Joanna Bunikowska: Izrael i dylemat uchodźców z Afryki
-
Joanna Bunikowska
Izrael zadeklarował, że przyjmie każdego żydowskiego uchodźcę więc przybysze z Afryki sądzą , że i dla nich izraelskie granice będą otwarte. Codzienność imigrantów w Izraelu nie jest jednak aż tak różowa.
Jest ich około 3 tysiące. Uchodźcy z Afryki przybyli do Izraela w poszukiwaniu azylu politycznego. Mieszkają i żyją w stolicy kraju Tel Awiwie. Jednak ich los na wygnaniu wcale nie jest przesądzony. W sierpniu zeszłego roku izraelski minister spraw wewnętrznych wydał nakaz opuszczenia Tel Awiwu przez uchodźców. Według przepisu mają oni przemieścić się do miejsc oddalonych od stolicy o około godzinę drogi.
Początkowo przepis dotyczył tylko nowo przybywających uchodźców, niejako z góry nakazując im miejsce pobytu, a raczej wykluczając z niego stolicę. Niedawno jednak przepis zaczęto także stosować wobec uchodźców, którzy w Tel Awiwie przebywają od dłuższego czasu. Uchodźcy ci mają dziś problemy z otrzymaniem pozwolenia na pracę.
Izrael boryka się z problemem bezrobocia, a na północy i południu kraju problem jest szczególnie dotkliwy. Tylko w stolicy afrykańscy uchodźcy mogą więc znaleźć zatrudnienie. Zwykle podejmują się prostych prac, których Izraelczycy nie chcą wykonywać- sprzątają ulice lub zajmują się pracą w gastronomii. Gdyby uchodźcy opuściliby Tel Awiw musieliby zacząć życie na nowo w obcym miejscu, pozbawieni wielu usług- jak darmowa służba zdrowia i edukacja.
Wielu zainteresowanych twierdzi, że izraelski rząd chce tym samym wysiedlić uchodźców na tereny wiejskie oraz zmusić ich do pracy w rolnictwie za stawki niższe niż najniższa krajowa. Przedtem właśnie uchodźcy afrykańscy pracowali w rolnictwie i traktowani byli przez swoich pracodawców w sposób bardzo surowy. Potem pozwolono im opuścić wspólne farmy (kolektywy) oraz zacząć żyć normalnie. Teraz, wygląda na to, że sytuacja ma powrócić do poprzedniego stanu.
Trudno nie zrozumieć polityki Izraela, który nie chce jawić się uchodźcom jako zbyt otwarty i gościnny kraj. Izrael już zadeklarował, że przyjmie każdego żydowskiego uchodźcę, przybysze z Afryki sądzą, więc że i dla nich izraelskie granice będą otwarte. To przekonanie popierane jest opinią o tym, że kraj stworzony przez ludzi, którzy przeżyli holokaust ma moralny obowiązek udzielenia pomocy innym, przechodzącym ten sam dramat - np. w Sudanie, Somalii, Sierra Leone.
Być może jednak żaden uchodźca z Afryki nie trafiłby do Izraela, gdyby Egipt - kraj, do którego uciekinierzy kierują swoje pierwsze kroki byłby bardziej „przyjazny”. Uchodźcy zaczęli napływać masowo do Egiptu, gdyż kraj nie miał jasno opracowanej polityki imigracyjnej, co pozwalało na przyjmowanie fali uchodźców z krajów sąsiednich. Jednak Egipt nie oferował uchodźcom żadnej pomocy, a lokalne prawo pracy nie pozwalało na zatrudnianie imigrantów. Pozostawieni sami sobie oraz pozbawieni możliwości zarobienia na życie, zaczęli szukać kolejnej drogi ucieczki.
Sąsiadujący z Egiptem Izrael jawił się niczym Ziemia Obiecana- kraj bardzo dobrze rozwinięty z prosperującą gospodarką, demokracja z poszanowaniem praw człowieka. Do tego granica Egipt - Izrael była słabo chroniona, co dawało nadzieję, na jej nielegalne przekroczenie.
Izrael przyjmował średnio od 700 do 800 uchodźców rocznie, gdy jednak zaczęli pojawiać się uchodźcy z Afryki - już w latach 90. (najwięcej z Sudanu), liczba ta skoczyła do ponad dwóch milionów. Początkowo rząd Izraela nie wiedział jak reagować na nowych nie-żydowskich poszukiwaczy azylu. W 2006 roku kazano im wrócić do domu, powołując się na fakt, iż wojny w ich państwach się zakończyły. Jedynie w stosunku do uchodźców z Sudanu (z Darfuru) zadeklarowano możliwość przyjęcia 500 uchodźców rocznie. Wszyscy inni przybywający do Izraela mieli być traktowani jako nielegalni imigranci, a jeśliby ich złapano czekać ich miało zatrzymanie lub - jeśli to możliwe - deportacja do Egiptu.
Przy tym należy wspomnieć, jakim wysiłkiem zwykle okupione było dostanie się z Egiptu do Izraela. Uchodźcy często wynajmują „specjalistów”, którzy mają umożliwić im przekroczenie granicy. Jednak nie zawsze jest to gwarantowane- egipska straż graniczna otwiera ogień do każdego, kto pojawia się w pobliżu zielonej granicy. Gdy jednak uchodźca dostanie się „szczęśliwie” (tzn. skutecznie) do Izraela i tam zostanie ujęty przez policję grozi mu deportacja. Na pewno wróci on o Egiptu, Egipt natomiast może go deportować do kraju pochodzenia. Izrael porozumiał się z Egiptem, co do tego, aby nie odsyłać afrykańskich uchodźców do ojczyzn, lecz tak naprawdę decyzję o losie uchodźcy podejmują władze w Kairze. W niektórych krajach, np. w Sudanie obywatel, który został deportowany z Izraela będzie traktowany jako zdrajca, gdyż Izrael jest traktowany przez Sudan jako wróg.
W Afryce co roku powstają dziesiątki tysięcy uchodźców, szukających spokoju i bezpieczeństwa poza granicami swych krajów ze względu na wojnę, katastrofy naturalne lub prześladowania polityczne. Trudno będzie zatrzymać napływ uchodźców z Afryki do Izraela, kraju bogatego, jawiącego się niczym ziemia obiecana. Izrael, z drugiej strony, nie jest w stanie przyjmować każdego, kto uciekł ze swego kraju w obawie o życie swoje i rodziny. Być może deklaracja izraelska przyjmowania każdego uchodźcy żydowskiego daje nadzieję Afrykańczykom na to, iż ramiona Izraela i dla nich- nieżydowskich uchodźców też będą szeroko otwarte. Należy z tej sytuacji wyobrazić sobie sytuację uchodźców, którzy często z narażeniem życia przedostali się do Izraela, z drugiej zaś strony dużo wyrozumiałości należy się państwu przyjmującemu. Ustalenie rocznych „limitów przyjęć” także nie jest rozwiązaniem, gdyż uchodźcy będą napływać tak czy siak, mając nadzieję, że jeszcze „mieszczą” się w wyznaczonych ramach, a nawet jeśli nie, to może i tak Izrael ich zaakceptuje. Trudno w tej sytuacji znaleźć rozwiązanie, które satysfakcjonowałoby obie strony.


Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje