|
Dwa lata od antyrządowych zamieszek które przetoczyły się przez Budapeszt, jesteśmy świadkami początku niebezpiecznego skrętu Węgier w prawo. Dziś nie ma tygodnia, by w węgierskiej stolicy nie odbyła się przynajmniej jedna demonstracja lub wiec skrajnej prawicy. REKLAMA
Kiedy jesienią 2006 roku ulice Budapesztu zmieniły się w pole walki pomiędzy przeciwnikami socjalistycznego rządu premiera Ferenca Gyurcsány a policją, nikt nie przypuszczał, że oto jesteśmy świadkami początku niebezpiecznego skrętu Węgier w prawo. Dziś, dokładnie dwa lata od tamtych wydarzeń, nie ma tygodnia, by w węgierskiej stolicy nie odbyła się przynajmniej jedna demonstracja lub wiec skrajnej prawicy.Polityka ulicy
Węgierskie media zaczęły pisać o fenomenie „polityki ulicy” krótko po tym, jak prawicowy premier Viktor Orbán (Fidesz) nieznacznie przegrał wybory parlamentarne w 2002 roku. Węgierski świat polityczny wzbogacił się wtedy o element masowego protestu, który wykorzystywany jest do dziś i bardzo często przybiera gwałtowną formę. Pod koniec września 2006 roku ulice Budapesztu zapełniły się tysiącami protestujących przeciwko rządom premiera Ferenca Gyurcsány. Przyczyną masowych demonstracji było upublicznienie nagrania ze spotkania premiera z działaczami Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSzP), podczas którego przyznał się on do kłamstw na temat stanu węgierskiej gospodarki.
 Manifestacja skrajnej prawicy w Budapeszcie, wrzesień 2008, foto autora Coraz częściej ulice węgierskich miast stają się areną politycznej walki. Z jednej strony protestują skrajnie prawicowe organizacje nawiązujące do idei Wielkich Węgier i wzywające do pozbycia się z kraju emigrantów. Hasła nacjonalistów „Węgry dla Węgrów”, czy „Cyganie precz” mieszają się z hasłami jedności i przeciwdziałania radykalizmowi Węgierskiej Karty Demokratycznej powołanej do życia przez premiera Gyurcsány w lipcu, krótko po tym jak prawicowe bojówki zaatakowały w centrum Budapesztu uczestników Parady Równości. Kolorytu węgierskiej „polityce ulicy” dodają jeszcze wiece apolitycznego ruchu społecznego Tarka Magyar, który nawołuje do tolerancji, przeciwstawienia się przemocy oraz dyskryminacji oraz manifestacje mniejszości romskiej.
Węgrzy zaczynają skręcać w prawo
Pod koniec października w centrum Budapesztu odbyła się przysięga 400 nowych członków Węgierskiej Gwardii (Magyar Gárda) będącej przybudówką skrajnie radykalnej partii Jobbik - „Ruchu na Rzecz Lepszych Węgier”. Partia ta zarejestrowała sekcję młodzieżową w czerwcu 2007 roku jako organizację kulturalną o dosyć niejasnym celu „fizycznego i psychicznego przygotowania młodych ludzi na nadzwyczajne sytuacje, w których potrzebna będzie mobilizacja społeczeństwa”. Członkowie Gwardii, noszący czarne mundury i insygnia nawiązujące do symboliki nazistowskiej, oskarżani są o organizowanie marszów przeciwko mniejszości romskiej. Niejasne są również powiązania Gwardii z główną opozycyjną partią Fidesz byłego premiera Viktora Orbána. Politycy tej partii pojawiają się coraz częściej na wiecach Jobbiku i Gwardii. Stojący na czele Narodowego Samorządu Mniejszości Romskiej Orbán Kolompár publicznie oskarżył Orbána o wspieranie ruchu oraz o udzielanie mu pomocy przy organizacji lokalnych marszów.
György Budaházy oraz László Toroczkai, czołowe postaci Węgierskiej Gwardii oskarżani o organizację brutalnych zamieszek jesienią 2006 roku, stali za organizacją największej do tej pory manifestacji skrajnej prawicy, która odbyła się w Budapeszcie 23 października, w 52. rocznicę węgierskiej rewolucji 1956 roku. Ponad 200 zamaskowanych nacjonalistów, niosących pochodnie i biało-czerwone flagi przemaszerowało przez centrum węgierskiej stolicy. Władze miasta oficjalnie zarejestrowały 39 zgromadzeń publicznych zaplanowanych na ten dzień. Do krwawych starć tym razem nie doszło. Policja zastosowała nową taktykę osaczania i kontroli każdego z uczestników manifestacji.
Wielkie Węgry
Jobbik i Węgierska Gwardia odwołują się do Wielkich Węgier (Nagymagyarország), które po traktacie pokojowym z Trianon w 1920 utraciły ponad 2/3 terytorium na rzecz 5 państw – Rumunii, Czechosłowacji, Jugosławii, Austrii i Polski. Węgry straciły wówczas prawie 12 milionów mieszkańców. Dziś prawie 5 milionów osób narodowości węgierskiej mieszka poza granicami, z czego prawie 1,7 miliona na terenie Rumunii, a ponad 450 tysięcy na Słowacji. Do dziś traktat z Trianon uważa się za największą tragedię narodową. Kontury Wielkich Węgier pojawiają się w prasie, na turystycznych pamiątkach, plakatach. Bez problemu można zakupić mapy z zarysem państwa sprzed 1920 roku, czy bogatą literaturę traktującą o „wielkiej niesprawiedliwości dziejowej”. Co ciekawe, ponad 5 proc. węgierskich kierowców posiada na swoich samochodach naklejkę Nagymagyarország.
Nie dziwi zatem, że węgierscy nacjonaliści nawołują do zjednoczenia wszystkich Węgrów żyjących w kraju i poza granicami, wspierają dążenia do ustanowienia węgierskich autonomii za granicą, czy nawołują do ogłoszenia pasiastej biało-czerwonej flagi Arpada symbolem narodowym. Flaga ta, masowo pojawiająca się na prawicowych manifestacjach, była symbolem dynastii Arpadów wymarłej w XIV wieku. W czasie wojny była używana przez węgierskich faszystów z ruchu Strzałokrzyżowców. Dziś, jak powiedział gazecie „The Budapest Times” węgierski historyk Krisztián Ungváry, jest ona dla ekstremistów symbolem „czystości węgierskiego narodu”.
Problem z mniejszościami
Węgierscy skrajnie prawicowi ekstremiści nawołują również do rozprawienia się z mniejszościami narodowymi, przede wszystkim zaś z Romami. W swoim programie Jobbik nawołuje nawet do utworzenia specjalnych oddziałów policji do pilnowania porządku na „krytycznych obszarach” zamieszkanych przez Romów. Według danych z cenzusu przeprowadzonego w 2001 na Węgrzech mieszka oficjalnie 205 tysięcy Cyganów, dane nieoficjalne mówią o 450 tysiącach a nawet o milionie. Zamieszkują oni północne i północno-wschodnie regiony kraju.
Około 70-80% procent Węgrów popiera działania skierowane przeciwko mniejszościom etnicznym i narodowym, w szczególności przeciwko Romom. Mówił o tym Rzecznik Mniejszości Narodowych Węgier Erno Kallai na sierpniowej konferencji poświęconej romskim ofiarom Holocaustu. Kallai porównał nastawienie węgierskiego społeczeństwa do mniejszości narodowych do nastrojów panujących w nazistowskich Niemczech w latach 30. XX wieku.
 Węgierska policja, wrzesień 2008, foto autora Na początku marca nieznani sprawcy podpalili dom wiceprzewodniczącego Demokratycznego Sojuszu Węgierskich Cyganów Ernő Botosa. Na ścianie domu pojawiła się swastyka. Pod koniec lipca bojówki Węgierskiej Gwardii o mały włos nie starły się z tysiącem Romów z małej miejscowości Szikszo na północy Węgier. Policja rozdzieliła dwa obozy i niedopuściła do przelewu krwi. Viktoria Mohacsi, jedna z dwóch węgierskich przedstawicielek mniejszości romskiej w Parlamencie Europejskim, w wypowiedzi dla „The Christian Science Monitor” powiedziała: „To już naprawdę jest nazizm, który rośnie w siłę. Wiele romskich organizacji kontaktuje się ze mną w sprawie przeprowadzenia tajnych spotkań i zorganizowania się tak, jak Węgierska Gwardia. Jeśli do tego dojdzie, będą się zabijać. Dojdzie do wojny domowej”.
Sondaże ośrodka badania opinii publicznej Szonda Ipsos pokazują, że Jobbik cieszy się poparciem 1-3 procent społeczeństwa. Jeśli jednak wziąć pod uwagę poziom poparcia węgierskiego społeczeństwa dla idei i pomysłów propagowanych przez skrajnie prawicowe organizacje oraz o nieoficjalnym poparciu ze strony największej opozycyjnej partii Fidesz, o Jobbiku i Węgierskiej Gwardii na pewno usłyszymy więcej.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża jedynie prywatne poglądy autora. |