|
Opowieść pielęgniarki-wolontariuszki niosącej pomoc medyczną, w ramach akcji międzynarodowej organizacji charytatywnej "Lekarze bez Granic", mieszkańcom Darfuru. REKLAMA
 Lisa French Blaker jest nowozelandzką pielęgniarką, która dużą część swego młodego życia poświęciła niesieniu pomocy ludziom zamieszkującym obszary dotknięte działaniami wojennymi. Jedną ze swoich charytatywnych wypraw – do ogarniętego wojną domową Sudanu – opisała w książce “Heart of Darfur”. Lisa przebywała w Darfurze przez parę miesięcy na przełomie lat 2005/2006, jako wolontariuszka międzynarodowej organizacji dobroczynnej Lekarze bez Granic (Médecins Sans Frontières). Do jej obowiązków należała codzienna opieka medyczna nad chorymi i rannymi mieszkańcami regionu. Przyjmowała porody, opatrywała poranione maczetami dzieci, walczyła z malarią i odwodnieniem. Zdarzały się dni, kiedy musiała przyjąć kilkuset pacjentów – pracowała wówczas kilkanaście godzin bez przerwy po to, aby pomóc jak największej liczbie cierpiących tubylców. Autorka z pasją i – wyraźnie wyczuwalnym w trakcie czytania – bólem, zdaje w swej książce sprawozdanie z morderczej, często przegranej, walki ze śmiertelnymi chorobami i ludzkim barbarzyństwem. Opisuje codzienne bitwy z lokalnymi kacykami o dostarczenie wody umierającym z pragnienia uchodźcom, a nawet o otrzymanie pozwolenia na pomoc chorym i rannym mieszkańcom okolicznych terenów. Pisze o wojnie i przemocy w sposób, w jaki odbierają ją mieszkańcy afrykańskich wiosek i – ukrywający się w buszu – przerażeni uchodźcy. Przedstawia matki niosące do szpitala swe umierające dzieci i starców, leżących nieruchomo przy drodze, w oczekiwaniu śmierci. Książka “Heart of Darfur” nie jest arcydziełem – brakuje jej szerszego spojrzenia na opisywaną rzeczywistość, brakuje głębszej charakterystyki portretowanych postaci. Warto ją jednak przeczytać – choćby ze względu na możliwość spojrzenia na wydarzenia opisywane na pierwszych stronach gazet, z perspektywy kogoś, kto przebywał w samym ich środku. Przeczytać o tym, czego mass media nie przekazują – o bezustannym strachu, wiecznej niepewności i bezradności. O oczekiwaniu na decyzję miejscowego komendanta wojskowego – decyzję, od której zależało niejednokrotnie życie – także autorki książki. Myślę, iż świetnym uzupełnieniem (lub wprowadzeniem) tej publikacji, jest rozmowa przeprowadzona z Lisą przez prezenterów australijskiej stacji telewizyjnej, a udostępniona także w internecie przez AOL Television. W programie tym autorka książki robi – moim zdaniem – o wiele lepsze wrażenie, niż w trakcie lektury jej wspomnień. Wyjaśnia, z przekonaniem i pewnością siebie – której brakowało jej książkowej odpowiedniczce – sposób podejmowania trudnych decyzji, sposób rozstrzygania wątpliwości podczas pracy w afrykańskich wioskach, sposób radzenia sobie z dylematami moralnymi. Koncentruje się – w dużej mierze dzięki sprawnemu poprowadzeniu rozmowy – na metodach radzenia sobie z sytuacjami trudnymi, a nie – jak w książce – na własnym bólu i zniechęceniu. Szkoda, że takiej Lisy French Blaker nie poznaliśmy z kart jej książki, z której – w takim kształcie, jak została opublikowana – przebija zmęczenie i bezradność, zamiast dumy i satysfakcji z uratowania – choćby nielicznych – mieszkańców Darfuru. Publikacja ilustrowana jest kilkunastoma zdjęciami, wśród których znajduje się parę prawdziwych perełek, jakich nie powstydziłby się zawodowy fotoreporter. To także kolejna przyczyna, dla której warto jednak sięgnąć po tę pozycję. |