Ugandyjska armia zwleka z opuszczeniem Kongo
Ugandyjskie wojska zwlekają z opuszczeniem terytorium Demokratycznej Republiki Kongo, mimo iż wedle układu zawartego z rządem tego państwa mogły tam stacjonować tylko do końca zeszłego tygodnia. „Horyzont czasowy został przedłużony” poinformował w niedzielę rzecznik ugandyjskiej armii, major Felix Kulayigye. Wedle jego słów decyzja o przedłużeniu operacji w północno-wschodnich prowincjach Kongo została podjęta podczas piątkowego spotkania wysokich rangą oficerów ugandyjskich i kongijskich, do którego miało dojść w Dungu. Z jego słów wynika ponadto, że okres przebywania Ugandyjczyków na terytorium Kongo może być w podobny sposób jeszcze kilkukrotnie przedłużany lub skracany.

Kongijski rząd zaprzeczył jednak w niedzielę słowom majora, twierdząc ustami swego rzecznika że „nic się nie zmieniło”. Wedle układu zawartego przez Kampalę z rządem Kongo, Ugandyjczycy mogły stacjonować w tym kraju tylko do końca minionego tygodnia. Kinszasa twierdzi jedynie, że pod koniec miesiąca rządy obydwu państw ponownie przeanalizują rozwój sytuacji w północno-wschodnich prowincjach Kongo.
Obecność Ugandyjczyków na terytorium Demokratycznej Republiki Kongo budzi wiele emocji, ponieważ Uganda w ciągu ostatnich kilkunastu lat dwukrotnie (1996 i 1998) najechała to państwo (wraz z Rwandą i Burundi). Ugandyjska armia dopuściła się wówczas wielu mordów i gwałtów, jak również prowadziła zorganizowany rabunek kongijskich bogactw mineralnych.

Ugandyjczycy ponownie pojawili się na kongijskiej ziemi pod koniec 2008 r., lecz w zupełnie innych zamiarach. W połowie grudnia w północno wschodnich prowincjach Demokratycznej Republiki Kongo rozpoczęła się bowiem międzynarodowa ofensywa przeciwko znajdującym się tam bazom i kryjówkom owianej złą sławą ugandyjskiej rebelianckiej Armii Bożego Oporu (LRA). Miała być ona formą nacisku na przywódcę organizacji - Josepha Kony’ego - by ten wreszcie zgodził się na zawarcie pokoju. Jak donosiły ugandyjskie źródła rządowe połączona akcja wojsk Ugandy, DR Kongo oraz autonomicznego Południowego Sudanu miała doprowadzić do likwidacji 40 rebeliantów i uwolnienia 280 porwanych przez nich dzieci. LRA zmuszona została rozpocząć odwrót w kierunku pogranicza z Republiką Środkowoafrykańską.
Całkowite rozbicie LRA okazało się jednak niezwykle trudne ze względu na stosowaną przez nią taktykę unikania bezpośredniego starcia z regularnymi wojskami. Mimo osłabienia sił partyzantki siłom międzynarodowym nie udało się ani zabić ani schwytać jej przywódcy. Co więcej, w odwecie LRA rozpoczęła odwetowe ataki na kongijskie wioski. Rebelianci z niebywałym okrucieństwem zamordowali jak dotychczas ponad 900 osób. Blisko 115 tysięcy przerażonych mieszkańców uciekło ze swych domów, chroniąc się przed nimi w głębi dżungli.

Od 1989 r. Joseph Kony i jego Armia Bożego Oporu (Lord's Resistance Army) pustoszą północną Ugandę. LRA nie posiada w zasadzie spójnego programu, jej ideologia to mieszanina wierzeń chrześcijańskich i starych afrykańskich kultów, a sam Kony pełni bardziej rolę proroka niż przywódcy politycznego. Jego żądania ograniczały się dotąd do pragnienia ustanowienia w Ugandzie "rządu kierującego się dziesięcioma przykazaniami". Walka LRA z rządem prezydenta Museveniego prowadzona jest pod znakiem masowych zbrodni na miejscowej ludności. W wyniku dotychczasowych działań zbrojnych zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, a około dwa miliony innych musiało uciekać ze swych domów. Charakterystyczną cechą działalności LRA jest masowe wykorzystywanie tzw. "dzieci-żołnierzy". Przymusem wcielone w szeregi partyzantki stanowią ok. 80 procent jej stanu bojowego. LRA prowadzi swoje działania nie tylko na terenie Ugandy, ale również w Południowym Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej i północnych rejonach Demokratycznej Republiki Kongo, gdzie dysponuje wieloma bazami szkoleniowymi i kryjówkami.
Na podstawie: news.bbc.co.uk, news24.com


Saudyjska wojna cenowa