
Michelle Obama Europę przywitała w żółtej sukiencie, a jakże, Jasona Wu, i czarnym płaszczyku od Michaela Korsa.
Gdy europejskie media skupiają się przede wszystkim na kwestiach bardziej merytorycznych szczytu w Londynie, Amerykanie skupiają się przede wszystkim na śledzeniu każdego kroku swojego prezydenta. Chcą akcji i lotnych słów, zamiast nudnych i mało nośnych konkretnych rozwiązań.
Specyficzność relacji widać także u Francuzów i Brytyjczyków. Media znad Sekwany skupiają się na rywalizacji: Sarkozy'ego i Obamy, a także, choć może nawet bardziej - ich żon: Carli Bruni i Michelle Obamy.
Żona prezydenta Francji, porównywana jest do Jackie Kennedy, podczas gdy prezydent USa - do samego JFK. Sytuacja nieco kłopotliwa dla drugich połówek "nowych Kennedych". Choć Amerykanie widocznie zaakceptowali Michelle jako Jackie: pomogło jej w tym na pewno zamiłowanie do designerskich strojów, a także sesje modowe w "Vogue'u" czy otwarcie się dla "zwykłych ludzi" m.in. na łamach "People".
Europejczycy wydają się preferować klasyczny szyk Carli Bruni.
Zapowiada się więc pojedynek na kreacje i metki projektantów.
Brytyjskie media natomiast skupiają się na podkreślaniu przesady w samej osobie Obamy i jego stylu sprawowania prezydentury.
Po jego wpadce z płytami DVD i prezentami dla dzieci Gordona Browna, amerykański prezydent uchodzi w oczach mieszkańców Wielkiej Brytanii za - do pewnego stopnia - ignoranta.
Zamiast więc o porpozycjach nowych regulacji rynków finansowych, nawet poważne gazety piszą o krwi grupy AB sprowadznej z USA,aby - tfu, tfu - w razie potrzeby nie podawać prezydentowi krwi...europejskiej.
Na prawdziwe sensacje pozostaje tylko czekać, aż ruszą oficjalne spotkania Obamy z
przywódcami innych państw, a Michelle i Carla ruszą na zakupy do Harrodsa lub na Qxford Street.