|
Zawirowania na arenie międzynarodowej ostatnich lat pozwoliły wypłynąć na wierzch tzw. kwestii kurdyjskiej. Wokół tej kwestii narosło jednak wiele mitów – najważniejszy z nich to ten, jakoby Turcy i Kurdowie nie potrafili żyć obok siebie w jednym państwie. REKLAMA
Strona 1 z 5 Relacje kurdyjsko – tureckie
Punkt widzenia Kurdów
Choć nie ma wątpliwości, że Kurdowie są oddzielnym narodem, to wśród uczonych nie ma zgody co do ich pochodzenia. Przypuszcza się, że przodkami dzisiejszych Kurdów były ludy mówiące różnymi językami i różnego pochodzenia. Według najpopularniejszej wersji elementy etniczne medyjsko – perskie, które napierały na tereny dzisiejszego Kurdystanu, zetknęły się z falami etnicznymi napływającymi od zachodu, z Azji Mniejszej ku południowym stokom Kaukazu. Nie wiadomo więc dokładnie czy wśród protoplastów Kurdów możemy wyróżnić jeden lud irański, czy też była to mieszanina prastarych elementów autochtonicznych oraz plemion obcych, które przybywały na ta ziemie. W każdym razie naród ten jest pochodzenia perskiego i wyznaje w zdecydowanej większości sunnicki odłam islamu.
Współcześni Kurdowie mówią szeregiem dialektów należących do grupy języków zachodnioirańskich. Dialekty te należą do trzech grup: północno–zachodniej, południowej i południowo–wschodniej. Dialekty z pierwszej grupy, zwane kurmandżi lub bahdinani, występują przede wszystkim w Turcji, w Zakaukaziu, w Iraku na północ od Mosulu, a ponadto w Syrii i w Azerbejdżanie irańskim.
Pochodzenie i język to cechy, które odróżniają Kurdów od Turków. Zupełnie odmienne, żeby nie powiedzieć przeciwstawne, są też cele obu narodów. Według kryterium możliwości usamodzielnienia się naród kurdyjski można zaliczyć do mniejszości warunkowych, tzn. zdolnych do utworzenia własnego państwa. Na przeszkodzie może jednak stanąć prawo międzynarodowe. Z powszechnie aprobowanej zasady suwerenności państwa wynika bowiem prawo do utrzymania integralności terytorialnej. Z drugiej jednak strony pojawia się pytanie o również powszechnie aprobowane prawo do samostanowienia. W dyskusji na ten temat pojawiły się więc dwa stanowiska. Z jednej strony uznaje się, że mniejszości są podmiotem prawa do samostanowienia. Z drugiej, że zasadniczo takie prawo im nie przysługuje, z wyjątkiem sytuacji ekstremalnej, w postaci najcięższych prześladowań, choć mniejszości nie mogą z niego skorzystać nawet w przypadku ciężkich naruszeń praw człowieka lub sprawowania władzy przez niedemokratyczny i nie reprezentatywny rząd. Ale nieprawdą jest, że większość Kurdów walczy o niepodległe państwo. Na dowód tego można powołać się na przytoczone przez Dariusza Kołodziejczyka wyniki nieoficjalnego badania opinii publicznej – otóż według nich większość tureckich Kurdów zadowoliłaby się jakąś formą autonomii, za pełną suwerennością opowiadało się zaledwie 11 proc. respondentów. [1]
Punkt widzenia Turków
Historyczna prasiedziba Turków znajdowała się na terenach Azji Centralnej. Jeśli natomiast chodzi o język turecki, to należy on do języków z rodziny ałtajskiej. Pomijając zapożyczenia leksykalne, języki z tej rodziny nie mają punktów stycznych z językami indoeuropejskimi, a więc m.in. z językiem kurdyjskim.
Przez wiele lat kwestionowano w Turcji istnienie narodu kurdyjskiego. Turecka doktryna państwowa oficjalnie kwalifikowała Kurdów anatolijskich jako Turkkurtleri, czyli przedstawicieli jednego z odłamów ludów tureckich. Kurdów nazywano Turkami Górskimi, a rejon, w którym zamieszkiwali – Turcją Wschodnią. Język kurdyjski oficjalnie uznawano za dialekt. Dopiero w grudniu 1990 r. (inne źródła podają kwiecień 1991 r.) wycofano zakaz posługiwania się tym językiem w domach i publicznego śpiewania kurdyjskich piosenek.
U źródeł takiej interpretacji leżą reformy Mustafy Kemala Ataturka, a przede wszystkim głoszone przez niego zasady, które znalazły odzwierciedlenie w obecnie obowiązującej tureckiej konstytucji. Jedną z ważniejszych zawartych w niej zasad, a na pewno kluczową dla zrozumienia położenia Kurdów, jest nacjonalizm. Zgodnie z koncepcją państwa, przyjętą przez Ataturka, Turcja miała być państwem jednorodnym narodowościowo, w którym mniejszości etniczne nie miały prawa bytu, co pozostawało w opozycji do wcześniejszego, wielonarodowościowego i bogatego kulturowo imperium otomańskiego. Skutki praktyczne takiego rozumienia były następujące – skoro nie ma Kurdów, to nie ma potrzeby publicznego używania języka kurdyjskiego oraz funkcjonowania kurdyjskich szkół i wydawnictw. Turcy uzasadniają wzbranianie się przed przyznaniem jakiejkolwiek autonomii mniejszości kurdyjskiej tym, iż zgodnie z konstytucją każdy obywatel w państwie tureckim ma takie same prawa. A skoro mają takie same prawa jak inni, uznanie ich za mniejszość oznaczałoby zatem ich dyskryminację.
Nieprawdą jest jednak, jakoby wszyscy Turcy żywili niechęć do Kurdów, aczkolwiek zdecydowana większość odrzuca ich aspiracje. Znakomitych przykładów dostarczają niekiedy nawet najwyżsi przedstawiciele państwa. Prezydent Turcji w latach 1989 – 1993, Turgut Ozal, reprezentował pogląd, iż nieprzychylne traktowanie Kurdów stwarza sytuację sztuczną i niebezpieczną, co stawiało Turcję w niekorzystnym położeniu na płaszczyźnie międzynarodowej. Z jego inspiracji powstał w 1992 r. w Stambule Instytut Kurdyjski, który skupił się na badaniach języka, literatury i historii tego narodu. Maria Giedz w swojej relacji z podróży do Kurdystanu wspomina, że ludzie, których spotykała w autobusie, w sklepie, w muzeum, w hotelu czy restauracji, wszyscy ofiarowali pomoc i nikt nie zareagował negatywnie na sprawę kurdyjską, choć dziennikarka nie ukrywała, że interesują ją obozy dla uchodźców oraz kontakty z miejscowymi Kurdami. [2]
|