|
Jörg Haider nigdy nie wygrał wyborów ani nie został szefem austriackiego rządu, lecz jego śmierć pozostaje istotną cenzurą dla wiedeńskiej polityki. Teraz oszałamiającą karierę robi jednak polityczny spadkobierca, a zarazem rywal Haidera - Hans Christian Strache. REKLAMA
Jörg Buntownik Świat po raz pierwszy usłyszał o Jörgu Haiderze w 2000 roku, kiedy to przeciągające się negocjacje pomiędzy SPO a ÖVP prowadzone po wyborach parlamentarnych 1999 roku spełzły na niczym, prowadząc do stworzenia koalicji pomiędzy Austriacką Partią Ludową i Austriacką Partią Wolnościowa. Trzeba w tym miejscu przypomnieć czytelnikom o niezwykłym charakterze demokracji wiedeńskiej. Od czasu ustanowienia Drugiej Republiki clou systemu politycznego Austrii jest tzw. system Proporz, gwarantującą proporcjonalny podział stanowisk i odpowiedzialności politycznej pomiędzy wszystkie partie parlamentu, w zależności od ich wyniku wyborczego. W praktyce władzę sprawowali zawsze socjaldemokraci, zazwyczaj w ramach wielkiej koalicji z ÖVP. W przeciwieństwie więc do RFN, gdzie podziały polityczne były jasne i czytelne, a „wielka koalicja”, aż do czasu utworzenia gabinetu Merkel była wydarzeniem niezwykłym (utworzono ją raz, w latach 1966-69, a więc w czasie wielkich politycznych i społecznych przesileń), to odstępstwo o porozumienia socjaldemokratów i chadeków było stanem niezwykłym. Co więcej, istotną pozycję w Wiedniu zdobyły sobie wszelakiej maści samorządy gospodarcze i zawodowe, organizacje pracodawców i pracowników, bez poparcia których nie można było przeprowadzić jakiejkolwiek decyzji politycznej. System ten, powstały jako odpowiedź na powojenne wyzwania stojące przed Austrią- odbudowę narodowej jedności i utrzymanie suwerenności w obliczu Zimnej Wojny gwarantował polityczna stabilizację, uniemożliwiał jednak przy tym przeprowadzenie jakichkolwiek zdecydowanych reform, uzależniając każde posunięcie rządu od szerokiego społecznego konsensu. Z biegiem lat, w odczuciu zwyczajnych obywateli coraz bardziej stawał się synonimem korupcji, nepotyzmu i marazmu. Właśnie owe rozczarowanie mainstreamem politycznym, poczucie bezsilności i alienacja stały się źródłem siły Jörga Haidera. Swą polityczną karierą zaczął w młodzieżówce FPÖ, partii, której ówczesny profil różnił się diametralnie, od tego z czym jest dzisiaj kojarzona. Austriacka Partia Wolnościowa powstała w 1956 roku, jako ugrupowanie o charakterze centrowym, dalekim od konserwatywnego charakteru Austriackiej Partii Ludowej i socjalnego profilu SPÖ. Ideowo była ona spadkobierczynią niemieckich XIX-wiecznych narodowych liberałów, łącząc afirmację gospodarki wolnorynkowej i sporadycznego antyklerykalizmu z duchem pangermanizmu. W owym czasie FPÖ występowała jako koalicjant lewicy, gładko wpisując się w polityczny krajobraz Austrii. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to ugrupowanie, już pod wodzą Haidera, przeszło gwałtowną transformację, owocującą podziałem partii na nacjonalistyczne FPÖ i Forum Liberalne. Haider triumfuje Bazując na anty-establishmentowych, populistycznych hasłach w 1999 roku Haider osiągnął swój największy sukces, zdobywając w wyborach 27% głosów, wyprzedzając Austriacką Partię Ludową, z którą następnie zawiązał koalicję. Kanclerzem został lider konserwatystów, Wolfgang Schüssel. Wyborczy sukces nacjonalistów został przyjęty przez Europę z mieszanką niedowierzania i oburzenia, niektórzy politycy z Francji czy Niemiec posuwali się nawet do wezwań wprowadzenia wobec Wiednia dyplomatycznych sankcji. Ostatecznie Unia Europejska nie zdecydowała się na podjęcie faktycznych działań, aczkolwiek poszczególne państwa członkowskie ograniczyły na pewien czas bilateralne kontaktu z Austrią do niezbędnego minimum. Działania unijnej czternastki zostały przez samych Austriaków odebrane jak najgorzej. Po raz pierwszy europejscy politycy tak otwarcie kwestionowali demokratyczny werdykt wyborców, niczym arbitrzy elegancji decydując które partie godne są wpuszczenia na salony Brukseli, a które powinny raczej korzystać z wejścia dla służby. Międzynarodowa presja odniosła więc skutek odwrotny do zamierzonego- pomimo dużej aktywności politycznych przeciwników Haidera, organizujących „Czwartkowe Demonstracje”, większość wyborców odebrała dwuznaczną postawę socjaldemokracją i prezydenta Klestila jako niebezpieczny precedens. W przyszłości niektórzy europejscy politycy nie raz jeszcze będzie wywierać presje na poszczególne narody, mogące dokonać „niesłusznego” wyboru - sytuację tę znamy poniekąd z autopsji. Sam Haider nie wszedł do rządu, wybierając wygodniejszą dla siebie pozycję szarej eminencji. Nie uchroniło to jednak jego partii przed typowym dla populistów losem - po utworzeniu koalicyjnego gabinetu i partycypowaniu w rządach nie mogli dłużej szermować hasłem „oni już rządzili”, ustawiając się w wiecznej kontrze do elit, po stronie „zwykłego obywatela”. W przeciągu paru lat Austriacka Partia Wolnościowa utraciła ponad połowę poparcia, stając się słabszym partnerem ÖVP, co w konsekwencji doprowadziło w 2005 roku do wewnętrznego rozłamu. Haider utworzył Sojusz na Rzecz Przyszłości Austrii, przewodnicząc temu ugrupowaniu (z długimi przerwami) aż do niespodziewanej śmierci. Nowe ugrupowanie okazała się cieniem dawnej FPÖ, w kolejnych wyborach uzyskując wyraźnie słabsze poparcie, od swej partii – matki. Na czele wolnościowców stanął tymczasem Hans Christian Strache - młodszy, lepiej rozumiejący współczesną politykę i media. Wraz z nim, rozpoczyna się drugie życie austriackich nacjonalistów. Nowy rozdział historii Losy Haidera i jego partii różnią się od dziejów innych skrajnie prawicowych partii w Europie. Austriaccy nacjonaliści przetrwali rozłam, więc, w przeciwieństwie do dajmy na to Listy Pima Fortuyna przetrwają też śmierć swego charyzmatycznego lidera, zwłaszcza, że, chcąc nie chcąc, Haider pozostawił po sobie następcę w postaci Strachego. Byli w stanie dotrzeć do młodego pokolenia, co w połączeniu z obniżeniem progu wyborczego do lat 16 zapewniło im wielki sukces w ostatnich wyborach parlamentarnych. Zdaje się FPÖ i jej przeróżne mutacje trwale wpisały się w austriacki krajobraz polityczny. W tym najbardziej eurosceptycznym kraj Unii chadecka ÖVP, z racji swego proeuropejskiego, centrowego „rozmemłania” nie jest w stanie zagospodarować całej prawej strony sceny politycznej. Nacjonaliści w swym programie odwołują się zarówno do gospodarczego liberalizmu jak i socjalnego populizmu, sięgają bez żenady po antyimigranckie hasła ale nawiązują także do jakże modnych na Zachodzie postulatów ekologicznych. Globalny kryzys finansowy wzmaga w obywatelach poczucie strachu i tendencje do uciekania się do łatwych rozwiązań- wiadomo, że winni są imigranci albo „kapitalistyczni wyzyskiwacze”. Podczas gdy w Berlinie bolszewicy z Die Linke zwyżkują w sondażowych badaniach, przed austriackimi nacjonalistami rysuje się możliwość powrotu na rządowe stanowiska, bądź to w ramach prawicowej koalicji ÖVP- FPÖ-BZÖ bądź w ramach sojuszu z...Zielonymi, aczkolwiek ci ostatni odżegnują się póki co od takiej konfiguracji. Oczywiście, o ile austriaccy politycy nie zechcą reanimować dopiero co zaszlachtowanej, tradycyjnej „wielkiej koalicji, co w polityce w wydaniu wiedeńskim nigdy nie jest niemożliwe. Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża jedynie prywatne poglądy autora. |