Łukasz Pawłowski: Elegancik na szczytach władzy
Opinie krytyków Dawida Camerona czasami przypominają słynną anegdotę Woody'ego Allena o dwóch kobietach narzekających na pewną restaurację – okropne jedzenie i do tego w małych porcjach. Jednym z najbardziej zagorzałych przeciwników lidera opozycji jest dziennikarz Peter Hitchens. Program czwarty BBC wyemitował w marcu ubiegłego roku film jego autorstwa zatytułowany "Toff at the Top" ("Elegancik na szczycie"), poświęcony drodze Camerona do stanowiska przywódcy Partii Konserwatywnej. Hitchens, który sam definiuje się jako dziennikarz konserwatywny nie pozostawia na młodym polityku suchej nitki. Jednak krytykując Camerona ze wszystkich możliwych stron często popada w sprzeczności.
Jednym z głównych zarzutów wobec Camerona jest jego elitarne pochodzenie i równie elitarna ścieżka edukacyjna. Angielski system edukacyjny jest niezwykle zróżnicowany. Absolwenci najbardziej prestiżowych uczelni, czyli tak zwanego Oxbridge (zbitka słów Oxford i Cambridge) od lat dominują na najwyższych stanowiskach państwowych. Sieci powiązań, powstałe podczas studiów przekształcają się w zamknięte "grupy wzajemnej pomocy" utrudniające drogę na szczyt ludziom spoza "środowiska". Nie inaczej jest w przypadku otoczenia Davida Camerona - absolwenta Eton College oraz Oxfordu - dwóch najsłynniejszych i najbardziej prestiżowych szkół w Anglii.
Otoczenie Camerona nie stanowi jednak wyjątku od reguły, a jedynie kolejne jej urzeczywistnienie. Od roku 1751, spośród 52 premierów, jedynie 12 nie było kształconych w szkołach prywatnych (terminy szkoła prywatna i szkoła publiczna stosuję w rozumieniu polskim, a nie angielskim). Tendencja ta utrzymywała się i utrzymuje niezależnie od opcji politycznej. Przykładowo Margaret Thatcher zdobyła wykształcenie w szkole powszechnej, a Tony Blair w prywatnej. Zarzut Hitchensa powinien więc odnosić się nie tylko do Camerona, ale do większości gabinetów Zjednoczonego Królestwa. Nawiasem mówiąc sam Hitchens również ukończył szkołę prywatną.
Dużo ciekawszą część filmu stanowi analiza rozwoju poglądów politycznych Camerona i zmian jakim ulegały. Kiedy po ukończeniu studiów rozpoczynał karierę polityczną, jego przekonania w żaden sposób nie odbiegały od konserwatywnego mainstreamu tamtego okresu. Kandydując po raz pierwszy do Iżby Gmin w roku 1997 Cameron mówił:
"Walczę o konserwatywne cele. Popieram zdecydowane działania przeciwko przestępcom, dążenie do obniżenia podatków i utrzymanie Wielkiej Brytanii poza federalną Europą."
W tym czasie jednym z jego największych politycznych idoli była Margaret Thatcher. Kiedy cztery lata później podjął drugą, tym razem udaną próbę wejścia do Iżby Gmin, jego poglądy nie uległy większym zmianom. Podczas swojej pierwszej kadencji w parlamencie Cameron bardzo szybko awansował do kierownictwa Partii Konserwatywnej. Przed wyborami w 2005 roku to on opracowywał manifest wyborczy, którego główne punkty opierały się na polityce antyimigracyjnej i eurosceptycyzmie. W dwa lata później, podczas walki o przewodniczenie Torysom, po poglądach tych nie było już śladu. Michael Gove, jeden z ministrów w obecnym gabinecie cieni twierdzi, że Cameron nie miał żadnego wpływu na treść manifestu. Zdaniem Gove'a przygotowało ją ówczesne kierownictwo z przewodniczącym Michaelem Howardem na czele. Hitchens nie wierzy w te wyjaśnienia, wskazując na, przytoczone już, wcześniejsze wypowiedzi Camerona.
W tym miejscu łamie się jednak także argumentacja samego Hitchensa. Z jednej strony twierdzi bowiem, że Cameron już od czasów druzgocącej porażki Torysów w 1997 roku, podziwiał Blaira próbując imitować jego sposób bycia oraz przyjmować jego poglądy. Z drugiej strony, stara się pokazać, że jeszcze w 2005 roku Cameron był "porządnym" konserwatystą, a zmiana poglądów to produkt ostatnich dwóch, trzech lat.
Trzecią oś filmu, obok przeszłości Camerona oraz zadziwiającej zmienności jego przekonań, stanowi krytyka obecnego kształtu Partii Konserwatywnej. O ile rozpatrywane oddzielnie argumenty Hitchensa są w dużej części trafne, o tyle ich połączenie pozbawia krytykę wszelkiego sensu.
Hitchens oskarża Camerona przesunięcie Partii Konserwatywnej do środka sceny politycznej i całkowite upodobnienie jej do New Labour. Jest to zarzut dobrze uzasadniony, stawiany współczesnym Torysom dość często. Hasła, jakie kierownictwo partii oferuje wyborcom są tak rozmyte, że niezwykle trudno wnioskować na ich podstawie o kształcie polityki brytyjskiej w wypadku zmiany rządu. Najlepszym przykładem tej strategii jest powtarzana jak mantra zasada "empatycznego konserwatyzmu" ("compassionate conservatism"). Co się za nią kryje? Same konkrety: optymizm, szansa, możliwości, odpowiedzialność, rodzina, itp.
Oczywiście nie jest to zjawisko typowe wyłącznie dla Wielkiej Brytanii. Tendencję do zmniejszania się różnic partyjnych obserwujemy także w innych krajach europejskich, między innymi we Francji i Polsce. Czy ta postpolityczność będzie miała charakter trwały jest kwestią dyskusyjną. Niemniej jednak niesie za sobą poważne zagrożenia dla samej istoty systemu demokratycznego i wolności obywatelskiej. Jak można mówić o wyborze dokonanym przez naród, kiedy w rzeczywistości kandydaci niczym się nie różnią? Równie dobrze mogliby wystartować pod jednym szyldem. Odchodząc od dawnych wartości konserwatywnych Cameron prowadzi naród brytyjski do swoistego zniewolenia - mówi Hitchens.
Problem polega na tym, że równocześnie twierdzi on, że repozycjonowanie Partii Konserwatywnej to wyłącznie pozór, za którym nie idą prawdziwe przekonania jej liderów. David Cameron tak naprawdę nie wierzy w ekologię, tworzenie równych szans, przenoszenie polityki na poziom lokalny itp. Nie wierzy w nic a jedynie imituje, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Innymi słowy, to źle, że Cameron przesunął Torysów na w kierunku centrum, ale jeszcze gorzej, że zrobił to "na niby".
Co zatem zdaniem Hitchensa zrobi lider konserwatystów jeśli zostanie wybrany na premiera? Choć na to pytanie nie otrzymujemy odpowiedzi, najprawdopodobniej brzmiałaby ona "absolutnie nic". Nie zgadzam się z taką opinią. Politykę pustych gestów można prowadzić w okresie prosperity, kiedy ludzie chcą się przede wszystkim cieszyć skutkami rozwoju gospodarczego. Ale ten okres w Wielkiej Brytanii właśnie się kończy. Zbliżająca się recesja i problemy społeczne wymuszą na politykach konkretne deklaracje. Wydaje mi się, że Partia Konserwatywna zdaje sobie z tego sprawę.
Oskarżając jakąś grupę o całe zło tego świata otrzymujemy zazwyczaj obraz, w którym wybitne zdolności są swobodnie mieszane ze skrajnym idiotyzmem. Film Petera Hitchensa, mimo że zawiera wiele ciekawych spostrzeżeń, portretuje Partię Konserwatywną według tego właśnie wzoru.


Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy