O kosowskich wyborach, o Albanii, która w sobie tylko znanym tempie zmierza do UE i o Serbii, w której dzieje się ostatnio wiele, czyli o Bałkanach słów kilka.
Wybory (prawie) po europejsku
Najmłodszy kraj Europy prawdopodobnie „zdał egzamin", jakim były dla niego pierwsze w historii wybory lokalne. W minioną niedzielę obywatele Kosowa oddawali swoje głosy w wyborach lokalnych, co było dla nich pierwszym tego typu wydarzeniem w historii. Jak na debiut za sukces uznać można 45 procentową frekwencję. Co ciekawe, wobec wszelkich kontrowersji, do urn poszli również kosowscy Serbowie, jednak nie pojawiły się do tej pory żadne statystyki dotyczące ich udziału. W niedzielnym głosowaniu udało się wybrać władze większości z 18 okręgów. Tylko w kilku do ostatecznego rozstrzygnięcia potrzebna będzie druga tura, która odbędzie się 13 grudnia. Zgodnie z wcześniejszymi oczekiwaniami zwycięstwo odniosła rządząca koalicja LDK - PDK, której przewodzi obecny premier Hashim Thaqi. Jej politycy zasiedli na najwyższych stanowiskach m.in. w Prištinie, Prizrenie i Mitrovicy. Z pewnością do udanych nie będzie mogła zaliczyć tych wyborów opozycja, której największa partia AAK (Sojuszowi dla Przyszłości Kosowa) zwyciężyła w Dečanie i gminie Gjakova. W przypadku tej ostatniej, pojawiły się jednak zarzuty, skierowane przez Nowy Sojusz Kosowa (AKR) przeciwko AAK (który oficjalnie zwyciężył w Gjakova), która według AKR miała dopuścić się manipulacji wyborczych.
O serbskich problemach z niepokorną Wojwodiną, o Billu Clintonie, który w końcu zaczął mówić bez ogródek i o Nowej Zelandii, która uznała Kosowo, czyli o Bałkanach słów kilka.
O Radovanie, który mimo sukcesu wciąż kręci nosem, o Stjepanie, który wygłasza mądrości sam nie czyniąc za wiele i o Vuku, co to Serbię do unijnej poczekalni chce zgłosić jeszcze w tym roku, czyli o Bałkanach słów kilka.
Wybredny Radovan
Coś, co jeszcze niedawno przez haskich sędziów było stanowczo odrzucane, dziś stało się faktem. Proces Radovana Karadžicia został oficjalnie odroczony i ma wystartować ponownie w marcu 2010 roku. Były przywódca bośniackich Serbów, oskarżany m.in. o ludobójstwo, nie stawiał się do tej pory na kolejnych rozprawach (proces ruszył 26 października). Pojawił się dopiero dziś (05.11), aby zakomunikować, że nadal posiada zbyt mało czasu na przygotowanie swojej obrony. Trybunał haski wobec oporu oskarżonego postanowił znaleźć wyjście z tej sytuacji i owszem, dał Karadžiciowi czas do marca przyszłego roku, jednocześnie przydzielając mu obrońcę z urzędu (Karadžić deklaruje chęć bronienia się samemu), co niewątpliwie pozwoli na upłynnienie procesu nawet w przypadku nieobecności oskarżonego.
Serbska akcja antynarkotykowa, ukraińskie oszczędności w Kosowie oraz o Karadžiciu, który wreszcie postanowił stawić się w sądzie, czyli o Bałkanach słów kilka.
Przedterminowe zwolnienie z więzienia byłej prezydent Republiki Serbskiej, Bijany Plavišić to z pewnością wydarzenie bezprecedensowe. Jeszcze bardziej zadziwiać może jednak jej triumfalny niemalże powrót do serbskiej stolicy.
Skazana przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii, na karę 11 lat więzienia, Bijana Plavšić w dniu wczorajszym (27.10) powróciła do Belgradu. Tym samym oskarżona o współodpowiedzialność za masowe deportacje, morderstwa i czystki etniczne, Plavšić odbyła około dwóch trzecich swojego wyroku. Głównym powodem, dla którego dawna prezydent została wcześniej zwolniona, była jej dobra współpraca z Trybunałem, a także zauważalne postępy resocjalizacyjne.
A dla Moskwy Bałkany oznaczają Serbię. Pożyczka oferowana przez Rosję, mającą istotne problemy budżetowe, jest kwestią polityki, a nie ekonomii i należy na nią patrzeć jak na próbę umocnienia osłabionej w ostatnich latach pozycji Moskwy w regionie.
Jeszcze prawie półtora roku temu, gdy Kosowo ogłaszało niepodległość ludność i politycy tego kraju prześcigali się w wyrazach sympatii i wdzięczności wobec Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Dziś dla tych samych ludzi unijna misja EULEX jest jedną z największych przeszkód w drodze do całkowitej samodzielności.
Ostatnie wydarzenia w Kosowie pokazują jak szybko tamtejsi Albańczycy zapomnieli, dzięki komu dziś mogą żyć we własnym państwie. Szok i „po - niepodległościowa" euforia szybko opadły, a na drodze pełnej samodzielności kosowskich Albańczyków stanęła (w ich opinii) unijna misja EULEX, uzupełniającą (pod względem prawnym i policyjnym) misję ONZ UNMIK.
Kilka dni temu jedna z najbardziej liczących się gazet w Serbii „Danas” opublikowała informację., o tym że Serbowie prowadzą tajne rozmowy z Amerykanami na temat przyjęcia grupy więźniów z bazy Guantanamo.
Ostatnie wydarzenia w południowych rejonach Serbii mogą napawać pewnymi obawami. Na szczęście jednak mieszkający tam Albańczycy nie mają już takiego poparcia i siły przebicia jak w 1998 roku.
Wszystko zaczęło się od dwóch ataków terrorystycznych w dolinie Preševa, kiedy to podczas zamachu bombowego i ostrzału moździerzowego ranni zostali najpierw dwaj cywile, a później dwaj serbscy funkcjonariusze policji. Serbowie zareagowali tak jak uczyniłoby to każde suwerenne państwo w podobnej sytuacji. Wzmożone działania policji w rejonie, mające na celu ujęcie sprawców i przywrócenie bezpieczeństwa oburzyły tamtejszą społeczność albańską - bo podobno policjanci są zbyt brutalni! Polityczni przywódcy Albańczyków poszli jeszcze dalej i wystosowali oficjalny apel do Belgradu aby ten wycofał swoich funkcjonariuszy z tego regionu. Idąc za ciosem kilka dni temu Ci sami politycy wysłali do rządu serbskiego wniosek, w którym domagają się utworzenia z rejonu Preševa, Bujanovaca i Medvedja oddzielnego regionu na pewnych zasadach autonomii. Przypomnę tylko, że w rejonie tym zdecydowaną większość etniczną stanowią Albańczycy, a najbliższym sąsiadem jest utworzone niedawno Kosowo. Czyżbyśmy byli zatem świadkami kolejnych działań mających na celu zdobycie następnego elementu układanki o nazwie „Wielka Albania" ? To z pewnością przesada, jednak mimo wszystko pewne obawy są zasadne. Ostatnio w mediach pojawiły się informacje na temat domniemanej propozycji (nie podano kto komu zaproponował) wymiany doliny Preševa za serbską część Kosowskiej Mitrowicy i pobliskie jej tereny. Dzięki temu obie strony byłby (chyba?) zadowolone. Ostro na tego typu insynuacje zareagował współpracownik Marttiego Ahtisaariego, Albert Rohan, który stwierdził kategorycznie, ze taka wymiana jest nie do przyjęcia. Pośrednio w tej sprawie zabrał głos również Belgrad. Przewodniczący specjalnego organu koordynującego działania w dolinie Preševa, Milan Marković w odniesieniu do albańskiego wniosku o utworzenie „Regionu doliny Preševa" stwierdził, że jego rząd nie dopuści do tego typu działań. Wspomniana wymiana byłaby niezwykle korzystnym interesem z punktu widzenia Albańczyków z Kosowa i Preševa. Dzięki temu zyskaliby kolejne tereny, bez zbytniego wysiłku a co najważniejsze bez użycia nawet jednego naboju.