|
Wbrew krytycznym ocenom, po zakończeniu zimnej wojny Stany Zjednoczone pozostały jedynym supermocarstwem, którego obecność widać niemal w każdym zakątku świata. W całkowicie zmienionych warunkach, pojawiła się konieczność opracowania nowej strategii w polityce zagranicznej. Jaką rolę pełnić będą USA w pozimnowojennej rzeczywistości? Co zwycięży? Tendencje unilateralne czy raczej multilateralne? [1] Kiedy i dlaczego Stany Zjednoczone będą się angażować? REKLAMA
Strona 1 z 7 Efektem prowadzonych debat było w dużym stopniu zwycięstwo przekonania o tym, że USA muszą pełnić funkcję światowego policjanta, który niemal samodzielnie podejmuje decyzje, co do miejsca, czasu interwencji oraz podmiotu, będącego jej obiektem. To Ameryka ma główny głos. [2] USA są faktycznie „jedynym państwem, posiadającym wojskowe, polityczne i gospodarcze środki, które dają im możliwość rozdawania kart w jakiejkolwiek część świata i w każdym konflikcie.” Amerykanie interweniują więc dlatego, że mogą sobie na to pozwolić.
Z drugiej strony wszelkie kroki podejmowane celem zabezpieczenia swoich interesów, mają także zapewnić stabilizację sytuacji międzynarodowej. [3] Wśród Amerykanów, i to nie tylko czołowych polityków, żywe jest wciąż przekonanie, że dobro i bezpieczeństwo ich ojczyzny jest równoznaczne z prosperitą całej ludzkości. [4]
Okres po zimnej wojnie, to czasy kadencji trzech prezydentów: Georga Busha seniora (1989-1993), Billa Clintona ( 1993-2001) oraz Georga W. Busha ( 2001-2009). Przed każdym z nich stały różne, często nieznane dotąd wyzwania, różne były też efekty ich działań. I w końcu różnie uzasadniali oni przyczyny amerykańskich interwencji zbrojnych. Oczywistym jest, że oficjalne oświadczenia nie zawsze w pełni, pokazywały prawdziwe intencje amerykańskiego kolosa. Wypadałoby więc przeanalizować wszystko to, co skłoniło lub mogło skłonić „Wuja Sama” do wysłania swoich chłopców na front.
Zakończenie rywalizacji zimnowojennej przyniosło nadzieję na to, że zapanuje powszechny pokój, a użycie siły zostanie niemal całkowicie wykluczone ze stosunków międzynarodowych. Tak się jednak nie stało. Ostatnia dekada XX wieku i początki wieku XXI obfitowały w wiele konfliktów zbrojnych, także z udziałem Stanów Zjednoczonych. W 1991 r. USA interweniują w Iraku. Pod koniec 1992 r. rozpoczynają operację „Przywrócić nadzieję” w Somalii. W 1994 r. angażują się na Haiti. W 1995 r. włączają się w operację NATO w Bośni i Hercegowinie. W 1999 r. przewodzą akcji „Sojusznicza siła” na terenie Kosowa. I w końcu w 2001 r. podejmują działania w Afganistanie, a w 2003 r. interweniują po raz drugi w Iraku.
Operacja „Pustynna Burza”
Stany Zjednoczone, jako supermocarstwo, mogą podejmować działania w każdym zakątku świata. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o zabezpieczenie amerykańskich interesów. Jest kilka regionów, które stanowią dla Amerykanów obszar żywotnego zainteresowania. Jednym z nich jest Bliski Wschód. To tu właśnie zbiegają się amerykańskie interesy, zarówno polityczne jak i gospodarcze. Około 19% ropy naftowej i gazu ziemnego kupowane jest przez Stany właśnie na Bliskim Wschodzie. [5] Dlatego tak ważne jest zapewnienie stabilizacji w regionie oraz utrzymanie poprawnych stosunków z państwami arabskimi. Jakiekolwiek trudności, które mogłyby spowodować ograniczenie dostaw lub wielki wzrost cen tych surowców, uważane są za bardzo groźne dla bezpieczeństwa narodowego. [6] Celem USA w tym regionie jest także zapewnienie bezpieczeństwa Izraelowi, zagwarantowanie mu warunków do istnienia w pokoju i dobrobycie, a z drugiej strony utrzymywanie dobrych stosunków z „arabskimi przyjaciółmi USA”. [7]
Przez niemal ćwierć wieku Stany Zjednoczone stosowały na Bliskim Wschodzie strategię równowagi – offshore balancing – która polegała, na utrzymaniu równowagi między państwami w regionie, ale bez bezpośredniego zaangażowania. Dla swoich działań wykorzystywano sojuszników lub zlecano akcje CIA. Gdy na początku lat 70. Wielka Brytania wycofała się z regionu, Stany Zjednoczone zaczęły realizować doktrynę „bliźniaczych filarów”, na której oparto politykę bliskowschodnią. Owymi filarami były dwa państwa – Arabia Saudyjska i Iran. W roku 1979 doszło do wydarzeń, które zmusiło Waszyngton do rewizji swojej strategii. Zwycięstwo ajatollaha Chomeiniego i jego islamskiej rewolucji odebrało Amerykanom sojusznika. W Iraku do władzy doszedł Saddam Husajn, a inwazja ZSRR na Afganistan była początkiem długiej wojny w tym państwie. Sytuację skomplikowała wojna między Iranem, a Irakiem, jaka wybuchła w 1980 r. Amerykanie byli w rozterce, kogo wspierać. Wybór padł na Saddama Husajna. Rewolucja islamska, rozprzestrzeniająca się na Bliskim Wschodzie, była zbyt przerażająca. Wojna, o której mowa nie przyniosła żadnych konkretnych skutków, poza jednym. Irak wyrósł na najpotężniejsze państwo regionu. Trzeba było utrzymywać z nim dobre stosunki, mimo wszystko.
|