|
Teoretycznie debatę kandydatów na wiceprezydenta wygrał Joe Biden. Widać, że wie, o czym mówi. Jednak tym razem sztab Republikanów ma trochę racji, gdy odtrąbił zwycięstwo Sarah Palin: polityczna nuworyszka wcale nie poległa w starciu ze starym wyjadaczem REKLAMA
Starcie Palin i Bidena przypominało trochę debatę sprzed tygodnia: tym razem rolę Obamy grała Republikanka. Tematy poruszane podczas debaty nie były niczym nowym: dyskutowano głównie o kryzysie gospodarczym i polityce zagranicznej, a zwłaszcza Iraku. Ani Sarah Palin, ani Joe Biden, nie powiedzieli jednak niczego, o czym nie mówili już McCain i Obama. Oboje grali też role wyznaczone im z dawien dawna przez specjalistów od wizerunku: pani gubernator była „hokejową mamuśką z sąsiedztwa”, a senator z Delaware – statecznym politykiem, który przetrwał ponad pół wieku w Waszyngtonie „nieskażony” przez polityczne brudy. Republikanka mówiła językiem potocznym, zwracała się do przeciętnego Amerykanina. Samego Bidena powitała: - Hej, czy mogę ci mówić Joe? W ten sposób zapewne miała przekonać do siebie wyborców uwiedzionych luzem i swobodą Obamy, robotników (czyli tradycyjny elektorat Demokratów), a także kobiety – „osierocone” przez Hillary Clinton. Strategia „mamuśki z sąsiedztwa” jest jednak ryzykowna: osiem lat temu, pozując na swojaka, wygrał wybory George W. Bush. Później jednak ów swojak z Teksasu lekką ręką wysłał żołnierzy na wojnę, a w chwilach próby nie zawsze umiał stanąć na wysokości zadania ( zagadkowa nieobecność prezydenta po tragedii huraganu Katrina). Chlubnym wyjątkiem wśród swojaków sterujących państwem w kluczowych momentach był Harry Truman, do którego, tak chętnie porównuje się pani Palin. Truman, chłopek – roztropek ze Środkowego Zachodu, zanim został wiceprezydentem u boku Roosvelta, nigdy nie był za granicą. Kiedy jednak nadeszła jego chwila prawdy – spisał się wyśmienicie. Sarah Palin chyba jednak wolałaby nie przechodzić takiego testu. Joe Biden podczas debaty mówił zdecydowanie bardziej konkretnie niż co chwila uderzająca w populistyczne tony Republikanka. Demokrata jednak do znudzenia powtarzał, że prezydentura McCaina będzie „trzecią kadencją Busha”. Z jego wypowiedzi można było wywnioskować, że senator z Arizony przez ostatnie osiem lat był najlepszym przyjacielem i najbliższym współpracownikiem urzędującego prezydenta. Sam Biden nie wierzył w to, co mówił, więc był w owych zapewnieniach mało przekonujący. Trzeba jednak oddać Bidenowi, że „oszczędził” panią Palin – nie atakował jej wprost, szturm przypuszczał głównie na McCaina. Wątpliwe jednak, by wynikało to z jego dobrej woli: zarzut braku doświadczenia jest bowiem bronią obosieczną i atakując Palin, Biden chcąc- nie chcąc pogrążyłby Obamę. Senator z Illinois ubiega się bowiem o fotel prezydenta, podczas gdy gubernator Alaski – „zaledwie” o wiceprezydenturę. Debata kandydatów na wiceprezydenta nie okazała się przełomem. Sarah Palin nie palnęła żadnego głupstwa i chociaż większość pytań zbywała okrągłymi zdaniami, widać było, że nauka nie idzie w las. Zabrakło jej jednak czasu na naukę ekonomii i stosunków międzynarodowych, których Biden uczył się ponad pół wieku. Sarah Palin to jednak zdolną uczennicą. Podobnie zresztą, jak Barack Obama. Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża jedynie prywatne poglądy autora |