|
Google to opowieść o innowacji technologicznej, która zmieniła cały Internet. To opowieść o nowym modelu biznesowym i spektakularnym sukcesie giełdowym. Ta opowieść wciąż trwa. I wcale nie musi zakończyć się "happy endem". REKLAMA
Na rynku wyszukiwarek ostatnio zawrzało. Na początku lipca Microsoft, który od ponad roku próbuje zagarnąć kawałek tortu w wyszukiwaniu, kupił Powerset.com. Pod koniec miesiąca objawił się światu Cuil.com – start-up byłych pracowników Gogle i IBM. Dodajmy do tego dorastające dziecko Microsoftu - live.com - oraz oryginalny Mahalo, a otrzymujemy wcale pokaźną grupę pretendentów do tronu, na którym, póki co, wygodnie spoczywa Google.
Gra toczy się o dużą stawkę. Rynek wyszukiwania rośnie bardzo szybko i już teraz jest ogromny. Lwią część rynkowych przychodów połyka Google - prawie 5,5 miliarda dolarów w ostatnim kwartale. Nic dziwnego, że coraz więcej konkurentów liczy na swoją szczęśliwą kartę.
Co więcej, mogą osiągnąć sukces.
Google to opowieść o innowacji technologicznej, która zmieniła cały Internet. To opowieść o nowym modelu biznesowym i spektakularnym sukcesie giełdowym. Ta opowieść wciąż trwa. I wcale nie musi zakończyć się "happy endem".
Objąwszy pozycję niekwestionowanego lidera w wyszukiwaniu Google rzucił się na wyciskanie owoców zwycięstwa. Szerokie strumienie pieniędzy z debiutu giełdowego oraz nieprzerwanie rosnące zyski stworzyły firmie możliwość dokonania olbrzymich inwestycji.
Google kupił Youtube.com. Wiadomo, wideo to przyszłość. Dogadał się z Myspace. Przecież serwisy społecznościowe to przyszłość. Stworzył Gmail – jeden z najpopularniejszych programów pocztowych. Wszędzie tam wprowadzając reklamy swoich klientów. By lepiej współpracować z klientami kupił agencję reklamy internetowej Doubleclick. Uruchomił świetny Googlemaps. I wiele, wiele innych. O mało co nie kupił częstotliwości telefonii komórkowej w USA, ale i tak stworzył system operacyjny dla komórek – Android. Przecież komórki to przyszłość.
John Doerr, jeden z pierwszych inwestorów w Google, rok temu na Web 2.0 Summit zapewniał, że Google czeka świetlana przyszłość, bo co roku zatrudniają tysiące najzdolniejszych inżynierów. Firma zwielokrotniła zatrudnienie. Google dumny jest z tego, że pracownicy przeznaczają 20 procent czasu pracy na innowacje w dziedzinach spoza ich zadań.
Zatem skoro Google zainwestował tyle pieniędzy, czasu i energii swoich pracowników w nowe rynki i produkty, to ile musiał zainwestować w swój podstawowy produkt – wyszukiwarkę Google? No właśnie.
Z całą pewnością potencjał Google wyznaczają ludzie. Jednak nawet najlepsi inżynierowie nie pomogą jeżeli firma skieruje ich do pielenia grządek. A dla mnie "kreatywne" spędzanie co piątej godziny pracy to oznaka, iż firma ma dwudziestoprocentowy przerost zatrudnienia.
Wyszukiwarka Google.com zatrzęsła całym Internetem i w zasadzie od kilku lat stoi w miejscu. Od czasu debiutu Google.com Internet zmienił się całkowicie. Nie tylko stał się wielokrotnie większy, ale pełen multimediów; dźwięków, zdjęć i wideo. Zmienili się użytkownicy, Internet przestał być oazą wykształconych specjalistów, a stał się medium masowym. Jak uwzględniła to wyszukiwarka Google?
Czy Google wystarczająco wyszukuje grafiki i wideo? Czy system pagerank, oparty na idei cytowań stosowanych w pracach naukowych, jest tak samo sprawny w przypadku wyborów tłumu? Czy wyszukiwarka jest wystarczająco przyjazna dla użytkownika stawiającego pierwsze kroki w Internecie? Wreszcie, czy wyszukiwarka pomaga użytkownikowi proponując nowe drogi poszukiwań? Na miejscu inżynierów Google chciałbym mieć pewność, że znam odpowiedzi na te i inne pytania.
Oczywiście, opierając się na zapewnieniach firmy, cały czas armia inżynierów pracuje nad udoskonalaniem systemu wyszukiwania, indeksowania, nadawania pageranków, itd. Jednak w tym samym czasie inna, liczniejsza armia, rozproszonych na całym świecie informatyków pracuje nad tym jak umieścić swoją stronę wyżej na liście wyników.
W efekcie wyniki wyszukiwania w Google są wypadkową zręczności inżynierów z jednej i drugiej strony barykady, treści strony oraz wyboru tłumów. Wyszukiwarka jest codziennie udoskonalana, ale jeżeli wyszukiwarka Google ma za kilka lat coś jeszcze znaczyć, nie potrzebuje udoskonaleń, a zasadniczej zmiany jakościowej.
W tym właśnie kierunku idą wysiłki konkurencji. Ostatnio ujawnione projekty nie tylko starają się pokazać jak najdokładniejsze wyniki wyszukiwania, ale dostarczają też pytającemu podpowiedzi co do nowych dróg poszukiwania. Zbudowane są na koncepcji dostarczenia jak najwięcej informacji oraz informacji pochodnych, związanych z tematem. Lista stron najlepiej odpowiadających zapytaniu stanowi w takim podejściu do wyszukiwania zaledwie jeden z kilku elementów. W gruncie rzeczy użytkownik korzystający z wyszukiwarki rzadko kiedy szuka jakiejś konkretnej strony, często szuka natomiast informacji, które mogą być rozproszone na wielu różnych stronach.
Niespodziewanie Google znalazł się w nowej dla siebie sytuacji. Wygląda na to, że innowacje w wyszukiwaniu powstają poza Google! Ponadto Google musi konkurować z jedną z największych firm technologicznych – Microsoftem oraz z, o zgrozo, własnymi pracownikami! Choć zarobki w Google są bardzo wysokie, a firma jest jednym z najlepszych pracodawców na świecie, to pokusa stworzenia wraz z kolegami własnej, lepszej wyszukiwarki może być trudnym wyborem. Tak jak trudny jest wybór między pewnym milionem w Google, a prawdopodobnym miliardem poza Google.
Opowieść "Google" trwa. Nie wiadomo jak się skończy. Czy tak jak skończyły się dawne epopeje "Altavista" i "Netscape"? |