Wielka Brytania: Czy będzie reforma szkolnictwa?
Tylko pięcioma głosami brytyjski premier Tony Blair wygrał głosowanie w Izbie Gmin w sprawie podwyższenia odpłatności za studia wyższe. Odpowiednia ustawa wywołała burzę wśród laburzystowskich deputowanych.
„Za” rządowym projektem było 316, „przeciw” - 311 deputowanych. Wbrew pomysłowi brytyjskiego premiera zagłosowało aż 71 posłów macierzystego ugrupowania Blaira, Partii Pracy. Głosowanie w Izbie Gmin odbyło się w przededniu opublikowania raportu komisji, która bada okoliczności śmierci eksperta ds. zbrojeń Davida Kelly’ego. Istnieje podejrzenie, że gabinet Blaira stosował nierzetelną politykę informacyjną usprawiedliwiając udział Brytyjczyków w operacji w Iraku.
Zgodnie z głosowanym wczoraj rządowym projektem dotyczącym szkolnictwa, każdy rok nauki na uniwersytecie kosztować ma studenta 3 tys. funtów. Nie jest jednak pewne, czy taki będzie ostateczny kształt ustawy - teraz trwać będą dalsze prace w tym zakresie w obu izbach parlamentu. Spór w całej sprawie idzie zwłaszcza o to, że Partia Pracy obiecywała przed zwycięskimi wyborami z 1997 r., iż nie będzie zmieniać obowiązujących stawek dotychczasowych opłat za studia; wzrost może okazać jednak wysoki, bo aż z poziomu 1,1 tys. funtów (1,6 tys. euro) - teraz mogą obowiązywać różne stawki.
Tymczasem w ostatnich dniach wprowadzenie powszechnie obowiązującego czesnego w polskim szkolnictwie zaleciły Polsce międzynarodowe instytucje finansowe - Bank Światowy i Europejski Bank Inwestycyjny; odpowiednie zapisy znalazły się w kontrowersyjnym raporcie „Sektor szkolnictwa wyższego w Polsce”. Tą propozycję zmian eksperci określili jako niemożliwą do realizacji ze względu na zapisy konstytucyjne (Wielka Brytania nie posiada konstytucji). Są jednak przedstawiciele szkolnictwa popierający takie rozwiązania - np. rektor jednej spośród znanych warszawskich uczelni ekonomicznych.


Saulius Skvernelis nowym premierem Litwy