|
To brzmi jak raport z oblężonego miasta - armia Sri Lanki weszła od północy, zachodu i południa do stolicy Tamilskiego Ilamu, Killinochchi. Na naszych oczach quasi-państwo rządzone przez Tamilskie Tygrysy przestaje istnieć. REKLAMA
Strona 1 z 2 Korespondencja ze Sri Lanki Gwiazda muzyki i niegrzeczna filigranowa dziewczynka o twarzy dziecka, a zarazem ulubienica londyńskich salonów M.I.A. śpiewa w refrenie swojego przeboju „Paper planes”: „Niektórych morduję, innych puszczam wolno. Wszystko co zamierzam zrobić to [tu słychać strzały] i zabrać twoje pieniądze”. W jej teledyskach często występują emblematy Tamilskich Tygrysów, a swój debiutancki i rewolucjonizujący światowy rynek muzyczny album nazwała „Arular”, na cześć ojca, jednego z komendantów tej organizacji. M.I.A. stała się zdecydowanie najważniejszą i najbardziej wpływową ambasadorką „sprawy tamilskiej” na świecie, ale wykonywane przez nią utwory to już raczej łabędzi śpiew dla sprawy – rząd w Colombo podjął zdecydowaną antytamilską ofensywę, pobłogosławioną zarówno przez Georga W. Busha jak i liderów Unii Europejskiej. Ofensywę, której Tygrysy zapewne nie przetrwają. Wstydliwa ofensywa Droga na północ Cejlonu to istny koszmar. Z każdym krokiem jest więcej brudu i widać kolejne ślady tlącego się od lat konfliktu – zbombardowane ruiny szkół, szpitali, zaminowane mosty. Coraz częstsze posterunki policji i armii lankijskiej. Najpierw co 20, potem co 10, w końcu co 5 kilometrów. Żeby przejechać lądem obszar wielkości Irlandii potrzeba trzech-czterech dni, a i to przy posiadaniu zezwoleń, których praktycznie nie da się zdobyć. Sprawdzanie paszportu i coraz bardziej niechętna i podejrzliwa mina posterunkowych. – Po co jedziesz w tamtą stronę? Turysta? Tam nie ma nic do oglądania. – mówi jeden z żołnierzy, dokładnie przeszukując bagaż. Żołnierz nie mówi tego bez powodu. Rząd Sri Lanki ma sporo do ukrycia. Chciałby, aby turyści przyjeżdżali na Sri Lankę i po obejrzeniu herbacianych plantacji, starożytnych miast i świątyń oraz wylegiwaniu się na plażach południa i zostawieniu odpowiedniej ilości cennych dla socjalistycznego rządu dewiz, wracali do swoich krajów. Nie jest mu na rękę, że ofensywa, którą rząd przeprowadza na pozycje tamilskie będzie oglądana przez świadków z zewnątrz. Pomagają mu w tym obywatele. – Mam nadzieję, że wiesz, w które miejsca nie wolno jeździć. I że tam nie pojedziesz – mówi Nishad Upendra, dziennikarz telewizyjny ze stolicy kraju, Colombo. Lwy kontra Tygrysy Kierowca tuk-tuka (trójkołowego skrzyżowania motocykla z samochodem, wyglądem przypominającego pojazd dla inwalidów) jest jedynym, który zgadza się pojechać na północ. Mówi, że się boi, bo jest muzułmaninem, a „terroryści mają na pieńku z muzułmanami”. Na początku wygląda to jak chwyt, aby wytargować więcej pieniędzy za przejazd. Potem okazuje się, że strach przed Tygrysami jest wśród lankijskich muzułmanów powszechny. Między miejscowościami Batticaloa a Kalkudah, na pełnym palm i dzikich plaż wschodnim wybrzeżu Sri Lanki, pomiędzy dwoma szlabanami wojska oddalonymi od siebie o góra 10 kilometrów, widzimy ich po raz pierwszy. Kierowca jest przerażony, trzęsącą się ręką wskazuje – Terroryści, widzisz? Tam są terroryści. Wśród pól ryżowych widać pięciu dwudziestolatków. Luźne spodnie, długie koszule z podwiniętymi rękawami, okrągłe twarze. W ręku karabiny. Głośno żartują, przepychają się, wskakują jeden na drugiego. Dobrze się bawią. Są doskonale widoczni przez ludność wioski, nie mogą stać w bardziej odsłoniętym miejscu. A to przecież teren, który jedna z gazet Sri Lanki nazwała „zupełnie czystym i pozbawionym elementów terrorystycznych, w pełni kontrolowanym przez rząd”. – W ogóle nie prenumeruję lankijskiej prasy dla gości mojego hotelu – zwierzy się później Jonathan Blitz, manager hotelu Amanwella, najbardziej luksusowego przybytku na wyspie. – To sto procent propagandy i ani jednego słowa prawdy. Skąd więc brać informacje o konflikcie? Praktycznie nie ma miarodajnych źródeł. YouTube pełen jest propagandowych filmików jednej i drugiej strony – lankijskich dzieci śpiewających o „bohaterskich i odważnych Lwach (tak nazywa się żołnierzy lankijskiej armii) dających odpór terrorystom i złu” oraz z drugiej strony peanów na cześć tygrysich męczenników, bojowników o wolność i samostanowienie narodu. Prasa relacjonuje konflikt tak jak chce wojsko. Siłą rzeczy więc aktywiści na rzecz praw człowieka i pracownicy organizacji pozarządowych są odchyleni na korzyść Tamilów. Zresztą, rząd robi dużo, żeby w ogóle nie mogli na północ wjechać. Dżaffna płonie Przykładem prawdziwej władzy Tamilskich Tygrysów jest najbardziej wysunięte na północ miasto Dżaffna. Jest ono oficjalnie od wielu lat kontrolowane przez rząd, roi się w nim od lankijskiego wojska, nawet na tle i tak ogromnie zmilitaryzowanej reszty Sri Lanki. Anegdotyczne już stały się wyniki wyborów w listopadzie 2005 roku. Faworytem w mieście był umiarkowany i propokojowy kandydat, który mógł liczyć na większość głosów przy 80% frekwencji. Oficjalnie Tygrysy ogłosiły brak zainteresowania „i tak ustawionymi” wyborami. To dało wielu mieszkańcom zielone światło do popierania owego propokojowego kandydata, Raniego Wickremasinghego. Kilka dni przed wyborami Tygrysy zmieniły zdanie. Zaczęły forsować całkowity bojkot wyborów. Ludzie na ulicach zaczęli przekonywać się nawzajem, że nie warto głosować. Tygrysy ogłosiły też szlaban na podróżowanie (w tym dojeżdżanie autobusami do lokali wyborczych). Z tego bojkotu wyłamał się jeden miejski autobus, któremu „nieznani sprawcy” wybili wszystkie szyby. Frekwencja zamiast spodziewanych 80% wyniosła 0.014%, czyli głosować nie poszedł prawie nikt. Ci, którzy poszli, zagłosowali na dążącego do konfrontacji z Tygrysami kontrkandydata. Po co Tygrysy wsparły wybór swojego największego oponenta? Według niektórych po to, aby móc mieć pretekst do wznowienia wojny (która rzeczywiście chwilę później została wznowiona). Bojkot wyborów był również doskonałą szansą, aby pokazać rządowi w Colombo i całemu światu, kto naprawdę rządzi na północy Sri Lanki. Nikt nie ma wątpliwości, że Dżaffna kontrolowana jest przez rząd jedynie oficjalnie i garnizony wojska jakie tam utrzymuje nie pomagają. Rząd dusz sprawują na północy Tamilskie Tygrysy.
|