|
Barack Obama lub John McCain będą musieli stawić czoła ogromnym wyzwaniom, zarówno w sferze politycznej, jak i gospodarczej, działając przy tym w międzynarodowej atmosferze, którą na pewno nie można uznać za korzystną. Czy następny prezydent zdoła przywrócić Ameryce status globalnego lidera? REKLAMA
Strona 1 z 5 Przyszła polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych
Cały świat wiąże spore nadzieje w związku ze zbliżającymi się wyborami kolejnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Barack Obama lub John McCain będą musieli stawić czoła ogromnym wyzwaniom, zarówno w sferze politycznej, jak i gospodarczej, działając przy tym w międzynarodowej atmosferze, którą na pewno nie można uznać za korzystną. Czy następny prezydent zdoła przywrócić Ameryce status globalnego lidera? W jaki sposób następca Busha odniesie się do dorobku pozostawionego przez swojego poprzednika? Nie ma wątpliwości co do tego, iż poglądy obu kandydatów na temat światowego porządku dzieli ideologiczna przepaść, co wyraźnie widoczne jest również w ich kampaniach wyborczych. Przesłanie Obamy dotyczące polityki zagranicznej koncentruje się na upadku prestiżu Ameryki, trudnościach operacji w Iraku, a także potrzebie zintensyfikowania wysiłków na misji w Afganistanie. Natomiast McCain jest zwolennikiem wojowniczej retoryki i głosi potrzebę walki przeciw tzw. ‘radykalnym islamskim ekstremistom’. Trudności doświadczane przez Amerykanów zarówno w Iraku jak i w Afganistanie McCain postrzega jako bolesne, ale konieczne koszty zapewnienia bezpieczeństwa USA.
Jednakże ta ideologiczna różnica między dwoma kandydatami niekoniecznie ma swoje odzwierciedlenie w ich propozycjach programowych, gdzie można było zaobserwować rosnący poziom zbieżności poglądów. Poniżej znajduje się zarys stanowisk obu kandydatów na temat głównych kwestii polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.
Irak i Afganistan
Główne zagadnienia:
Afganistan: Następny prezydent zwiększy liczebność wojsk amerykańskich w regionie. Możliwe jest również przeprowadzenie operacji po pakistańskiej stronie granicy.
Irak: Jednostki bojowe pozostaną w Iraku przynajmniej do 2010 roku lub jeszcze dłużej. Bez względu na wynik wyborów Stany Zjednoczone będą chciały pozostawić stałą liczbę jednostek do walki z Al-Kaidą oraz w celu szkolenia irackiej armii.
W swojej kampanii Obama podkreśla znaczenie misji w Afganistanie, gdzie – jego zdaniem – przebiega główna linia frontu walki z Al-Kaidą. Obama uważa, że Bush śpiesząc na wojnę z Irakiem Saddama Husajna, gdzie Al-Kaida w ogóle nie istniała przed inwazją Amerykanów, w efekcie zaniechał stabilizację Afganistanu. USA muszą teraz skierować ponownie swoją uwagę na Afganistan – gdzie Al-Kaida pozostaje silna. Nieodzowne w tym kontekście wydaje się być nie tylko wysłanie dodatkowych oddziałów wojskowych, ale także przeprowadzenie skutecznej operacji militarnej. Nie można także wykluczyć amerykańskich ataków na cele znajdujące się po pakistańskiej stronie granicy. [1] Wzmocnienie amerykańskiej obecności w Afganistanie nie będzie jednak możliwe bez wycofania się z Iraku. Dlatego też, wszystkie amerykańskie oddziały bojowe powinny opuścić Irak w ciągu 16 miesięcy od daty przejęcia przez Obamę urzędu, w tempie jednej lub dwóch brygad miesięcznie. [2]
W kwestii Afganistanu John McCain przedstawił podobne argumenty, wzywając do zwiększenia liczebności wojsk sojuszniczych, a nawet utworzenia stałych amerykańskich baz wojskowych w tym kraju. Pomimo tego zarówno Obamę jak i McCaina dzielą podstawowe różnice w kwestii wojny afgańskiej i tego jak doprowadzić do jej zakończenia. W odróżnieniu od Obamy, dla McCaina, to przede wszystkim Irak jest linią frontu w walce z radykalnym ekstremizmem. W opinii McCaina klęska w Iraku byłaby zwycięstwem Al-Kaidy i dlatego Ameryka nie może wycofać się przed zapewnieniem stabilizacji tego kraju. Podczas prawyborów McCain przekonywał, iż USA powinny pozostać w Iraku tak długo jak będzie to konieczne, nawet jeśli miałoby to oznaczać cały wiek. [3]
Różnice w podejściu do kwestii Iraku zostały uwidocznione w kampaniach obu pretendentów i pod wieloma względami są powodem, dla którego Obama i McCain zdołali otrzymać nominacje swoich partii. Obama był jedynym liczącym się kandydatem Demokratów, który od samego początku sprzeciwiał się wojnie, co stanowiło również o jego przewadze w walce z Hillary Clinton o nominację, która w 2002 roku głosowała za interwencją. Z drugiej strony McCain był i pozostaje nadal niezachwianym zwolennikiem operacji w Iraku, popierając prezydenta Busha w jego decyzji o kontynuowaniu obecności militarnej, ale i krytykując go za niewystarczające wsparcie wojskowe tej operacji. Sukces tzw. polityki ‘surge’, czyli zwiększenia liczebności wojsk w Iraku, stanowi dla Republikanów argument usprawiedliwiający twardą linię reprezentowaną przez McCaina.
Biorąc pod uwagę sytuację, gdzie jeden kandydat popiera jak najszybsze wycofanie wojsk, a drugi wykazuje chęć pozostawienia amerykańskich sił tak długo jak to jest konieczne (a nawet zwiększenia ich liczby), wyraźnie widać jaka rozbieżność cechuje poglądy obu kandydatów. Niemniej jednak od czasu otrzymania nominacji zarówno McCain jak i Obama przyjęli nieco łagodniejsze stanowisko co do kwestii irackiej. McCain zaczął wycofywać się ze swojego stwierdzenia o konieczności pozostawienia wojsk na tak długo jak będzie to konieczne, kiedy oświadczył, iż jeśli sytuacja na to pozwoli możliwe będzie wycofanie sił, co najprawdopodobniej nastąpi mniej więcej w 2013 roku. [4] Jednocześnie Obama także osłabił ton swojej wypowiedzi wskazującej na okres 16 miesięcy, jako na optymalny limit czasowy dla wycofania oddziałów, stwierdzając iż jest to zaledwie założenie, zaś dokładna data wycofania wojsk będzie konsultowana z generałem Petraeusem i innymi dowódcami. Dodał, iż jest obecnie na etapie ‘precyzowania’ swojej polityki w kwestii irackiej, a także podtrzymuje swoje stanowisko, iż niezależnie od okoliczności, siły amerykańskie (w liczbie ok. 60 tysięcy) pozostaną w Iraku, aby szkolić iracką armię i zwalczać działania Al-Kaidy. [5] Jednak, po zakończeniu wizyty w Iraku w lipcu 2008 roku, Obama powrócił do swojego poprzedniego 16 miesięcznego planu wycofania wojsk, który został niemal całkowicie poparty przez irackiego premiera Nuri al-Maliki.
Stanowiska Obamy i McCaina w sprawie irackiej różnią się pod względem ideologicznym, ale właściwe punkty ich programów nie odbiegają od siebie w sposób znaczący. Głównie dlatego, iż obecna administracja oraz rząd iracki mogą dojść do porozumienia, które być może wyznaczy datę wycofania wojsk na rok 2011. [6]
|