Andrzej Jonas: Sztuka dobrego sąsiedztwa
-
Andrzej Jonas
Powiedzmy to sobie bez ogródek – ta sztuka nie jest łatwa. Wiedzą o tym nawet ci, którzy mogą sobie wybrać sąsiadów, a co dopiero ci, którzy tego przywileju są pozbawieni.
Z tym problemem stanęliśmy oko w oko po słynnej jesieni ludów, połączeniu Niemiec i rozpadzie Związku Radzieckiego, a więc po zakończeniu zimnej wojny. I udało się. Ówczesny szef naszej dyplomacji profesor Krzysztof Skubiszewski, stylowy konserwatysta w każdym calu, okazał się nadzwyczaj skutecznym wykonawcą historycznej misji – budowy dobrosąsiedzkich stosunków Polski. Relacje z sąsiadami mniejszymi są elementem umacniania pozycji Polski w regionie.
Z Ukrainą mają znaczenie szczególne. Z Rosją i Niemcami, ze względu na doświadczenia historyczne, wymogi współczesności i wyzwania przyszłości, mają charakter kwadratury koła. Nie spróbuję omówić ich wszystkich. Przyjrzyjmy się tylko relacjom między Warszawą a Berlinem, a zwłaszcza temu, co jest związane z działalnością Eriki Steinbach. Niezastąpiony Władysław Bartoszewski, pełniący w kancelarii premiera subtelną misję ministra do spraw stosunków polsko-niemieckich, udał się w przeddzień swoich 87. urodzin do Berlina, by przedstawić kanclerz Angeli Merkel polskie stanowisko w sprawie ewentualnego powołania wspomnianej przewodniczącej Związku Wypędzonych do rady jednej z fundacji. Przypomnijmy, że nie jest to organizacja Polsce obojętna. Zgodnie z decyzją Bundestagu, to właśnie ona ma zbudować w Berlinie centrum dokumentacji i informacji o wysiedleniach. W Polsce budzi to obawę, że zważywszy na dotychczasową postawę pani Steinbach, centrum będzie kładło akcent na cierpienia Niemców oraz sprzyjało mylącej interpretacji, a nawet wypaczaniu historii.
Obawa ta jest być może uzasadniona, a polski niepokój zrozumiały. Mamy przyczynę, a więc i prawo do szczególnej wrażliwości, a nawet nadwrażliwości wynikającej z historii stosunków z naszym zachodnim sąsiadem. Mamy także szczególny obowiązek uważnego przyglądania się tendencjom politycznym w Niemczech. Szczególnie tym, które wywierają wpływ na poglądy i postawę niemieckiego społeczeństwa. Przy tych wszystkich zastrzeżeniach warto się zastanowić, czy sprawie berlińskiego muzeum i pani Erice Steinbach nie przypisujemy zbyt wielkiego znaczenia. Można bowiem się było dowiedzieć, że jeśli znajdzie się ona w radzie wspomnianej fundacji, wywrze to negatywny wpływ na stosunki polsko-niemieckie. Dla porządku przypomnijmy, że mają one gigantyczny wymiar dwustronny, zwłaszcza gospodarczy. To właśnie Niemcy nazywaliśmy naszym adwokatem, gdy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej. Jesteśmy także sojusznikami w NATO. Zawsze z napiętą uwagą będziemy przyglądali się stosunkom Berlin–Moskwa. Konfrontujemy więc prawdziwie najcięższą artylerię z jakąś marginalną pukawką albo ewidentny transatlantyk z żaglówką. Oczy należy mieć szeroko otwarte, ale nie można dopuścić, aby ostrość widzenia zakłócił byle paproch.
Przedruk z Polski Zbrojnej za zgodą redakcji.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.


Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy