Polityka Unii Europejskiej wobec wschodnich sąsiadów opiera się na uznaniu równości ich decyzji i potrzeb. Wspólne działania Białorusi i Ukrainy będą podstawą do kształtowaniapriorytetów a co za tym idzie programów zmian dla tych krajów. Unia Europejska jako cel wybrała budowę komunikacji ponad granicami i podziałami. UE promuje zmiany poprzez edukację administracji i wymianę doświadczeń ludzi różnych kultur. Pierwszy krok to wymiana wiedzy oraz budowa sieci łączącej fachowców, ekspertów, uniwersytetyi instytucje badawcze w Europie.
„Z punktu widzenia Rosji Polska jest po prostu zbędna. Nie jest to jednak przejaw nadzwyczajnej wrogości i zapalczywości Rosjan. Wynika to z euroazjatyckiego paradygmatu, który zakłada polityczną i kulturową dominację imperium nad całym regionem” Aleksander Dugin
Ponad 60 letni okres pozornego pokoju w Polsce daje nadzieję na podtrzymanie tego trendu. Nasze członkostwo w NATO utwierdza nas w poczuciu bezpieczeństwa a Państwa Unii Europejskiej z dumą podkreślają, że wszelkie nieporozumienia i konflikty są we wspólnocie rozwiązywane w oparciu o dialog i negocjacje. Tymczasem dwie dekady istnienia wolnej Rzeczpospolitej to zaledwie kropla w oceanie dziejów powszechnych (bo wcześniejsze 40 lat pokoju to pax sovietica w obrębie radzieckich satelitów). Geopolityka nie rysuje przyszłości polskiej w jasnych barwach a cykliczność historii wysyła nam niepokojące ostrzeżenie.
Geopolityka sytuuje na terenie, który umownie nazywamy dziś Europą Środkową „ośrodek siły”. Równinna przestrzeń wciśnięta pomiędzy Bałtyk i Morze Czarne posiada bowiem cechy niezbędne do funkcjonowania potężnego podmiotu międzynarodowego zdolnego odeprzeć nacisk ze strony Europy i Azji. Czołowy polski geopolityk Leszek Sykulski pisze, że: „Ośrodek siły, mimo iż z definicji przypomina wszystkie cechy państwa (terytorium, ludność, władza centralna), jest pojęciem znacznie szerszym od niego. Jego głównym wyznacznikiem jest stały punkt odniesienia przestrzennego, a nie czynnik demograficzny czy ustrojowy. Na tej samej przestrzeni mogą formować się różne państwa, mające nie tylko inną nazwę, ustrój, ale również skład etniczny społeczeństwa. W Azji Mniejszej np. istniało m.in. państwo Hetytów, Cesarstwo Bizantyńskie, Imperium Osmańskie. Były to trzy różne państwa, ale jeden ośrodek siły."
W dyskusjach nad dziejowym przeznaczeniem Polski przeważa sugestywny, lecz mylny pogląd. Pogląd ten, reprezentowany przez wybitnych historiozofów (prof. Feliks Koneczny, 1862-1949), historyków (prof. Stanisław Kutrzeba, 1876-1946) czy geopolityków (kpt. Jerzy Niezbrzycki, 1902-1968) każe uznawać Polskę za część Zachodu bądź cywilizacji zachodniej. Opinię o przynależności Polski do Wschodu raczej trudno napotkać. Inny pogląd, mniej popularny od tego pierwszego, określa natomiast Polskę jako usytuowaną „między Wschodem a Zachodem" (inter Orientem et Occidentem) - i to on właśnie odpowiada prawdzie. Przeznaczenie Polski wiąże ją z obszarem, który pod względem cywilizacyjnym nie należy jednoznacznie do Zachodu ani Wschodu. Obszarowi temu nadamy umowną nazwę Środka. Podmiotowość geopolityczna Polski zależy od tego, czy w geograficznej przestrzeni zajmowanej przez Środek istnieje ośrodek siły władny ją kontrolować i uporządkować politycznie, stanowiący sam dla siebie Centrum, zdolny bronić jej przed naporami z Zachodu i Wschodu. W przeciwnym wypadku Polska, podobnie jak pozostałe części Środka, może jedynie pozostawać areną i przedmiotem gry prowadzonej między sobą przez centra zewnętrzne.
Wedle znanej formuły Oswalda Spenglera (1880-1936), historiozofa kojarzonego z niemiecką Rewolucją Konserwatywną, fundamenty wspólnot politycznych tworzą „krew i ziemia" (Blut und Boden). Formułę tę od chwili jej ogłoszenia wielokrotnie poddawano krytyce. Interesujące stanowisko prezentuje współczesny rosyjski myśliciel konserwatywny, prof. Aleksandr Dugin (ur. 1962), zdaniem którego należy ją jednoznacznie odrzucić, ponieważ wspólnota polityczna może się opierać albo na fundamencie krwi, albo na fundamencie ziemi. W teorii państwa wybór krwi prowadzi konsekwentnie do absolutyzacji znaczenia czynnika ludnościowego (lub demograficznego, etnicznego, rasowego itp.), przejawiającej się w takich formach, jak uznanie „suwerenności ludu", koncepcja oddolnej genezy władzy czy wreszcie idee i rozwiązania demokratyczne. Z drugiej strony, deprecjonuje on znaczenie zakorzenienia wspólnoty w określonym terytorium, skoro jej metapolityczną podstawą ma być to, co ruchome-zmienne (ludność), nie zaś nieruchome-trwałe (ziemia). W Polsce kierunek ów wytyczony został w szczególnie wyrazisty sposób w opublikowanych w 1902 r. pracach twórców nowoczesnego ruchu narodowo-demokratycznego: „Egoizm narodowy wobec etyki" autorstwa dr Zygmunta Balickiego (1858-1916) oraz „Myśli nowoczesnego Polaka" pióraRomana Dmowskiego (1864-1939), gdzie autorzy podjęli celową próbę redefinicji patriotyzmu, odrzucając jego tradycyjne pojmowanie, zgodnie z którym przedmiotem patriotyzmu pozostawał historycznie ukształtowany byt terytorialny (ojczyzna, Rzeczpospolita), natomiast jako właściwy przedmiot patriotyzmu wskazując ludność (polską zbiorowość narodową). Wybór krwi na podstawę dla wspólnoty politycznej owocuje przyjęciem przez tę wspólnotę orientacji, dającej się niezbyt może wdzięcznie, lecz zrozumiale określić mianem anty-tradycjonalistycznej.
Zbliża się 70 rocznica zbrodni w Katyniu. Rosja organizuje obchody z udziałem najważniejszych osób w państwie z premierem Władimirem Putinem na czele. Czy dojdzie do przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich? Czy Rosjanie przynają się do dokonania tej zbrodni?
Na razie wiemy, że Putin nie weźmie udziału w uroczystej Mszy Św. jednak zdaniem polskich polityków komentujących to wydarzenie to naturalne, że osoba niewierząca nie uczestniczy w liturgii.
Zbliża się wielkie wydarzenie. A może niestety premier Federacji Rosyjskiej wypowie tylko kilka mało znaczących zdań i nie potwierdzi zbrodni Związku Radzieckiego. Jednego możemy być pewni powtórki z Willym Brandtem na kolanach na pewno nie zobaczymy.
Państwo narodowe - czyli takie, które zamieszkuje w praktyce tylko jeden naród - wydaje się niejednemu z nas czymś istniejącym w sposób oczywisty, czymś wręcz naturalnym. Tymczasem koncepcja państwa (jedno)narodowego jest w historii elementem względnie nowym, nie wspominając o realizacji tej koncepcji, która nastąpiła jeszcze później, a szczególnie późno (bo dopiero w wyniku II wojny światowej) - w Polsce. Przedrozbiorowy okres dziejów naszej Ojczyzny zwyczajowo określa się mianem Rzeczypospolitej Obojga Narodów: nazwą upamiętniającą zawarcie unii polsko-litewskiej jako moment zasadniczej wagi. Częsty błąd rzeczowy, wynikający z projektowania w przeszłość nowoczesnych wyobrażeń, ujawnia się w przekonaniu, iż Rzeczpospolita dzieliła się na Polskę i Litwę, więc każdy z „obojga narodów" miał w obrębie tego osobliwego gmachu własne quasi państewko narodowe. W rzeczywistości nadrzędną całość polityczną stanowiła Rzeczpospolita czyli Polska, dzieląca się historycznie i prawno-politycznie na Koronę i Litwę.
Radosław Sikorski miał się spotkać z Hillary Clinton, aby wznowić "strategiczny dialog" między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Jak na ironię akurat tego dnia amerykańska Sekretarz Stanu udała się do Egiptu "ratować dyplomatyczne wysiłki" na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie. Oczywiście rzecznik Departamentu Stanu Ian Kelly zapowiedział szybkie ustalenie nowego terminu spotkania oraz ogłoszenie wznowieniam współpracy, jednak w takiej sytuacji wydaje się to co najmniej śmieszne. Zastanawiające jest to czy było to następstwem braku wiedzy amerykańskiej dyplomacji o istnieniu specjalnych stosunków z Polską czy też może fakt, że Stany Zjednoczone tego typu współpracy nie chcą. Ignorancja czy też celowe zakończenie "stragicznego dialogu" z Polską?
Nowy szef niemieckiej dyplomacji - Guido Westerwelle zaczyna swoje urzędowanie od wizyty w Polsce. Mam nadzieję, że polski rząd prawidłowo odczyta ten gest i wyciągnie wnioski z tego, że wicekanclerz zaczyna właśnie od odwiedzin wschodniego sąsiada. Nie tak dawno mieliśmy obchody 70 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej i pamiętam, że Stany Zjednoczone, nasz "strategiczny partner" i nie ukrywajmy na naszą własną prośbę nasz "przewodnik" w stosunkach międzynatrodowych w ostatniej chwili zmienił decyzję i do Gdańska przysłał zamiast czwartoligowego, polityka z ligi trzeciej.
Niemcy od lat podkreślają znaczenie naszych dobrych relacji i pokładane w nas nadzieje. Pozostaje nam ufać, że niemieckie puszczenie oka nie pozostanie bez odzewu i Polska wzmocni stosunki z Niemcami.
Po wstąpieniu do Unii Europejskiej i NATO w polityce zagranicznej RP jak również w stosunkach międzynarodowych widzianych z polskiego punktu widzenia wydawało się, że zapanuje pewnego rodzaju marazm.
Kolejne rządy i kolejni ministrowie spraw zagranicznych powtarzali ciągle te same hasła - wzmacnianie pozycji w Europie i sojuszu północnoatlantyckim oraz strategiczny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.
W pewnym momencie politycy, publicyści i politolodzy przeżyli zaskoczenie i rozczarowanie (na pewno nie wszyscy ale duża ich część). Oto Stany Zjednoczone wbrew wcześniejszym zapowiedziom rezygnują z budowy na terenie Polski i Republiki Czeskiej elementów swojej tarczy rakietowej. Decyzje podejmują w niekorzystnym momencie - w 70 roczniće agresji Związku Radzieckiego na Polskę, podkreślając przy tym swoją przyjaźń z Rosją.
Inwazja Związku Sowieckiego na Polskę dokonana 17 września 1939 r., jak każdy fakt historyczny, nie była pozbawiona przyczyn ani skutków. Wpisywała się w pewien określony ciąg wydarzeń, zaszłych wcześniej, rozgrywających się równolegle i mających się dopiero wydarzyć. Do bezpośrednich następstw rozbioru Państwa Polskiego przez III Rzeszę i ZSRS, tj. realizacji postanowień paktu Ribbentrop-Mołotow, należało stworzenie egzystencjalnego zagrożenia dla innych państw Europy Środkowej i Wschodniej. Zajmując obszar polskich województw tarnopolskiego i stanisławowskiego, Sowiety wydłużyły swoją granicę z królestwem Rumunii - wojskowym sojusznikiem Polski - okrążając je od północy i pogarszając jego położenie strategiczne na wypadek ewentualnego konfliktu rumuńsko-sowieckiego. Nie bez związku ze skutkami inwazji z 17 września pozostawała więc późniejsza utrata przez Rumunię Besarabii i północnej Bukowiny, zajętych przez wojska sowieckie w czerwcu 1940 r., czemu Rumunia nie mogła się sprzeciwić, nie ryzykując natychmiastowej wojny ze znacznie potężniejszym państwem, którego armie stały na jej północnej i wschodniej granicy - zwłaszcza, że w wyniku rozbioru Polski utraciła wcześniej swego najważniejszego i najsilniejszego militarnego sprzymierzeńca. Zajmując polskie województwo stanisławowskie, Związek Sowiecki wszedł w styczność graniczną z królestwem Węgier (uzyskało ono wspólną granicę z Polską na krótko przed wybuchem II wojny światowej, zajmując w marcu 1939 r. Ruś Podkarpacką, należącą wcześniej do Czechosłowacji), przez co zagroził bezpośrednio również i temu państwu, podobnie, jak Litwie, z którą wszedł w styczność graniczną, zajmując polskie województwo wileńskie. Upadek państwa polskiego, będący rezultatem inwazji z 17 września, umożliwił w konsekwencji Sowietom wymuszenie (pod koniec września i w październiku 1939 r.) na władzach Litwy, Łotwy i Estonii zgody na rozmieszczenie na ich terytoriach baz wojskowych Armii Czerwonej, tj. faktycznie na okupację tych państw przez ZSRS, zakończoną ich anektowaniem w czerwcu i lipcu 1940 r. 17 września 1939 r. spowodował całkowitą geopolityczną przebudowę Europy Środkowej i Wschodniej, ponieważ upadek Polski pociągnął za sobą upadek lub egzystencjalne zagrożenie pozostałych państw regionu.