Znane jest powiedzenie, że modernizacja jest motorem rozwoju. Dużo w tym prawdy. Europa czy Ameryka Północna nie byłyby tu gdzie są, gdyby nie nowoczesna technologia informacyjna i wysoko rozwinięte systemy komunikacji. Ma to swoje dobre i złe strony, jak wszystko, ale nic nie jest czarne albo białe. Rzecz w tym, że jeśli myślimy poważnie o współpracy rozwojowej z krajami Południa, a na pewno z Afryką, to wymaga to olbrzymiej, niewyobrażalnej pracy u podstaw. Pytanie tylko jak to robić, bo na pewno robić warto, nie naruszając delikatnej, wyjątkowej, wielopoziomowej tkanki kultury afrykańskiej? Jak to robić nie degradując jej niepowtarzalności i indywidualności?
W Ugandzie spędziłem kilka miesięcy 2007 roku. Kraj ten eksportuje surową kawę, ale finansowanie jej produkcji jest już zbyt kosztowne dla ułomnej ugandyjskiej gospodarki. Dlatego nie łatwo jest napić się kawy w Ugandzie. Jeśli uda się już znaleźć kawiarnie, w której faktycznie podają kawę, to przeważnie jest to jakaś zachodnia kawa a w zasadzie dominuje jeden jej rodzaj – Nescafe, należąca do ponadnarodowej multikorporacji Nestle znanej z wielu naruszeń praw pracowniczych, praw człowieka i destrukcji środowiska. Swoją dominacją na rynku ugandyjskim, korporacyjna kawa skutecznie ogranicza szerokie możliwości produkcji rodzimej kawy. Tym samym, produkcja kawy w Trzecim Świecie zwyczajnie się nie opłaca. Subsydiowana kawa Nestle jest dwa razy tańsza niż kawa wyprodukowana lokalnie. Zatem ugandyjscy producenci kawy, nie maja szans na zarobek w obliczu taniej i łatwo dostępnej kawy z zachodu.
Dopiero tu, w Afryce, można uświadomić sobie siłę zachodniej dominacji i jej bezwzględnej ingerencji w niemal każdą dziedzinę życia. Europejskie, północnoamerykańskie i dalekowschodnie koncerny miażdżą lokalne rynki zalewając je tanimi, subsydiowanymi produktami. Rządy tych państw i powiązane z nimi korporacje, lobby finansowe i maklerzy giełdowi figurujący w zarządach międzynarodowych organizacji odpowiedzialnych za współpracę rozwojową i zadłużenie krajów rozwijających się, forsują regulacje finansowo handlowe korzystne dla eksportu krajów, które reprezentują. Na międzynarodowych forach ekonomicznych, garstka delegatów z krajów Południa nie ma najmniejszych szans w starciu z liczną reprezentacją ośmiu najbardziej rozwiniętych krajów świata. Dzięki temu, oraz lobbingowi ponadnarodowych korporacji, Zachód w zasadzie bez istotniejszych ograniczeń możne podbijać rozwijające się rynki Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej degradując i obezwładniając ich lokalny potencjał. Z drugiej strony, Zachód skutecznie blokuje trzecioświatowy eksport międzynarodowymi porozumieniami, konwencjami i restrykcjami (patrz: EPA’s – Economic Partnership Agreement) chroniąc tym samym swoje bogate i stabilne rynki przed zalewem tanimi produktami z krajów Południa…
Czytaj wiecej »