|
Nikt współcześnie nie zaprzeczy, że media w sposób trudny do przecenienia wpływają na rozwój i postępowanie zarówno indywidualnego człowieka, jak i całych zbiorowości społecznych. Ich ogromna rola w życiu społecznym przejawia się bowiem nie tylko poprzez dostarczanie informacji na skalę i w tempie wcześniej niewyobrażalnym, lecz przede wszystkim poprzez kształtowanie ludzkich upodobań i postaw. Media potrafią narzucić odbiorcy swój punkt widzenia, swoją interpretacje zachodzących zjawisk, są jednym z instrumentów władzy społecznej, narzędziem kontroli, zarządzania społecznego, mobilizacji. Nie wiele jest więc przesady w tak popularnie stosowanym wobec nich określeniu „czwarta władza”. REKLAMA
Strona 1 z 3 Oczywiście media mogą odgrywać (i bardzo często odgrywają) pozytywną rolę w życiu społecznym. Dostarczają swym odbiorcom rozrywki, informacji, nie do przecenienia jest też ich rola edukacyjna. Stymulują poza tym rozwój kultury, zarówno w jej aspekcie symbolicznym, artystycznym jak obyczajowym. W moim tekście chciałbym się jednak skupić na „ciemnych aspektach” roli mediów w społeczeństwie, a dokładnie na jednym, nie tak starej daty przypadku, w którym środki masowego przekazu wykorzystano do przeprowadzenia jednej z najbardziej barbarzyńskich rzezi XX wieku. Ludobójstwo dokonane w 1994 r. w środkowoafrykańskiej Rwandzie na ponad 900 tys. przedstawicielach mniejszościowego plemienia Tutsi, pokazuje jak łatwo manipulowane w zbrodniczych celach media mogą stać się destrukcyjną bronią. Ten konkretny przypadek pokazuje również, jak łatwo niepełny i zniekształcony przekaz informacji może uśpić sumienie świata. Tło historyczne Rwanda ze względu na swe położenie geograficzne często bywa nazywana „Tybetem Afryki”. Ze względu na swoją niewielką atrakcyjność gospodarczą, położona 1500 km w głąb kontynentu, otoczona wysokimi górami, bez żadnych surowców naturalnych, nigdy nie była strategicznym celem dla kolonizatorów. Specyfika Rwandy przejawiała się w odziedziczonym jeszcze z czasów przedkolonialnych, feudalnym systemie kastowym. Na szczycie hierarchii stała ok. 15% mniejszość z plemienia Tutsi – hodowcy bydła, a zarazem najbardziej wykształcona część społeczeństwa, stanowiąca jego niekwestionowaną elitę. Podlegli im byli rolnicy z plemienia Hutu – ok. 85 % populacji. Między Tutsi a Hutu panowały zawsze stosunki wasalne. Dopiero wiek XX rozbudził konflikty wewnętrzne i przyciągnął nowe z poza granic kraju. W Rwandzie rozpoczęła się walka o ziemię. Najgęściej zaludnione na czarnym kontynencie państewko stało się za małe by utrzymać na jałowych ziemiach rozrastające się stada krów. Hutu byli więc rugowani ze swoich pól. W dodatku obawiający się rozwoju czarnego nacjonalizmu belgijscy kolonizatorzy, zgodnie z zasadą „dziel i rządź” zaczęli rozgrywać przeciwko sobie oba plemienia. Sytuacja ta utrzymała się po odzyskaniu przez Rwandę niepodległości. Władzę przejęli wtedy Hutu, którzy wprowadzili zasadę numerus clausus w urzędach i na uniwersytetach. Tutsi mogli stanowić nie więcej niż 10 proc. studentów i urzędników. Mimo to utrzymali oni swą dominację w życiu gospodarczym i intelektualnym państwa. Cały czas trwała też mała cicha wojna pomiędzy władzą Hutu, a tymi Tutsimi, którzy po przegranej w 1959 r. wojnie domowej schronili się w sąsiedniej Ugandzie. Wydarzeniem, które stało się przysłowiową iskrą na beczkę prochu była śmierć prezydenta Rwandy generała Habyarimana w dniu 6 kwietnia 1994 r. Ktoś – do dziś nie wiadomo kto – zestrzelił rosyjską rakietą Strieła samolot, którym generał wracał z Tanzanii razem z prezydentem Burundi Cyprianem Ntaryamirą. Pół godziny później jego współpracownicy z plemienia Hutu dali sygnał do rozpoczęcia czystki etnicznej. W ciągu trzech miesięcy, przy całkowitej obojętności świata wymordowano w nieopisanie brutalny sposób 937 tys. Tutsich i umiarkowanych Hutu. Rzeź przerwała dopiero ofensywa armii partyzanckiej Tutsich z sąsiedniej Ugandy, która pokonała oprawców i przejęła władzę w państwie. Rwandyjskie media i ich rola w nakręcaniu spirali zbrodni Najbardziej przerażające w rwandyjskim ludobójstwie z 1994 r. jest to, że dokonała go nie tylko wąska, dobrze zorganizowana grupa oprawców, lecz wspomagał ją przy tym nieomal cały naród ogarnięty swoistym szałem zabijania. Co sprawiło, że tysiące zwykłych ludzi porzuciło swe codzienne zajęcia by rozpocząć mordowanie swych sąsiadów, kuzynów, kolegów z pracy, a w rodzinach mieszanych nawet współmałżonków i dzieci ? Znaczącą rolę odegrała tu agresywna i skuteczna propaganda sączona przez rwandyjskie media. W 1990 roku rebelianci Tutsi skupieni wokół Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego (RPF) coraz bardziej zagrażali władzy prezydenta Habyarimany, który po prawie dwóch dekadach sprawowania rządów gwałtownie tracił popularność. Aby zachować władzę generał zainicjował masową kampanię nienawiści i strachu opierającą się na podziale "my" nazywając tak siebie i Hutu oraz "oni" – czyli Tutsi i wszyscy inni ideologiczni "wspólnicy wroga".
|