Wprawdzie pióro pisać nie chciało, ale ostatecznie Lechowi Kaczyńskiemu udało się ratyfikować traktat lizboński. Z pewnym poślizgiem opuściliśmy klub europejskich maruderów, a co istotne, poczyniony został przedostatni krok na drodze do ostatecznego ustalenia warunków, na...

Okrągła rocznica powstania Chińskiej Republiki Ludowej sprzyja wystawianiu ocen. Spoglądając na aktualną sytuację w Chinach, niewątpliwie można mieć wiele negatywnych uwag, ale nie zmienia to faktu, że kraj ten ma co świętować.
Zaiste w naprawdę wielkich kłopotach znalazły się zachodnie państwa, by oczekiwać, że światową gospodarkę uratuje duży, bo duży, ale jednak kraj rozwijający się. Co nie zmienia faktu, że plotki o upadku Chin są mocno przesadzone.
Globalny kryzys rujnuje plan tajwańskiego prezydenta Ma Ying-jeou polegający na gospodarczym zbliżeniu z Chinami. Nie dość, że nie przynosi on zapowiadanych skutków, to coraz wyraźniej uwypukla podziały drzemiące w społeczeństwie.
Po dwóch miesiącach od otwarcia bezpośrednich połączeń nad Cieśniną Tajwańską widać, że choć to symboliczne wydarzenie nie zmieniło znacząco realiów w relacjach między wyspą a kontynentem, Chiny zrobiły kolejny mały krok na drodze do odzyskania kontroli nad Tajwanem.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że polskie media pisząc o igrzyskach przekroczyły wszelkie granice braku obiektywizmu. Nawet usiłując występować z pozycji „sumienia świata”, wypadałoby spojrzeć na Chiny z perspektywy wykraczającej poza Tybet i prawa człowieka.
Wyniki wyborów na Tajwanie z pewnością zostały przyjęte w Pekinie z dużym zadowoleniem. Wygrana kandydata Kuomintangu i porażka referendów uchroniła Chiny przed przywołaniem kolejnego obok Tybetu niewygodnego tematu, ale również odłożyła w czasie kwestię niepodległości wyspy.
Niedawno zakończona wizyta indyjskiego premiera w Chinach miała pokazać rosnące zaufanie i współpracę pomiędzy dwoma najludniejszymi państwami świata. Kłopot w tym, że pomimo wypowiadanych gładkich słów oraz rozdawanych uśmiechów, są one skazane na współzawodnictwo.
Szafranowa rewolucja jest najpoważniejszym wystąpieniem przeciwko birmańskiej juncie od 1988 roku. Czy skończy się ona tak jak wówczas - tysiącami zabitych oraz zduszeniem opozycji?