|
Wystarczyło, aby w Stanach Zjednoczonych pękła bańka kredytów hipotecznych, aby niemal cały świat pogrążył się w kryzysie. Takie są skutki narzucenia nam systemu globalnego kapitalizmu. REKLAMA
Skutki kryzysu odczuwają również Chiny, choć w ich przypadku kryzys oznacza zmniejszenie rocznego tempa wzrostu gospodarczego do 8 procent. Znacznie gorzej jest w Europie. W czwartym kwartale ubiegłego roku w Unii Europejskiej nastąpił spadek PKB w skali rocznej o 0,2 proc. po trzech miesiącach stagnacji. Również o 0,2 proc. zmalał PKB w strefie euro. A zatem wbrew enuncjacjom Donalda Tuska wprowadzenie euro bynajmniej nie chroni przed kryzysem. Co najwyżej zmniejsza ryzyko opcji walutowych, jednak tylko wobec wspólnej waluty europejskiej, a nie amerykańskiego dolara czy brytyjskiego funta. Z Europy Zachodniej fala kryzysu przenosi się na Wschód. Następuje to, co jest cechą charakterystyczną globalnego kapitalizmu – eksport kryzysu do krajów zależnych, niżej rozwiniętych. Przeniesienie ciężaru kryzysu na kraje ostatnio wprowadzone do kapitalistycznej orbity staje się znacznie łatwiejsze na skutek uzależnienia bankowości tych krajów od zagranicznych central bankowych.
W Polsce ponad 70 proc. banków to filie czy firmy-córki banków zagranicznych. Magazyn Global Finance opracował listęspółka maklerska J. P. Morgan Securities ocenia, że udział niespłaconych kredytów w regionie Europy Środkowej i Wschodniej może wynieść od 10 do 30 proc. Zagrożeniem dla systemów bankowych państw naszego regionu jest nie tylko krach banków macierzystych, lecz także wyprowadzenie środków z banków zależnych w celu ratowania płynności finansowej centrali. Przykładem może być sytuacja jednego z największych czeskich banków Česká Spořitelna, kontrolowanego w 98 proc. przez austriacki Erste Bank zagrożony z powodu udzielania złych kredytów. Czeski bank wypracował w ubiegłym roku rekordowy zysk, który niemal w całości trafi do większościowego akcjonariusza – czyli do borykającej się z poważnymi kłopotami austriackiej centrali. 50 najbezpieczniejszych banków świata. Spośród znajdujących się na niej banków jedynie siedem działa na terenie Polski. Oznacza to, że pozostałe obarczone są możliwością ryzyka. Z kolei
Na łasce Międzynarodowego Funduszu Walutowego
Spośród krajów naszego regionu w szczególnie trudnej sytuacji znalazły się Węgry. W 2006 r. rząd, na którego czele stoi socjaldemokratyczny finansista Ferenc Gyurcsány wprowadził szereg cięć w wydatkach publicznych w celu ograniczenia deficytu budżetowego. Te neoliberalne, monetarystyczne zabiegi w stylu Balcerowicza nie wpłynęły jednak na ożywienie węgierskiej gospodarki. W 2007 r. wzrost gospodarczy wyniósł zaledwie 1,3 proc., inflacja wzrosła do najwyższego w UE poziomu 8,4 proc., rosło też bezrobocie i zadłużenie zagraniczne. Z powodu inflacji ludzie masowo zaciągali kredyty bankowe w obcych walutach, a banki tych pożyczek chętnie udzielały. Szacuje się, że ponad 60 proc. kredytów na zakup mieszkań i samochodów stanowiły kredyty w innych walutach. Popyt na te waluty doprowadził do wzrostu zadłużenia zagranicznego do poziomu niemal 100 mld euro. Jednocześnie następuje dalszy spadek wartości waluty krajowej. W ciągu zaledwie kilku tygodni forint stracił na wartości około 40 proc. – Upadek forinta może doprowadzić do wzrostu inflacji nawet do poziomu 20–30 proc. – ostrzega węgierski premier, choć to również on i jego polityka, a nie tylko światowy kryzys finansowy doprowadził do obecnej sytuacji. Reakcją rządu na rosnącą inflację było podniesienie stóp procentowych do 11,5 proc., co postawi w jeszcze gorszej sytuacji indywidualnych kredytobiorców. Podwyżka stóp procentowych stała się tym czynnikiem, który wywołał kryzys na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych.
Węgry, jako pierwsze państwo członkowskie UE, znalazły się w sytuacji krajów najniżej rozwiniętych, utrzymywanych przy życiu za pomocą wsparcia finansowego z zagranicy. Unia, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy zaoferowały Węgrom pomoc finansową rzędu 25 miliardów dolarów. Wsparcie to obwarowane jest jednak określonymi warunkami i wymaganiami. MFW starym zwyczajem zwraca uwagę na konieczność dalszego – w dodatku natychmiastowego – ograniczenia wydatków publicznych i zmniejszenia deficytu budżetowego. Realizując dyrektywy Funduszu rząd doprowadził do zwolnień i redukcji płac w sektorze publicznym, m.in. poprzez likwidację tzw. 13 pensji. Nic dziwnego, że przed siedziba rządu demonstrowało kilkanaście tysięcy osób.
Kolejnym krajem ratowanym za pomocą kredytów MFW jest Łotwa, której przyznano pożyczkę na sumę 2,35 mld dol. A jeszcze do niedawna kraj ten uchodził za ekonomicznego tygrysa Europy. W latach 2005–2007 tempo wzrostu gospodarczego przekraczało 10 proc. Równocześnie jednak pogłębiała się nierównowaga w bilansie płatniczym z zagranicą, w szybkim tempie malały rezerwy dewizowe, inflacja przekroczyła poziom 15 proc., a miejscowa waluta stale traciła na wartości. I tak „nieoczekiwanie” Łotwę dotknął kryzys finansowy, który spowodował, iż w ubiegłym roku nastąpił spadek PKB o 2 proc., a w ostatnim kwartale nawet o 10,5 proc. W podobnej sytuacji znalazła się Estonia, gdzie w czwartym kwartale 2008 r. PKB skurczył się o 9,4 proc., podczas gdy w 2006 r. zanotowano wzrost na poziomie 11,4 proc.
Kredyt w kwocie 530 mln dol. ma również otrzymać Serbia. Pożyczka ta ma zostać przeznaczona na wsparcie rządowego programu utrzymania stabilizacji finansowej, m.in. przez trzymanie w ryzach deficytu budżetowego. Jednakże, w odróżnieniu od innych kredytobiorców, władze Serbii traktują porozumienie z MFW jako wstępne i nie zamierzają wystąpić o uruchomienie pożyczki dopóki nie zaistnieje rzeczywista potrzeba. Niewykluczone natomiast, że o kredyt z Funduszu zabiegać będzie przeżywająca poważne trudności Chorwacja. Zadłużenie zagraniczne doszło już do 88 proc. PKB, inflacja wzrosła do najwyższego od 1990 r. poziomu – 6 proc. Gospodarka kraju jest mocno zależna od kapitału zagranicznego. Dwa czołowe banki włoskie Unicredito i Intesa kontrolują 60–65 proc. chorwackiego systemu bankowego. Jak na razie, Chorwacja nie wystąpiła o wsparcie MFW, zwróciła się natomiast do Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju o kredyt 400 milionów euro na rozwój przedsiębiorczości, rolnictwa i turystyki. – Chorwacja do chwili obecnej dobrze radzi sobie kryzysem – optymistycznie twierdzi premier Ivo Sanader.
Komuniści wobec kryzysu
Ze wsparcia ze strony MFW korzysta również Ukraina. Fundusz przyznał jej pożyczkę w wysokości 16,4 mld dol. natychmiast po tym, kiedy parlament w Kijowie zatwierdził tzw. plan ratunkowy zgodny z wymogami MFW. Plan ten przewiduje dalszą prywatyzację, z której dochody mają tworzyć tzw. Fundusz stabilizacyjny. Środki z tego funduszu nie będą jednak służyły wspomaganiu biedniejących i tracących swe oszczędności w bankach obywateli, lecz kredytowaniu banków oraz wspieraniu prywatnego biznesu. Ze środków tych państwo będzie też mogło kupować akcje borykających się z trudnościami banków. Zlekceważeni przez rząd obywatele wyszli w styczniu br. na ulice Kijowa domagając się nie tylko zwrotu swoich pieniędzy ulokowanych w bankach, lecz także ustąpienia prezydenta Wiktora Juszczenki. Ukraiński bank centralny nakazał ośmiu bankom wstrzymanie wypłat z kont indywidualnych na okres sześciu miesięcy. Nie chcemy kredytowego niewolnictwa – głosił napis na jednym z transparentów niesionych podczas protestacyjnej manifestacji.
Alternatywny wobec rządowego program walki z kryzysem przedstawiła opozycyjna Komunistyczna Partia Ukrainy. Propozycje komunistów obejmują m.in. odebranie przedsiębiorstw tym właścicielom, którzy nie potrafią nimi zarządzać, zwalniają pracowników i przekazują środki do banków zagranicznych. Przedsiębiorstwa te powinny zostać przekazane kolektywom pracowniczym, co doprowadzi do zachowania miejsc pracy, utrzymania w kraju środków finansowych i poprawy zaopatrzenia rynku wewnętrznego. KPU proponuje też, aby przedsiębiorstwa korzystały z kredytów przyznawanych bezposrednio przez bank narodowy, a nie za pośrednictwem zadłużonych na ponad 100 miliardów dolarów banków handlowych. KPU ma też całkowicie odrębną koncepcję tworzenia wspomnianego już funduszu stabiliazcyjnego. Źródłem jego zasilania byłyby środki uzyskane z eksportu zboża, którego zbiory były ostanio bardzo wysokie. W tym celu państwo musiałoby odzyskać monopol na jego wywóz. Komuniści postulują też wprowadzenie przepisów prawnych, które zmusiłyby oligarchów do zwrotu pieniędzy wyprowadzonych z kraju i ulokowanych w zagranicznych bankach.
KPU jest przeciwna wstępowaniu Ukrainy do Światowej Organizacji Handlu, postulując w zamian przyłączenie się do jednolitego obszaru gospodarczego tworzonego przez Rosję, Białoruś i Kazachstan. Podobny punt widzenia prezentuje również Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej, która również wypracowała własny plan antykryzysowy. Rosyjscy komuniści są za ściślejszą integracją gospodarczą z byłymi republikami radzieckimi oraz za rozszerzeniem współpracy z krajami azjatyckimi. Są też zwolennikami daleko posuniętego inerwencjonizmu państwowego. Proponują stworzenie państwowego systemu bankowego, umożliwiającego inwestowanie w podstawowe działy gospodarki narodowej, wprowadzenie bezpośredniej kontroli państwa nad rynkiem finansowym, udostępnienie tanich kredytów zakładom przemysłowym, udzielanie maksymalnej pomocy finansowej drobnym przedsiębiorcom, wprowadzenie progresywnego podatku od zysków nadzwyczajnych przy jednoczesnym obniżeniu podatków od środków trwałych, wprowadzenie ulg inwestycyjnych od podatku z zysku. Ponadto postulują m.in. zamrożenie cen na artykuły pierwszej potrzeby i opłat za korzystanie ze źródeł energii, pobudzanie popytu drogą wzrostu płac i zasiłków socjalnych, a także ograniczenie rozpiętości płac między kadrą kierowniczą a szeregowymi pracownikami w stosunku 1:7.
Są to niewątpliwie propozycje daleko idące, lecz równie daleko zaszedł kryzys w samej Rosji. W ciągu zaledwie jednego miesiąca – stycznia produkcja przemysłowa zmniejszyła się o 19,9 proc., w przemyśle przetwórczym spadek ten wyniósł aż 32,7 proc. O niemal 10 proc. zmalały rezerwy dewizowe, co nie wynika wyłącznie ze spadku światowych cen ropy naftowej. Wartość rubla spadła o ponad 1/3, a na ratowanie jego kursu Bank Rosji przeznacza tygodniowo kwotę 9–10 miliardów dolarów. Jak widać, na kryzysie najmniej tracą – i to nie tylko w Rosji – wspomagane przez państwo instytucje finansowe. Nieźle też, mimo kryzysu powodzi się ludziom bogatym. Widać to choćby na przykładzie Moskwy, gdzie stosunek dochodów 10 proc. najbogatszych do 10 proc. najbiedniejszych kształtuje się w proporcji 42:1. Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.
Artykuł ukazał się pierwotnie w "Trybunie Robotniczej" Przedruk za zgodą redakcji. |