|
Początek tygodnia. Czas na wieczorny przegląd francuskiej prasy. O czym dziś piszą czołowe dzienniki Francji? Jakie tematy dominowały i kto znalazł się w centrum zainteresowania? O tym i o owym słów kilka. REKLAMA
Wiodący dziennik Francji „Le Monde” przypomina o spędzającej sen z powiek, niskiej sile nabywczej. Tytuł artykułu „Siła nabywcza: wszyscy Francuzi są zaniepokojeni” mówi sam za siebie. Francuskie społeczeństwo z założenia cechuje się dobrym samopoczuciem. Jednak nie tym razem. Już wiosną br. paryskie sieci super- i hipermarketów zamierzały przeciwdziałać słabnącej sile nabywczej, zachęcając klientów do intensyfikacji zakupów oferowanych po atrakcyjnych cenach. Promocje goniły promocje. Jak widać, nieskutecznie. W środę (25.09.) prezydent Nicolas Sarkozy ma zabrać głos w sprawie aktualnej sytuacji gospodarczej kraju. Francuzi wydają się wyjątkowo pesymistycznie nastawieni w tej kwestii. Według ankiety przeprowadzonej przez IFOP-JDD (Institut Français d’Opinion Publique et d’Etudes de Marché – Journal du Dimanche – Fracuski Instytut Opinii Publicznej i Badań Rynku – Dziennik Niedzielny) w dniach 18 i 19 września na reprezentatywnej próbie 956 pełnoletnich obywateli (18. rok życia i więcej), 81 proc. Francuzów, zapytanych o wpływ światowego kryzysu finansowego i giełdowego na ojczyznę, wyraziło zaniepokojenie. Na łamach (tych papierowych i tych wirtualnych) „Le Monde” pod względem popularności problem siły nabywczej wygrywa nawet z bezrobociem. Profesor ekonomii na uniwersytecie Paris-Diderot a zarazem dyrektor CREDOC (Centre de Recherche pour l’Etude et l’Observation des Conditions de Vie – Centrum Badań na rzecz Studiów i Obserwacji Warunków Życia), Philippe Moati, w wywiadzie dla dziennika doszukuje się źródeł nastrojów panujących obecnie w społeczeństwie i rozważa, jakich zachowań konsumenckich można spodziewać się w wyniku bieżącego kryzysu. Sarkozy ogłosił się „prezydentem siły nabywczej”. Czy rzeczywiście tak jest?
Natomiast „Le Figaro” w swoim serwisie informacyjnym szczególnie dużo uwagi poświęca debacie dotyczącej dalszego „być albo nie być” francuskich żołnierzy w Afganistanie. Po pierwsze, możemy wręcz minuta po minucie, prześledzić zapis z dzisiejszego posiedzenia Zgromadzanie Narodowego w sprawie zgody parlamentu na przedłużenie francuskiego mandatu w pogrążonym w konflikcie państwie. W myśl zreformowanej konstytucji V Republiki, rząd jest zobowiązany zwrócić się do parlamentu z prośbą o wyrażenie zgody na przedłużenie jakiejkolwiek francuskiej obecności militarnej poza granicami kraju, jeśli ma przekraczać ona okres 4 miesięcy.
Premier François Fillon wierzy w „narodowy konsensus” w sprawie afgańskiej. Jak tłumaczył dziś (22.09.), obecność Francji w tym rejonie świata nie wynika z interesu ekonomicznego, lecz jest uwarunkowana troską o bezpieczeństwo narodowe. Szef rządu podkreślił, że to już Jacques Chirac i Lionel Jospin zadecydowali o francuskim zaangażowaniu w Afganistanie. W odpowiedzi na ponad czterdziestominutowe przemówienie Fillona, przewodniczący grupy socjalistów w Zgromadzeniu Jean-Marc Ayrault, zapytał krótko: „Dokąd zajdziemy kierując się logiką wojenną?” Atakuje on francuski rząd za bliskie kontakty z administracją Busha, sugerując, iż podzielili świat pomiędzy „dobro a zło”. Nalega na konieczność podjęcia dialogu politycznego. Natomiast jeden z parlamentarzystów Noël Mamère, który zagłosował na „nie wobec tej brudnej wojny”, stwierdza: „Jest Pan [Panie Premierze – przyp. autora] w trakcie wciągania Francji w wojnę, która nie jest jej wojną”. Po ponad dwuipółgodzinnej wymianie poglądów pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami obecności Francji w Afganistanie następuje glosowanie. A oto wyniki: „563 głosujących, 553 głosów oddanych, za: 343, przeciw: 210”. W ten sposób większością głosów Zgromadzenie Narodowe zadecydowało o przedłużeniu misji w Afganistanie. Serwis „Le Figaro” publikuje również ankietę przeprowadzoną wśród internautów. Oddano łącznie 18897 głosów, spośród których 40,24% za przedłużeniem misji a 59,76 – przeciw. Czytelnicy „Le Figaro” on-line mieli odmienne zdanie od ich przedstawicieli w parlamencie. „Le Monde” relacjonuje wydarzenia z parlamentu z opóźnieniem.
|