Łukasz Pawłowski: Sarkozy i Brown - one night stand?
Brytyjska prasa porównuje Sarkozy'ego i Browna do dwóch nielubianych na podwórku chłopców, którzy muszą współpracować aby stawić czoła dokuczającym im dzieciom.
Innym czynnikiem skłaniającym prezydenta Francji w kierunku sąsiadów zza Kanału, jest zdecydowane pogorszenie stosunków na linii Paryż-Berlin. Jedną z kluczowych przyczyn były w tym wypadku lansowane przez Sarkozy'ego plany utworzenia nowego „klubu” krajów śródziemnomorskich, które kanclerz Merkel ostro skrytykowała. Nie bez znaczenia tu także różnice charakterów obu przywódców - „nieprzewidywalnego populisty” (volatile populist) oraz „przezornego naukowca” (cautious scientist), jak określa odpowiednio przywódcę Francji i Niemiec publicysta The Guardian, Julian Borger.
Czy oś Paryż-Berlin zostanie zatem zastąpiona osią Paryż-Londyn? Zdania są w tym wypadku podzielone. Choć zarówno Brown, jak i Sarkozy starali się usilnie przekonać opinię publiczną, że ocieplenie stosunków brytyjsko-francuskich to coś więcej niż kurtuazja, interesy obu krajów nie są na tyle zbieżne by w krótkim czasie można było oczekiwać przełomu.
Przykładowo, mimo deklaracji wysłania większej ilości wojsk do Afganistanu, którą Sarkozy złożył podczas przemówienia w brytyjskim Parlamencie i która wywołała entuzjazm wielu reprezentantów, w kwestii polityki obronnej nadal więcej jest rozbieżności niż zgodności. Oferta prezydenta nie jest bowiem bezwarunkowa. W związku z planowanym na przyszły rok przystąpieniem Francji do struktur militarnych NATO Nicolas Sarkozy oczekuje od Wielkiej Brytanii zacieśnienia współpracy w ramach zarówno Sojuszu Północnoatlantyckiego, jak i Unii Europejskiej. Prezydent Francji podkreślał ten punkt swojej wizyty wielokrotnie, najdobitniej gdy stwierdził, że „Europa musi umieć zapewnić sobie bezpieczeństwo, nie tylko pomyślność gospodarczą.” Na to zaś, jak zwracają uwagę brytyjskie gazety, niespecjalnie może zgodzić się Brown. Nastroje w Wielkiej Brytanii są dalekie od euroentuzjazmu. Walczący z nieustannie spadającym poparciem, tak dla własnej osoby, jak i Partii Pracy jako całości premier, każde ewentualne wspólne przedsięwzięcie w polityce obronnej będzie starał się przedstawiać jako projekt brytyjsko-francuski, nie europejski. Brown dał temu wyraz mówiąc, że „Unia Europejska powinna koncentrować się przede wszystkim na działaniach o charakterze cywilnym.”
Jak stwierdza komentator Paul Reynolds na stronie internetowej BBC News, prawdopodobnie nie były to słowa na jakie liczył francuski gość. Nie jest tajemnicą, że Francuzi chcą uczynić przedmiot wspólnej europejskiej polityki obronnej jednym ze sztandarowych pomysłów swej, rozpoczynającej się w czerwcu, unijnej prezydentury. Rząd brytyjski nie może w tej kwestii okazać zbyt daleko posuniętego entuzjazmu.
Podobnie, zapowiadana przez Prezydenta Francji ewentualna reforma wspólnej polityki rolnej UE, najprawdopodobniej będzie możliwa tylko wtedy gdy Brytyjczycy zgodzą się „przedyskutować” słynną ulgę we wpłatach do unijnej kasy, jaką cieszą się od czasu rządów premier Thatcher.
Tego rodzaju sporów i niezgodności interesów jest bardzo wiele. Poza tym, skoro jak zwracają uwagę niektóre media, jedną z przyczyn ochłodzenie stosunków francusko-niemieckich jest niezgodność charakterów obu przywódców, to w przypadku Wielkiej Brytanii czynnik ten może okazać się jeszcze bardziej decydujący. Trudno bowiem wyobrazić sobie większe przeciwieństwo Sarkozy'ego niż właśnie Gordon Brown. Z jednej strony mamy bowiem opalonego, wysportowanego showmana, męża byłej modelki i gwiazdy pop, który wolny czas spędza na pokładach jachtów i samolotów swoich niewyobrażalnie bogatych przyjaciół, z drugiej zaś człowieka, którego jednym z najbardziej spontanicznych zachowań jak do tej pory było wygłoszenie przemówienia do członków szkockiej Partii Pracy bez pomocy notatek. Sarkozy'emu zdecydowanie bliżej do ociekającego blichtrem Silvio Berlusconiego, niż „nieludzko” poważnego Gordona Browna. Kwestii tej poświęcony jest artykuł Mathew Cambella w The Sunday Times. Analizując zjawisko „pop-polityki” autor stwierdza, że Sarkozy zdecydowanie bardziej wpisuje się w tradycje takich przywódców jak Tony Blair czy wspomniany już Berlusconi (ja dodałbym jeszcze m.in. Billa Clintona), nie zaś Brown, który skrzętnie ukrywa i marginalizuje wszelkie aspekty życia prywatnego. Nawet te, które mogłyby poprawić jego notowania, jak choćby znajomość z niezwykle popularną autorką książek o Harrym Potterze, J.K. Rowling. Czy tak różni politycy mogą więc stworzyć jakiekolwiek trwałe porozumienie?
Z drugiej jednak strony, obecna sytuacja międzynarodowa, m.in. zaabsorbowanie USA własnymi sprawami, ochłodzenie stosunków Francji z Niemcami, plany rozszerzenia G8 oraz głód poważnych sukcesów tak w jednym, jak i w drugim kraju, mogą być dobrą podstawą dla stworzenia nowej jakości kontaktów pomiędzy Francją i Wielką Brytanią. Przyszłe kilka miesięcy zweryfikuje czy rzekome "entente amicale" to nie jedynie "one night stand".


Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy