Zawarte kilka dni temu porozumienie pomiędzy sudańskim rządem a rebelianckim Ruchem Sprawiedliwości i Równości może oznaczać koniec krwawego konfliktu w Darfurze. Może, ale jak wskazuje smutna praktyka - wcale nie musi. Pokój w Darfurze przychodzi już zresztą za późno.
Wojskowy pucz obalił w czwartek prezydenta Nigru, Tandja Mamadou. To już czwarty, od 2008 r., zamach stanu na kontynencie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że po kilkunastu latach nieśmiałego rozwoju, demokracja w Afryce znów znajduje się w odwrocie.
Minął już ponad rok, odkąd Robert Mugabe - jeden z największych afrykańskich autokratów - zgodził się częściowo dopuścić opozycję do władzy. Uratowało to jego kraj przed całkowitą katastrofą, lecz do jakiejkolwiek normalności jest w Zimbabwe wciąż bardzo daleko.
Chińskie okręty wezmą udział w międzynarodowej operacji antypirackiej, prowadzonej na somalijskich wodach. To kolejny dowód wskazujący, iż Pekin powoli rezygnuje z pasywnej polityki militarnej i coraz chętniej angażuje swoich żołnierzy poza granicami kraju.
Afrykańskie konflikty często ocenia się wyłącznie przez pryzmat etnicznych bądź religijnych podziałów, podczas gdy zazwyczaj chodzi wyłącznie o czysty biznes. Ostatnie starcia pomiędzy muzułmanami i chrześcijanami w nigeryjskim mieście Jos są tego dobrym przykładem.
PR-owcy południowoafrykańskiego rządu muszą załamywać ręce. Co rusz dochodzi bowiem do sytuacji, które słusznie bądź niesłusznie uderzają w wizerunek gospodarzy tegorocznego mundialu. Psychoza strachu przed kryminalistami może zepsuć futbolowe święto.
Swego czasu USA wycofały się z Wietnamu nie w wyniku militarnych porażek, lecz z powodu przegranej na ekranach telewizorów. Siłom NATO grozi dziś w Afganistanie dokładnie to samo.
Przez kraje muzułmańskie przetoczyła się fala pogromów i napaści wymierzonych w chrześcijańską mniejszość. Kolejna odsłona starego problemu – o którym wyjątkowo mało się mówi.
Coraz więcej wskazuje na to, iż Zachód przygotował sobie w Somalii powtórkę z Afganistanu. Na własne życzenie zresztą.
Zastanawiające, że o zbawiennym wpływie zamordyzmu na narody Azji i Afryki najchętniej przekonują ci, którzy demokratycznymi swobodami mogą się cieszyć bez żadnych ograniczeń. Aż korci zapytać, czy to już rasizm, czy tylko oportunizm?