Po wstąpieniu do Unii Europejskiej i NATO w polityce zagranicznej RP jak również w stosunkach międzynarodowych widzianych z polskiego punktu widzenia wydawało się, że zapanuje pewnego rodzaju marazm.
Kolejne rządy i kolejni ministrowie spraw zagranicznych powtarzali ciągle te same hasła - wzmacnianie pozycji w Europie i sojuszu północnoatlantyckim oraz strategiczny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.
W pewnym momencie politycy, publicyści i politolodzy przeżyli zaskoczenie i rozczarowanie (na pewno nie wszyscy ale duża ich część). Oto Stany Zjednoczone wbrew wcześniejszym zapowiedziom rezygnują z budowy na terenie Polski i Republiki Czeskiej elementów swojej tarczy rakietowej. Decyzje podejmują w niekorzystnym momencie - w 70 roczniće agresji Związku Radzieckiego na Polskę, podkreślając przy tym swoją przyjaźń z Rosją.
Czytaj wiecej »
Zrozumiał to Biden, zaczynają rozumieć inni.
Żeby zrozumieć, jak bardzo Afganistan, państwo pozbawione ważniejszych surowców naturalnych, o ograniczonym potencjale strategicznym angażuje siły Stanów Zjednoczonych przyjrzyjmy się paru faktom: działania zbrojne 7 września 2001 roku, tak więc amerykańskie wojska siedzą w Afganistanie już 8 lat. Interwencja sowiecka trwała dłużej, bo całką dekadę; nie zanosi się jednak na to, by w ciągu dwóch lat sytuacja w tym rejonie uspokoiła się na tyle, by możliwe było wycofanie albo chociaż drastyczne zmniejszenie stanu wojsk lub zmiana charakteru ich misji. Na terenie Afganistanu znajduje się obecnie 80 tys. amerykańskich żołnierzy, bądź to pod komendą ISAF, bądź jako samodzielne siły. Liczba wszystkich żołnierzy NATO osiąga stan ponad 100 tysięcy, zbliżają się do rozmiarów interwencji Armii Czerwonej.
Czytaj wiecej »
Ostatnimi czasy bardzo modne stało się pojęcie „resetowania stosunków wzajemnych”. Z operacją taką mieliśmy do czynienia w przypadku relacji USA – Rosja. Mark Brzeziński w ostatnim artykule na łamach „New York Times’a” zauważył potrzebę "zresetowania stosunków z Polską i Czechami". Wydaje się, iż taki „reset” jest istotnie potrzebny i to nie tylko ze strony amerykańskiej.
Zdaniem Brzezińskiego, działania administracji George’a Busha doprowadziły do sytuacji, w której partnerstwo pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Polską i Czechami jest w tych dwóch ostatnich krajach utożsamiane z planami budowy elementów tarczy antyrakietowej. Stąd też rezygnacja z tych planów przez administrację Obamy została niejako automatycznie odczytana jako rezygnacja ze „strategicznego partnerstwa.” Negatywny odbiór tego faktu w Polsce został spotęgowany przez datę 17 września (70 rocznica wkroczenia wojsk sowieckich do Polski w 1939 roku).
Można się spodziewać, iż decyzja prezydenta Obamy będzie miała pozytywne skutki także dla Polski. Poprawa klimatu w stosunkach wzajemnych Rosja – USA niewątpliwie przyczyni się do zmniejszenia napięć także w Europie Środkowo – Wschodniej. Sprawa obrony przeciwrakietowej ostatecznie powinna stać się obszarem współpracy na forum NATO. Być może warto dać szansę koncepcjom rodzimego przemysłu zbrojeniowego (projekt systemu obrony przeciwlotniczej zaproponowała Grupa Bumar).
Dobrze byłoby jednak, aby dyskusja wokół tarczy antyrakietowej stała się punktem zwrotnym w sferze koncepcji polskiej polityki zagranicznej. Przede wszystkim należy zweryfikować (zresetować, jak kto woli) postrzeganie roli USA w naszej polityce zagranicznej. Stany Zjednoczone pozostają jednym z najważniejszych (jeśli nie najważniejszym) sojusznikiem Polski. Nie zmienia to jednak faktu, iż na sojusz ten należy patrzeć (i oceniać go) w kategoriach realistycznych a nie idealistycznych. Na pierwszym planie powinny być korzyści, jakie wynosi Polska ze współpracy z sojusznikiem – cytując w tym miejscu Lecha Wałęsę: ”musimy przede wszystkim dbać o swój interes.” Polska polityka bezpieczeństwa nie może opierać się tylko i wyłącznie na sojuszu z USA.
Przekonanie o istnieniu jakichś „specjalnych” stosunków pomiędzy Polską a USA było i jest iluzoryczne (choć w dużym stopniu wyjaśnia dlaczego w Polsce Bush jest oceniany lepiej niż Obama). Ani Polska, ani żaden inny kraj Europy Środkowo – Wschodniej nie jest w stanie być równorzędnym partnerem Stanów Zjednoczonych – co najwyżej krajem istotnym z punktu widzenia polityki USA w regionie. Trudno nie zgodzić się w tym miejscu z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim, który stwierdził, iż partnerem strategicznym dla USA może być Unia Europejska jako całość – a nie któreś z państw europejskich samodzielnie.
Dobiegająca końca wizyta prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, przebiega na bardzo wysokim szczeblu. Jest to bowiem wizyta państwowa. Niestety więcej płynie z niej gestów propagandowych, aniżeli zapowiedzi realnych poczynań i skutecznych działań.