wyżej wymienione serwisy.
W anglojęzycznym internecie jest sporo dobrze opracowanych materiałów na ten temat, z których pozwoliłem sobie skorzystać: Shadowserver - dane na temat ataku rbnexploit - kapitalny blog poświęcony działalności cyberprzestępców między innymi RBN
Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej w Federacji Rosyjskiej internet ma się bardzo dobrze i odnotowuje kolejne wzrosty. Według danych opublikowanych przez FOM , w pierwszym półroczu 2009 r. 40 milionów rosyjskich internautów za dostęp do internetu zapłaciło łącznie 1.1 mld dolarów, dla porównania łączna kwota za rok 2008 wyniosła niewiele ponad 1 mld dol. 16% całej kwoty uzyskanej w 2009 roku przypada na Moskwę. Średnia opłata za miesięczny dostęp do internetu wynosi 500 rub. (ok. 50 zł). Tak duży wzrost wydatków na internet jest wynikiem stałego rozrastania się, infrastruktury teleinformatycznej, co pozwala na podłączanie nowych użytkowników.
Polska wywołała II Wojnę Światową. Takie głosy pojawiają się coraz częściej wśród historyków i politologów współpracujących z Kremlem. Dziwić może fakt, dlaczego to akurat Rosja, a nie Niemcy, próbuje zrzucić winę za wywołanie kataklizmu na Polskę. W tym szaleństwie jest metoda - antypolskie głosy są jednym ze sposobów na odnalezienie nowej tożsamości dla Federacji Rosyjskiej. Tożsamości, która łączyłaby wielkość carskiego imperium i pamięć o potędze Związku Radzieckiego. Dwie całkiem wrogie sobie idee wymagają wspólnego mianownika. Może nim być teza, że niezależnie od formy rządów to właśnie Rosja była po stronie pokoju i rozwoju, a wszelkie jej agresywne poczynania były moralnie uzasadnione.
Kreml przyjął bardzo błyskotliwą metodę - bazuje na prawdziwych faktach, które specyficznie połączone dają właściwą politycznie interpretację. Ich osią jest próba wybielenia za wszelką cenę paktu Ribbentrop - Mołotow, który utrudnia przedstawianie ZSRR jako takiej samej ofiary hitleryzmu jak każdego innego państwa zaatakowanego przez III Rzeszę.
Układ podpisany został 23 sierpnia 1939 roku, czyli na kilka dni przed atakiem niemieckim na Polskę. Narody bałtyckie i Polacy postrzegają go jako pakt, który oddawał ogromne obszary Europy Środkowo - Wschodniej pod panowanie bolszewickie. Ale nie to było dla Stalina najważniejsze. Tak naprawdę umowa ta nie różniła się niczym w swoim celu od układu podpisanego prawie rok wcześniej w Monachium. Obie miały jeden cel - kupić (chwilowy) spokój, który pozwoli na podniesienie wartości armii na wypadek wojny. Francuzi i Brytyjczycy zapłacili Niemcom ziemiami Czechosłowacji, tak samo jak Związek Radziecki uznał niemieckie plany podboju zachodniej Polski, dominację na Litwie oraz nie przeszkadzał w rozgromieniu Francji. Jedyna różnica polega na tym, że korzystny splot wydarzeń pozwolił wytargować od Niemców nieco własnych korzyści terytorialnych. Tak więc Stalin nie zrobił niczego bardziej niemoralnego od przywódców z Paryża i Londynu. Co nie zmienia faktu, że oba pakty nie miały w ogóle jakiegokolwiek moralnego uzasadnienia.
Od pierwszego października 2009 roku w Rosji wejdzie w życie przepis, w myśl którego w domenach .ru i .рф będzie można rejestrować strony jedynie po okazaniu dowodu osobistego. Przepis ten powraca po trzyletniej przerwie. Według zarządców domen .ru i .рф przywrócenie przepisu pozwoli na skuteczniejszą walkę z osobami wykorzystującymi internet do działań niezgodnych z prawem Federacji Rosyjskiej.
Według słów Alekseja Lesnikowa dyrektora RU-CENTER będącego jednocześnie przedstawicielem komisji, która opracowała nowe (stare) prawo dla domeny .ru zacznie obowiązywać od 1 października 2009, a dla .рф jak tylko ICCAN podejmie ostateczną decyzję o przekazaniu domeny .рф Rosji, co powinno nastąpić 1 listopada 2009 roku.
Obowiązek okazania dowodu nie ominie tych, którzy już posiadają domeny. Będą oni musieli okazać kopie dowodów osobistych do 1 kwietnia 2010 roku. W myśl przepisów, jeżeli do tego terminu właściciel domeny nie okaże dokumentu tożsamości lub jego kopii, nie będzie mógł rejestrować kolejnych adresów.
Zdaniem RU-CENTER, przywrócenie obowiązku okazywania dokumentu potwierdzającego tożsamość pomoże w walce z osobami zakładającymi strony łamiące prawo FR, przyczyni się również do większej przejrzystości i łatwości kontroli osób odpowiedzialnych za strony www.
Wiadomość ta wydaje się mało szokująca, Rosjanie chcą mieć porządek we własnej domenie i móc szybko dotrzeć do ludzi łamiących prawo. Jednak w połączeniu z zastrzeżeniami zgłoszonymi jakiś czas temu przez Wolfganga Kleinwachtera, sytuacja nabiera nieco ciemniejszych barw. Otóż zdaniem pana Kleinwachtera, Rosja poprzez wprowadzenie domeny .рф będzie musiała uruchomić własne rootserwery DNS, co pozwoli państwu łatwo kontrolować cały runet(całość artykułu o zastrzeżeniach Wolfganga Kleinwachtera można przeczytać pod tym adresem).
Gdy tworzono plan wdrożenia zamkniętego oprogramowania do rosyjskich szkół, jednocześnie w niektórych rejonach pojawiła się idea migracji na Linuksa. Inicjatywa ta miała charakter oddolny i bardzo lokalny. Oblicza się, że w 2007 roku Linux był zainstalowany jedynie na 0.2% komputerów w szkolnych i 1% komputerów w Rosji. Do tej pory Linux nie był zbyt dobrze kojarzony w instytucjach oświatowych. Stało się tak po nieudanej migracji szkół Wołgogradu w 2004 roku. Otóż w 2,9 tys szkół tego regionu został zainstalowany Linux, jednak bez wsparcia technicznego i fachowej wiedzy nauczycieli był on przysłowiową „kulą u nogi”. Dlatego też władze podpisały umowę, z rosyjskim odziałem Microsoft, w ramach której szkoły dostały oprogramowanie giganta z Richmond na podstawie współpracy w programie „Partnerstwo w oświacie” dzięki temu ceny licencji dla szkół i nauczycieli były dużo niższe niż wersji komercyjnych. Z regionem tym związana jest jeszcze jedna historia z systemami operacyjnymi w tle. Gdy w maju 2008 zezwolono szkołom z całej Rosji na przystępowanie do eksperymentalnego programu Linux w szkołach, szkoły Wołgogradu, zgłosiły swój akces jako pierwsze, dzięki czemu decyzja ministerstwa była szeroko komentowana w mediach.
Zatrważająca ilość nielegalnego oprogramowania stanowiła dla państwa duży problem, ponieważ z jednej strony wystawiała na szwank dobry obraz Rosji, który ekipa rządząca mozolnie budowała w zachodnich mediach, z drugiej strony sytuacja ta nie pozwalała w żaden sposób kontrolować programów wykorzystywanych w procesie nauczania. Olbrzymia różnorodność i dowolność powodowała, że odgórnie narzucony plan nauczania często był niemożliwy do realizacji.
Gdy na zachodzie trwała cyfrowa rewolucja, Związek Radziecki wydawał się przez nią zupełnie pominięty. Z różnych przyczyn cała energia naukowa narodu była wykorzystywana do wzmocnienia militarnego oraz technologicznego kraju. Mimo iż Związek Radziecki posiadał wybitnych matematyków i fizyków, informatyka pozostawała na uboczu, ograniczając się do kilku ośrodków naukowych oraz nieznacznej produkcji komputerów o niskiej mocy obliczeniowej. Podobnie było też z systemami operacyjnymi, które niejednokrotnie były kopiami systemów pozyskanych z zachodu.
Wprowadzenie wolnego oprogramowania w szkołach i administracji Rosji, może odegrać w przyszłości niebagatelne znaczenie, gdyż nie jest to jedynie zmiana o charakterze jednowymiarowym – wymiana oprogramowania na legalne, oraz ujednolicenie i unowocześnienie. W kontekście działań podejmowanych w całej sferze informatyczno – komunikacyjnej wpisuję się on w strategię wyznaczoną przez Władimira Putina, która ma na celu dysertyfikacjię eksportu, obecnie opierającego się w znacznej mierze na surowcach.