|
Od autora
Atak terrorystyczny w Londynie 7 lipca 2005 roku wstrząsnął międzynarodową opinią publiczną. Zamachu dokonano, pomimo iż Wielka Brytania ma bodaj najbardziej rozwinięte w Europie prawo antyterrorystyczne.(1) Po raz kolejny okazało się, że nawet najlepsze przygotowanie nie jest w stanie zapewnić ochrony przed bestialskimi atakami na bezbronną ludność cywilną, szczególnie w zatłoczonych, wieloetnicznych metropoliach. REKLAMA
Zachód - nie po raz pierwszy w ciągu ostatnich kilku lat - wypowiedział wojnę terrorowi. Czy okaże się ona skuteczna? Bardzo wiele zależy od zaangażowania w nią nie tylko służb specjalnych, wojskowych, policji i innych organów państwowych. Kluczowym elementem walki z terroryzmem w takiej postaci, w jakiej poznaliśmy ją w Madrycie i w Londynie, jest zaangażowanie osób najbardziej przez terroryzm zagrożonych - zwykłych obywateli. Czy jesteśmy gotowi na tego rodzaju starcie?
Niezależnie od tego, czy boimy się ataku terrorystycznego czy nie, warto znać opinie na ten temat wygłaszane przez specjalistów od zwalczania terroryzmu, politologów, socjologów oraz innych przedstawicieli ośrodków analitycznych i uniwersyteckich. Raport ten ma na celu przybliżenie problemu terroryzmu poprzez przytoczenie komentarzy i opinii, jakie pojawiały się w prasie bezpośrednio po ataku na Londyn. Odkrywa w pewnym stopniu motywacje terrorystów, przedstawia ich sposoby działania oraz sugeruje ewentualne możliwości zneutralizowania terrorystycznego zagrożenia. Z uwagi na ogrom wydawanych na ten temat publikacji, ogranicza się jedynie do przytoczenia kilku najbardziej popularnych i charakterystycznych poglądów. Nie aspiruje do bycia kompendium wiedzy w tej kwestii.
Wstęp
Bezpośrednio po zamachach w Londynie pojawiły się komentarze przekonujące, że były one powiązane z organizowanym szczytem G-8, który odbywał się w tym czasie w szkockim Gleneagles. Pikanterii spekulacjom dodawał fakt, iż dzień przed zamachem Międzynarodowy Komitet Olimpijski zadecydował, że Londyn będzie organizatorem igrzysk olimpijskich w 2012 roku. Londyn w ciągu dwóch dni przeżył olbrzymią huśtawkę nastrojów: od euforii do wielkiego smutku. Czy terrorystom zależało na tak bezwzględnym ostudzeniu radości Brytyjczyków? Kolejnym znakiem zapytania, który już od dawna pojawiał się w debatach politycznych, jest kwestia powiązania bezpieczeństwa wewnętrznego państwa i jego zaangażowania w wojnę w Iraku. W jakim stopniu uczestnictwo w okupacji Iraku wpływa na prawdopodobieństwo zostania dotkniętym terrorystycznym atakiem?
Kolejną sprawą do wyjaśnienia jest konieczność ustalenia kto tak naprawdę zorganizował ataki. Co prawda główne kierownictwo al-Kaidy została zneutralizowane podczas wojny w Afganistanie, jednakże ciągle nie złapano jej ideologicznego przywódcy, Osamy bin Ladena. Ponadto, z uwagi na rozbicie 'góry' w Al-Kaidzie, organizacja ta zdecydowanie przeprogramowała swój sposób działania. Obecnie funkcjonuje od kilkudziesięciu do kilkuset jej komórek na całym świecie (dziennik USA Today podaje, iż w samych Stanach Zjednoczonych działa 751 ugrupowań terrorystycznych)(2), cieszących się dość dużą autonomicznością. Podstawowe pytanie brzmi, czy o grupach czy też grupie, która zorganizowała londyńskie zamachy ciągle należy mówić jako o Al-Kaidzie? I kim w ogóle są ludzie, którzy gotowi są oddać swe życie w tak okrutny sposób?
Niezmiernie ważne jest w tej chwili wypracowanie odpowiednich działań, które pomogłyby nawet nie zlikwidować, ale przynajmniej w dużym stopniu ograniczyć zagrożenie ze strony terrorystów. Ten temat prawdopodobnie nie zostanie wyczerpany w ciągu najbliższych kilkunastu lat, gdyż zagrożenie terrorystyczne jest obecnie strukturalną częścią codziennego życia w nowoczesnych społeczeństwach. Nie wolno nam go jednak lekceważyć. W opinii większości ekspertów zachodnie społeczeństwa płacą dziś, za błędy lub zaniechania jakich dokonano w przeszłości.
Problem terroryzmu niestety może nie ograniczać się jedynie to najbogatszych państw Zachodu. Wśród państw wymienianych jako potencjalny cel ataku terrorystycznego wymieniana jest także Polska. Czy nasze państwo jest gotowe bronić się przed tak niebezpiecznym zagrożeniem? Na to pytanie także spróbuje dać odpowiedź niniejszy raport.
Komentarze, opinie Thomas Sanderson(3) nie widzi związku między atakami na Londyn, a decyzją Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o organizacji igrzysk olimpijskich w 2012 roku w brytyjskiej stolicy. Nie jest też do końca przekonany co do ich powiązań ze szczytem G8. Wg Sandersona grupy związane z Al-Kaidą działają zgodnie z własnym kalendarzem, na który nie wywierają wielkiego wpływu wydarzenia mające miejsce w atakowanych państwach.(4)
Olivier Roy(5) uważa, że ataki terrorystyczne, których dokonano w Londynie nie wynikają z faktu, iż Londyn jest głównym sojusznikiem Waszyngtonu w wojnie z Irakiem. Terroryści zaatakowali Londyn, gdyż jest on jedną z głównych metropolii świata i prawdopodobieństwo, że kolejnym celem stanie się Paryż lub Barcelona jest równie wysokie. Zdaniem Roy'a utrzymywanie wojsk w Iraku co prawda zwiększa ryzyko terrorystycznego ataku, jednakże ich wycofanie wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa. Wojna w Iraku jest tylko pretekstem, a prawdziwym celem ataków jest utworzenie ummy, światowej wspólnoty wiernych, przeciwstawienie się cywilizacji Zachodu, walka z amerykańskim imperializmem. Przecież Al-Kaida organizowała zamachy skierowane przeciwko Stanom Zjednoczonym jeszcze zanim rozpoczął się konflikt iracki. Tak jak 'starsi' dżihadyści walczyli o wolność Afganistanu, Palestyny czy Bośni, tak 'dzisiejsi' wierzą w braterstwo religii oraz w wojnę o zburzenie starych, niesprawiedliwych w ich przekonaniu porządków i stworzenie ummy, sprawiedliwej i globalnej wspólnoty wiernych.(6)
Podobnego zdania jest Leopold Unger(7). Wniosek mówiący, że zamachy terrorystyczne są wynikiem zaangażowania w Iraku jest całkowicie nieuzasadniony. Ataki terrorystów są wg niego wojną wydaną wolnemu światu przez fundamentalizm muzułmański, zmierzający do czegoś w rodzaju kalifatu.(8)
Odmiennego zdania jest amerykański profesor zajmujący się terroryzmem, Robert Pape(9). Wg niego zamachowcom chodzi przede wszystkim o wycofanie wojsk amerykańskich i ich sprzymierzeńców z państw muzułmańskich. Przywoływany często przez publicystów argument, iż atak na WTC i Pentagon przeprowadzony został zanim doszło do interwencji w Afganistanie i w Iraku jest wg niego całkowicie bezpodstawny, gdyż wojska amerykańskie już od pierwszej wojny irackiej(10) stacjonują w Arabii Saudyjskiej.(11) Właśnie w Arabii Saudyjskiej znajdują się dwa z muzułmańskich świętych miast: Mekka i Medyna, a 'innowiercy' wg nich kalają je samą swoją obecnością w ich pobliżu.
Nie do zbagatelizowania jest również fakt, iż 2 dni przed atakami terrorystycznymi w Londynie rozpoczął się proces Abu Hamzy al-Masri'ego - wojowniczego imama z jednego z londyńskich meczetów oskarżonego o podżeganie do zabójstw. Al-Masri znany był ze swego niezwykle agresywnego i przesiąkniętego nienawiścią do zachodniego świata nauczania. Dzięki temu dorobił się w lokalnej prasie przezwiska "brytyjski Ben Laden".(12) Urodzony w Egipcie Al-Masri, dzięki małżeństwu z Brytyjką uzyskał brytyjskie obywatelstwo, które zostało mu w zeszłym roku cofnięte na skutek podejrzeń o działalność terrorystyczną. W jednym z wywiadów jakiego udzielił po zamachach z 11 września 2001 roku powiedział, że nie widzi nic złego w Bin Ladenie i w jego poglądach.(13) Swych uczniów, wśród których był tzw. "shoe bomber"(14), namawiał do udziału w świętej wojnie mówiąc: "Idźcie i kradnijcie, strzelajcie i rabujcie. Naszym celem jest ustanowienie władzy Allaha i poniżenie niewiernych!"(15)
Wśród specjalistów od walki z terroryzmem funkcjonuje powiedzenie, nad którym warto się nieco zastanowić: 'Wprawdzie nie wszyscy muzułmanie są terrorystami, lecz niemal każdy terrorysta jest muzułmaninem'.(16) Dlaczego właśnie wśród wyznawców islamu pojawiają się osoby będące w stanie oddać swe życie dla bliżej nieokreślonej sprawy? Nie da się ukryć, że jest to temat na kolejną analizę i to z pewnością nie ograniczającą się jedynie do kilku stron. Niemniej jednak warto zdać sobie sprawę z faktu, iż światowym liderem w zakresie samobójczego terroryzmu wcale nie są radykalni fundamentaliści islamscy, ale marksistowska, najzupełniej świecka, organizacja Tamilskie Tygrysy ze Sri Lanki. To właśnie oni wynaleźli "samobójczą kamizelkę" - obwieszanie się ładunkami wybuchowymi przez zamachowca i ich detonacja w zatłoczonych miejscach. Stąd też można wnioskować, że u źródeł samobójczych ataków nie leżą motywy religijne, ale jasny cel strategiczny.(17)
Kontynuując myśl odcinającą terroryzm od religii, John Gray(18) zauważa, że terror nigdy nie przychodził z zewnątrz. W historii znamy wiele przykładów apokaliptycznych wierzeń, które najczęściej rodziły się w najbardziej naukowo rozwiniętych społeczeństwach świata. Wiara w rychły kres starego świata i początek nowego służyła za uzasadnienie terroru przynajmniej od czasów jakobinów. W podobny sposób argumentowali użycie przemocy XIX-wieczni anarchiści, a apokaliptyczne wierzenia stanowiły żyzną glebę dla rozwoju nazizmu i komunizmu. Wszystkie te ideologie i inspirowane przez nie ruchy dopuszczały stosowanie terroru jako środku do osiągnięcia wymarzonego, utopijnego celu. Biorąc pod uwagę ten aspekt działania współczesnych terrorystów, można uznać, że Al-Kaida nie jest ruchem wyjątkowym. Wyróżnia się jedynie niezwykłą bezwzględnością, gdyż dąży do zadawania jak największych strat wśród przypadkowej ludności cywilnej.(19)
Niezwykle ciekawe poglądy prezentuje prawdopodobnie jeden z najoryginalniejszych krytyków globalizacji, Jean Baudrillard(20). Źródeł terroryzmu doszukuje się on w działalności samego Zachodu i będącej jego wytworem globalizacji. 'Zachód działając z pozycji Boga (boskiej wszechmocy i absolutnej moralnej legitymizacji) staje się samobójcą i sam wypowiada sobie wojnę.'(21) Terroryzm w jego eseju jawi się jako cień rzucany przez system dominacji. Nie jest zatem zderzeniem cywilizacji, ani nawet nie ma nic wspólnego z islamem i Ameryką. Tak naprawdę oznacza zmaganie się triumfującej globalizacji z samą sobą.
Jak uważa Edward Luttwak(22), grupy, która przeprowadziła atak w Londynie nie należy utożsamiać z Al-Kaidą, gdyż ta, po upadku reżimu Talików, przestała funkcjonować jako spójna organizacja. Obecnie wiele organizacji terrorystycznych wykorzystuje markę, jaką stała się Al-Kaida po zamachach dokonanych w latach 90. i - przede wszystkim - po ataku na WTC oraz Pentagon. Biorąc pod uwagę organizacyjny aspekt zamachu, Luttwak twierdzi, że terroryści nie poradzili sobie z wyborem celów - nie uderzyli w priorytetowe cele Londynu takie jak oś Westminster-Whitehall, Oxford Street, Picadilly Cirrus czy City. Choć brzmi to dość kontrowersyjnie, można także uznać, że dzięki temu zamach nie osiągnął optimum efektu politycznego i psychologicznego, ani też nie spowodował zbyt dużej liczby ofiar (lepiej zorganizowany atak na zatłoczone londyńskie metro w godzinach szczytu mógłby pociągnąć za sobą co najmniej kilkukrotnie większą liczbę poszkodowanych).(23)
Podobnego zdania jest Michael Sulick(24), który uważa, że dziś mamy do czynienia z grupami niezależnymi od Al-Kaidy, jedynie działającymi w zgodzie z jej ideologią i popierającymi jej cele.(25)
Przerażająco brzmi opinia izraelskiego eksperta ds. terroryzmu, Mordechaja Kedara(26). Dla Kedara jest oczywiste, że zamachów specjalnie dokonano właśnie w dniu spotkania przywódców G8 oraz dzień po przyznaniu Londynowi prawa do organizacji olimpiady. Terroryści byli w stanie zareagować tak szybko, gdyż w brytyjskiej stolicy funkcjonuje świetna infrastruktura terrorystyczna. Wg Kedara przygotowane są materiały wybuchowe, częściowo przećwiczone są plany operacyjne, a ludzie czekają jedynie na sygnał 'z góry'. Podobne infrastruktury funkcjonują także w innych miastach europejskich np. w Paryżu, a przeprowadzenie ataku wiąże się zazwyczaj jedynie z podjęciem decyzji.(27)
Struktury terrorystyczne w większości przypadków oparte są na młodych muzułmanach, którzy - wydawałoby się - są w pełni zasymilowani z zachodnimi społeczeństwami. Nic bardziej błędnego. Młodzi, sfrustrowani europejscy muzułmanie okazali się fantastycznym materiałem na terrorystów. Stary Kontynent w latach 90. stał się celem wypraw emisariuszy Osamy bin Ladena i Abu Musaby al-Zarkawiego, którzy szukali chętnych do udziału w walkach w Afganistanie oraz Bośni i Hercegowinie. Ci potencjalni terroryści są dziećmi imigrantów, którzy pojawili się w Europie w latach 60. XX wieku. Początkowo ich rodziców traktowano jedynie jako pracowników sezonowych. Gdy muzułmańskie rodziny postanowiły budować swe życie w Europie, kwestię ich asymilacji zbagatelizowano. Pierwsze pokolenie islamskich imigrantów w Europie godziło się z niższym statusem i wolno pięło w górę po społecznej drabinie. Ich dzieci to odrzucają, rezygnują z systemu bezpieczeństwa wypracowanego przez rodziców. To pogłębia ich osamotnienie, co umiejętnie wykorzystują radykalni imamowie twierdzi Robert Leiken, specjalista ds. migracji w Brookings Institution, autor książki "Zwolennicy dżihadu. Imigracja i bezpieczeństwo narodowe po 11 września".(28)
Sugerowane rozwiązania
Timothy Garton Ash (29) twierdzi, iż odpowiedzią na ataki w Londynie nie powinny być zbrojne wyprawy mające na celu zniszczenia terroru 'u źródła', lecz wzmożone działania policyjne wewnątrz krajów zagrożonych atakami. Niestety, policja nie powstrzyma każdego zamachu. Zwraca również uwagę na konieczność długofalowego działania na rzecz modernizacji, liberalizacji i demokratyzacji Bliskiego Wschodu. Wypracowanie porozumienia między Izraelem i Palestyną doprowadziłoby do zdecydowanego ograniczenia ogromnego pola rekrutacji islamskich terrorystów. Głównym realizatorem takiej polityki powinny być jednak nie Stany Zjednoczone, ale Europa.(30)
Do solidarności w walce z terroryzmem nakłania także Michael Cox (31). Cox zdecydowanie wyklucza wycofanie wojsk koalicyjnych z Iraku, a wręcz zapewnia, że brytyjskie zaangażowanie w Iraku jeszcze wzrośnie. Zwraca uwagę na ścisłą współpracę brytyjsko-francuską pod względem wywiadowczym, która polega głównie na wymianie informacji o zagrożeniach terrorystycznych.(32)
Niestety współpraca państw Unii Europejskiej w zakresie służb specjalnych pozostawia wiele do życzenia. Pomimo utworzenia urzędu koordynatora ds. zwalczania terroryzmu (został nim Holender Gijs de Vries), urząd ten pozostaje funkcjonalnie martwy. Zajmuje się głównie analizą informacji przesyłanych przez wywiady i policje poszczególnych krajów wspólnoty, ale w Europie ciągle panuje niechęć do dzielenia się poufnymi informacjami (jednakże byłoby nieuczciwością stwierdzić, że w tym elemencie nie widać poprawy w porównaniu z sytuacją jeszcze sprzed kilku miesięcy(33)). Dodatkowo większość krajowych administracji jest zdania, że bezpieczeństwo wewnętrzne kraju powinno leżeć w gestii rządów, a nie ponadnarodowego organu. Niestety po raz kolejny ujawnia to krótkowzroczność polityków, gdyż kwestie bezpieczeństwa w XXI wieku nie ograniczają się jedynie do ograniczania przestępczej działalności wewnątrz jednego państwa. Powinny polegać w znacznej mierze na zwalczaniu zorganizowanych międzynarodowych organizacji przestępczych. Zamachy w Madrycie wywołały ruchy 'instytucjonalne' w unijnej biurokracji. Miejmy nadzieję, że zamachy w Londynie tchną odpowiedniego ducha w istniejące już instytucje.
"Ci bandyci nie są prawdziwymi muzułmanami i wyrządzają naszej religii wielką krzywdę. Mam nadzieję, że ludzie nie przestaną wierzyć, że islam to religia pokoju i miłości."(34) Te słowa są z pewnością prawdziwe i wypowiedziane w dobrej wierze, ale czy dotrą do Europejczyków? Pojawia się coraz więcej głosów, podobnych do sądów wygłaszanych przez ultraradykalną włoską pisarkę i felietonistkę Orianę Fallaci, która uważa islam za religię zbrodni, a muzułmanów za śmiertelne zagrożenie. Nie proponuje jednak żadnych rozsądnych rozwiązań kwestii muzułmańskiej w Europie poza ich wypędzeniem. Ale jak, w świecie, w którym normą stają się mieszane małżeństwa, a tak głośno propagowane i chronione - zwłaszcza w Europie - prawa człowieka gwarantują prawie nieograniczoną wolność przekonań, kogokolwiek wypędzać? Należy dodać, że większość współczesnych terrorystów posiada zazwyczaj obywatelstwo kraju, w którym dokonują zamachu. Grozi nam raczej nieco inny problem, jakim może stać się nienawiść do islamu i do jego wyznawców. Wprawdzie po atakach na Stany Zjednoczone, w Ameryce odnotowano odrodzenie nastrojów patriotycznych, a niechęć do muzułmanów okazywana była sporadycznie, ale nie jest powiedziane, że Brytyjczycy i Francuzi zachowają się podobnie. Jak zauważa felietonista Polityki Marek Ostrowski, antyislamizm może się stać współczesną wersją antysemityzmu.(35)
Coraz częstsze są głosy mówiące, że muzułmanie sami muszą uratować swoją religię przed zawłaszczeniem przez średniowiecznych fanatyków.(36) Jak słusznie zauważa reporterka TVP, która wielokrotnie odwiedzała Afganistan, islam nie jest rodzajem terroru. Islam to religia, której wyznawcy są ofiarami szaleńców.(37) Oczywiście nie sposób wyobrazić sobie działań podejmowanych przez ekipy rządzące w krajach muzułmańskich mających na celu eliminację radykalizmu bez wyraźnego wsparcia (przede wszystkim finansowego) ze strony rozwiniętych demokracji Zachodu. Kluczowe wydaje się tutaj wypracowanie modelu partnerstwa opartego na zaufaniu, którego tak bardzo brakuje po obu stronach.
Do takiego rozwiązania kwestii zagrożenia, jakim stał się fundamentalizm islamski namawiał Thomas Friedman - dziennikarz New York Times - w komentarzu prasowym dotyczącym londyńskich zamachów. Po każdym kolejnym ataku zachodnie społeczeństwa z coraz większą podejrzliwością spoglądają na swych muzułmanów. Tego rodzaju podejrzenia z czasem przerodzą się w otwartą nienawiść, czyli w to co z pewnością pragnął osiągnąć Osama bin Laden. Przepaść między Zachodem a krajami muzułmańskimi może wtedy okazać się nie do zasypania. Problem Zachodu polega na tym, że w tej chwili nie ma jawnych celów, przeciwko którym można skierować zbrojną ripostę. Właśnie dlatego to muzułmański świat powinien zdecydowanie opowiedzieć się przeciwko atakom terrorystycznym.(38) W przeciwnym razie grozi nam wyłącznie eskalacja terroryzmu i ciągła walka naszych służb specjalnych 'z duchami'.
Szczęśliwie, muzułmańscy przywódcy zaczynają zdawać sobie sprawę z nieuchronności takiego scenariusza w przypadku braku ich reakcji. 21 lipca 2005 roku prezydent Pakistanu Pervez Musharraf ostro potępił terrorystyczne zamachy mówiąc, że 'zamachowców z Londynu nie można nazwać ludźmi'.(39) W podobnym tonie wypowiedział się także prezydent Egiptu Hosni Mubarak zdecydowanie potępiając zamach terrorystyczny z 23 lipca 2005 roku w egipskim kurorcie Szarm El-Szejk. Oczywiście komentarze Musharrafa i Mubaraka to jedynie malusieńkie kroczki w kierunku międzycywilizacyjnego porozumienia, ale z pewnością warte odnotowania.
Niestety do pełnego zrozumienia świata zachodniego ze światem muzułmańskim jest jeszcze bardzo daleko. Dość dobrze problem ten ilustruje przykład egipskiego duchownego Yusufa al-Qaradawi'ego, często goszczącego w Wielkiej Brytanii. Wśród brytyjskich mediów i polityków panuje przekonanie, iż al-Qaradawi jest obrońcą samobójczych ataków palestyńskich ataków w Izraelu. Natomiast dla świata muzułmańskiego jawi się on jako osoba dążąca do osiągnięcia porozumienia między islamem a światem zachodnim.(40) Zakazanie mu wizyt w Wielkiej Brytanii (co jest właśnie rozpatrywane przez Home Office) byłoby nieprzyjemnym zgrzytem na linii Zachód-państwa muzułmańskie.
Amerykanie chyba nie do końca zdają sobie sprawę z konieczności wypracowania tego rodzaju porozumienia. Anthony Cordesman, doradca Kongresu Stanów Zjednoczonych, twierdzi, że jedyną skuteczną metodą w wojnie z terrorystami jest walka z nimi na ich terytorium.(41) W podobnym tonie wypowiadał się Dan Fried(42), który współczesną wojnę z terroryzmem porównał z zimnowojennym starciem dwóch antagonistycznie nastawionych bloków. W okresie zimnej wojny Stany Zjednoczone wspierały demokratyczne ruchy wewnątrz bloku wschodniego. Obecnie Fried za najważniejsze zadanie międzynarodowej polityki Stanów Zjednoczonych także uznaje właśnie szerzenie demokracji, a terrorystów jako jej największych wrogów.(43)
Fakt, że rośnie liczba zwolenników promowanej przez Amerykanów taktyki prewencyjnego uderzenia zauważa Tadeusz Kisielewski(44). Coraz częściej mówi się o ataku na Iran mającym na celu zniszczenie irańskiego potencjału nuklearnego. Trzeba jednak podkreślić, że po zniszczeniu irańskiego potencjału atomowego należy się spodziewać rozpętania ofensywy terrorystycznej przeciw Zachodowi na nieznaną dotychczas skalę. Ważnym elementem bliskowschodniej strategii państw zachodnich powinno być aktywne wspieranie Turcji w jej staraniach o zdobycie pierwszej pozycji wśród państw tamtego regionu.(45) Pojawia się tutaj kolejny argument za włączeniem Turcji do 'europejskiej rodziny państw'.
Implikacje dla Polski
Michael Sulick(46) jest zdania, że Polska jako zachodni kraj, dodatkowo zaangażowany w wojnę w Iraku, powinna być przygotowana na ataki terrorystyczne, jednakże prawdopodobieństwo takiego ataku uważa za niewielkie.(47) Niemniej jednak w tak ważnej kwestii należy raczej 'chuchać na zimne'.
Ido Nir(48) zauważa, że Polska jest regularnie wymieniana w oświadczeniach al-Kaidy, w których organizacja ta informuje o jej potencjalnych celach. Uważa, że Polsce zagraża poważne niebezpieczeństwo, a za szczególnie krytyczny okres uznaje czas poprzedzający wybory. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, iż dzisiejsza opozycja wielokrotnie informowała opinię publiczną o chęci wycofania polskich wojsk z Iraku po wyborach.(49)
W wywiadzie przeprowadzonym z Wojciechem Brochwiczem(50) pada pytanie o dotychczasowe groźby ataku terrorystycznego w naszym kraju. Okazuje się, że Polska po 1990 roku kilkakrotnie była już potencjalnym celem terrorystów, jednakże wszystkie próby przygotowania zamachu zostały powstrzymane przez polskie służby specjalne. Faktów tych nie nagłaśniano w mediach. Obecnie Polska nie jest dobrze przygotowana do ataku terrorystycznego, a najlepiej świadczy o tym wypowiedź Marka Belki, który stwierdził, że dopiero zamach terrorystyczny pozwoli na wykrycie niesprawności systemu. Brakuje nam regulacji prawnych, które jednoznacznie rozstrzygałyby która osoba w państwie jest odpowiedzialna za zarządzanie kryzysowe. Za czasów premiera Buzka w Polsce funkcjonował komitet Rady Ministrów do zarządzania sytuacjami kryzysowymi, na którego czele stał minister spraw wewnętrznych i to on decydował o zaangażowaniu poszczególnych służb. Komitet ten już nie istnieje. Problemem jest także słaba koordynacja poszczególnych służb: nie ma podziału obowiązków ani ujednoliconego systemu łączności. Każda ze służb dysponuje własnym pionem do spraw sytuacji kryzysowych. Np. w Warszawie działa przynajmniej pięć sztabów kryzysowych (przy MSW, MON, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Urzędzie Prezydenta Miasta, Komendzie Głównej Straży Pożarnej). Nie został do końca implementowany system łączności 'Tetra', który już zdążył stać się technicznym przeżytkiem. W razie sytuacji kryzysowej poszczególne służby będą musiały komunikować się poprzez telefony stacjonarne (gdyż łączność komórkowa zazwyczaj na skutek przeładowania przestaje funkcjonować).(51)
Nieco optymistyczniej wypowiadają się autorzy artykułu "Wojskowi antyterroryści". Wg nich Polska wyposażona jest w kilka niezłej klasy jednostek wojskowych będących w stanie działać w sytuacjach kryzysowych wspierając antyterrorystów z MSWiA. Niedawna nowelizacja ustawy o policji uprościła procedury wprowadzania żołnierzy do akcji. Jeśli siły i środki będące w gestii MSWiA okażą się niewystarczające w obliczu zagrożenia terrorystycznego, jego szef może zwrócić się do ministra obrony narodowej o wsparcie wojska. Wojsko Polskie może w razie konieczności wydzielić siły z 4. pułku przeciwchemicznego z Brodnicy i 5. batalionu przeciwchemicznego z Tarnowskich Gór. Bardzo też mogą przydać się specjaliści z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii w Rembertowie. Najlepiej przygotowana do walki z terrorystami jest jednostka specjalna Grom. Wiedza oficjalna oraz coraz obfitsza literatura nie pozostawiają cienia wątpliwości co do wartości i dorobku tej formacji w działaniach przeciwterrorystycznych. Ze względu na swą specyfikę, w przypadku zagrożeń w portach oraz na jednostkach pływających, szczególnie zaś na promach, mogą się przydać umiejętności żołnierzy Formozy - płetwonurków bojowych Marynarki Wojennej. Również 1. pułk specjalny komandosów w ciągu ostatnich lat stał się jednostką przeznaczoną do działania między innymi w miastach, tam gdzie zagrożenie terrorem jest największe. Polskie wojsko dysponuje także jednostkami aeromobilnymi takimi jak 6. Brygada Desantowo-Szturmowa i 25. Brygada Kawalerii Powietrznej. Kolejną jednostką, której zadaniami są działania antyterrorystyczne jest warszawski Oddział Specjalny Żandarmerii Wojskowej.(52)
Inni eksperci, wśród których jest płk Roman Polko(53) oraz Stanisław Koziej(54), twierdzą, iż Polsce nie brakuje dobrze wyszkolonych jednostek specjalizujących się w walce z zagrożeniem terrorystycznym. Główny problem widzą jednak w braku zdolności do ich zintegrowanego działania. W Polsce nie organizuje się wspólnych szkoleń dla np. policjantów z AT i komandosów z Gromu. Wg Kozieja naprawę systemu należy zacząć od góry, dążąc do stworzenia jednolitego krajowego systemu kierowania bezpieczeństwem narodowym. Postuluje on utworzenie urzędu generalnego koordynatora ds. bezpieczeństwa narodowego, który bezpośrednio podlegałby premierowi, a do jego podstawowych funkcji należałaby realizacja ponadresortowych zadań koncepcyjnych, planistycznych, koordynacyjnych i kontrolnych. Właśnie on odpowiadałby za budowę, rozwój i funkcjonowanie zintegrowanego systemu bezpieczeństwa państwa, którego jedna z komórek zajmowałaby się terroryzmem.(55)
Zakończenie
Terroryzm stanowi w dzisiejszym świecie prawdopodobnie największe niebezpieczeństwo dla nowoczesnych społeczeństw. Cywilizowanemu światu udało się zminimalizować możliwość wybuchu konfliktu międzypaństwowego i większość obywateli Zachodu może się czuć względnie bezpieczna. Teraz musimy zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem - terroryzmem, najczęściej wywodzącym się z nas samych, naszych społeczeństw i ich kultur. Czy poradzimy sobie? Czy zneutralizujemy terror i wynikający z niego absolutny brak poszanowania wszelkich zasad międzyludzkiej egzystencji? Wyrażam głęboką nadzieję, że to się uda. W gruncie rzeczy nie mamy innego wyjścia.
Przypisy:
1. Wywiad z Clivem Walkerem, profesorem kryminologii na uniwersytecie w Leeds, "Byliśmy przygotowani na zamachy", Gazeta Wyborcza, 12 lipca 2005 roku. 2. Tadeusz Wójciak, "Swojskie dramaty", Polityka, 30 lipca 2005 roku. 3. Wicedyrektor Centrum Zagrożeń Międzynarodowych w Waszyngtonie, ekspert od współpracy antyterrorystycznej Stanów Zjednoczonych z innymi krajami. 4. Wywiad z Thomasem Sandersonem, "Londyn to naturalny cel dla terrorystów z al Kaidy", Gazeta Wyborcza, 8 lipca 2005 roku. 5. Francuski filozof i orientalista, znawca świata islamu, autor kilku książek o tej tematyce. 6. Wywiad z Olivierem Roy'em, "Terroryści globalni", Gazeta Wyborcza, 16-17 lipca 2005 roku. 7. Komentator polityczny w belgijskim dzienniku Le Soir oraz w Gazecie Wyborczej. 8. Wywiad z Leopoldem Ungerem, "Wojna z wolnym światem", Tygodnik Powszechny, 17 lipca 2005 roku. 9. Amerykańskiego profesora uniwersytetu w Chicago, autora książki "Dying to Win" odkrywającej motywacje terrorystów-samobójców. 10. Odpowiedzi społeczności międzynarodowej na atak Iraku na Kuwejt w 1991 roku. 11. Wywiad z Robertem Pape'em, "Logika szahida", Tygodnik Forum, 18-24 lipca 2005 roku. 12. Dominika Pszczółkowska, "Imam terrorysta", Gazeta Wyborcza, 7 lipca 2005 roku. 13. "Ajatollah z Finsbury Park", Tygodnik Forum, 11 lipca 2005 roku. 14. Richard Reid - Brytyjczyk nawrócony na islam, który w 2002 roku próbował wysadzić amerykański samolot pasażerski za pomocą bomby ukrytej w bucie. 15. Tomasz Bielecki, "Proces szejka al Masriego", Gazeta Wyborcza, 8 lipca 2005 roku. 16. Roman Kuźniar, "Polityka i siła", Warszawa, 2005, s. 309. 17. Wywiad z Robertem Pape'em, "Logika szahida", Tygodnik Forum, 18-24 lipca 2005 roku. 18. Wykładowca myśli europejskiej w London School of Economics, autor wielu książek z zakresu teorii politycznej. 19. John Gray, "Terroryzm tkwi w nas", Gazeta Wyborcza, 13 lipca 2005 roku. 20. Francuski socjolog i filozof kultury. 21. Jean Baudrillard, "Duch terroryzmu", Warszawa, 2005, s. 9. 22. Amerykański politolog, pracownik Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS). 23. Luttwak E., "Kompetencje terrorysty", Tygodnik Powszechny, 17 lipca 2005 roku. 24. Były zastępca szefa tajnych operacji CIA, były kierownik placówek CIA w Polsce i w Rosji. 25. Wywiad z Michaelem Sulickiem, "To nowa al Kaida", Gazeta Wyborcza, 25 lipca 2005 roku. 26. Izraelskiego specjalisty ds. arabskiego terroryzmu, wieloletniego pracownika ośrodków analitycznych izraelskiej armii. 27. Wywiad z Mordechajem Kedarem, "Miasta w Europie łatwo podpalić", Gazeta Wyborcza, 8 lipca 2005 roku. 28. Agaton Koziński, "Eurodżihad", Wprost, 24 lipca 2005 roku. 29. Angielski historyk i publicysta. 30. Timothy Garton Ash, "Londyńska lekcja", Gazeta Wyborcza, 9-10 lipca 2005 roku. 31. Wykładowca nauk politycznych w London School of Economics and Political Science, ekspert Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. 32. Wywiad z Michaelem Cox'em, "Bez histerii, bez zemsty", Gazeta Wyborcza, 9-10 lipca 2005 roku. 33. "The fight within", The Economist, 23 lipca 2005 roku. 34. Wywiad z Szejkiem Dawidem, członkiem Muzułmańskiej Rady Wielkiej Brytanii, "Zamachowcy wywodzą się spośród nas", Gazeta Wyborcza, 23-24 lipca 2005 roku. 35. Marek Ostrowski, "Święta wojna z dżihadem?", Polityka, nr 29/2005. 36. Lewicka P. "Muzułmanie, fundamentaliści, terroryści?", w: "Islam a terroryzm", pod red. A. Parzymies, Warszawa, 2003, s. 199. 37. Anna Pietraszek, "Skąd się biorą terroryści", http://wiadomosci.onet.pl/1239095,2678,,11,druk.html, 26 lipca 2005 roku. 38. "Światowa prasa o zamachach", Gazeta Wyborcza, 9-10 lipca 2005 roku. 39. "Dżihad Musharrafa", Gazeta Wyborcza, 22 lipca 2005 roku. 40. "Not again", The Economist, 23 lipca 2005 roku. 41. Wywiad z Anthonym Cordesmanem, "Terror można zdusić walką", Gazeta Wyborcza, 9-10 lipca 2005 roku. 42. Zastępca sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych ds. europejskich, były ambasador Stanów Zjednoczonych w Warszawie. 43. Wywiad z Danem Friedem, "Londyn nie był niespodzianką", Gazeta Wyborcza, 16 lipca 2005 roku. 44. Analityk stosunków międzynarodowych, autor kilku książek z tej tematyki. 45. Tadeusz A. Kisielewski, "Pluton ajatollahów", Wprost, 24 lipca 2005 roku. 46. Były zastępca szefa tajnych operacji CIA, były kierownik placówek CIA w Polsce i w Rosji. 47. Wywiad z Michaelem Sulickiem, "To nowa al Kaida", Gazeta Wyborcza, 25 lipca 2005 roku. 48. Prezes CTS Security Polska, specjalista w dziedzinie walki z terroryzmem. 49. Ido Nir, "Cel Polska", Wprost, 31 lipca 2005 roku. 50. Współtwórcą Urzędu Ochrony Państwa oraz jednostki Grom, byłym wiceministrem spraw wewnętrznych. 51. Wywiad z Wojciechem Brochwiczem "Ostatni dzwonek", Tygodnik Powszechny, 17 lipca 2005 roku. 52. Piotr Bernabiuk, Tadeusz Wróbel, "Wojskowi antyterroryści", Polska Zbrojna, 13 lipca 2005 roku. 53. Doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Warszawy, współtwórca jednostki Grom. 54. Generał w stanie spoczynku, były dyrektor Departamentu Systemu Obronnego MON. 55. Stanisław Koziej, "Bezpieczeństwo ponad resortami", Rzeczpospolita, 26 lipca 2005 roku. |