Niskie poparcie dla socjaldemokracji przed wrześniowymi wyborami nasuwa pytanie o przyczyny nieufności wobec SPD. Odpowiedź jest złożona i dotyczy ostatnich kilku lat socjaldemokratów.
Frank-Walter Steinmeier (SPD) nie jest politykiem charyzmatycznym. Naturalnym środowiskiem dla szefa niemieckiej dyplomacji jest raczej sterowanie grupą technokratów realizujących konkretne zadania. W związku z tym dobrze się spisuje (co podkreśla większość Niemców) na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Inaczej jest jednak w starciu z wyborczą machiną, w której czuje się zagubiony i pozbawiony inicjatywy. W zasadzie wiedziano o tym od dawna, gdy Steinmeier pełnił funkcję szefa urzędu kanclerza za rządów Gerharda Schrödera, a jeszcze wcześniej sprawował ten sam urząd w Dolnej Saksonii również przy boku późniejszego kanclerza. Jego prawą ręką, a raczej mózgiem kampanii miał być szef SPD Franz Müntefering. Jednak z początkowych planów zbyt wiele nie wyszło. Zarówno Steinmeier jaki i Müntefering nie potrafią stworzyć wyraźnego profilu swojej partii w czasach kryzysu.
Problemem współrządzących obecnie w Niemczech socjaldemokratów jest także, albo przede wszystkim, dwuośrodkowość prowadzenia kampanii wyborczej. Z jednej strony opracowanie planu wiodącego do zwycięstwa spoczywa na barkach strategów z Willi Brand Haus (siedziba SPD), natomiast w ich realizacji znaczny udział ma również Auswärtigesamt. SPD nie potrafi także wyciągnąć korzyści ze współrządzenia Niemcami. Wiele ważnych i trudnych ustaw przeszło dzięki zgodzie wewnątrz wielkiej koalicji (CDU/CSU-SPD), jednak z tego tytułu socjaldemokracja nie odnosi korzyści. W porównaniu z czasami poprzedniej wielkiej koalicji z lat 1966-69, SPD nie potrafi wyróżnić się na tle koalicjanta. Ówczesny sposób promowania Ostpolitik zagwarantował socjaldemokratom rządzenie przez kolejne lata.
Czytaj wiecej »