|
Uporanie się z kwestią narkohandlu to nie będzie kwestia miesięcy, roku, czy dwóch lat. Nawet przy sprzyjających warunkach będzie to długi i ciężki proces, który nie zakończy się wraz z kadencją prezydentów Calderona i Obamy. REKLAMA
Strona 1 z 4 Prognoza Dowództwa Zjednoczonych Sił Stanów Zjednoczonych z listopada 2008 r. wśród dwóch krajów najbardziej zagrożonych nagłym upadkiem obok Pakistanu umieszcza Meksyk [1]. Grudniowe memo z podróży badawczej do Meksyku gen. Barry’ego McCaffrey’a, doradcy ds. narkotyków w administracji Clintona ostrzega, że w najbliższych latach „kartele narkotykowe mogą przytłoczyć instytucje państwa i ustanowić de facto kontrolę nad rozległymi obszarami północnego Meksyku” [2]. Czy naprawdę państwu meksykańskiemu grozi upadek?
Meksyk to studziesięciomilionowe państwo o powierzchni niemal 2 milionów km2. Zajmuje jedenaste miejsce wśród najpotężniejszych gospodarek świata [3]. Obok Brazylii to największe mocarstwo regionalne Ameryki Łacińskiej. Jak to możliwe, że kraj o takim potencjale jest uznawany za zagrożony upadkiem?
Oaza spokoju w burzliwej Ameryce Łacińskiej
Do stosunkowo niedawnych czasów to, co wyróżniało Meksyk spośród pozostałych krajów latynoamerykańskich, to stabilizacja. Jest to jedyny kraj regionu, w którym niemal nieprzerwanie od 1911 r. funkcjonuje system parlamentarny, prezydenci wybierani są tylko na jedną kadencję, a w drugiej połowie XX w. nie miał miejsca żaden zamach stanu [4]. W obliczu dziesiątków coups d'état, rządów junt wojskowych i caudillos właściwych dla Ameryki Łacińskiej – Meksyk jest wyjątkiem. Geneza takiego stanu rzeczy tkwi w krwawej Rewolucji Meksykańskiej z początków XX w., której efektem było stworzenie jednej, państwowej Partii Rewolucyjno- Instytucjonalnej (Partido Revolucionario-Institucional – PRI) jednoczącej pod swym sztandarem niemal wszystkie klasy i grupy społeczne. „Władza PRI była ideową miksturą wszystkiego ze wszystkim: nacjonalizmu (antyjankesizmu), socjalizmu, ideologii ludowych, ale własnej, oryginalnej ideologii nigdy nie stworzyła. Wystarczyły niekontrolowana władza i kasa” [5]. Szybko niemożliwe stało się odróżnienie administracji partyjnej od państwowej, partia i państwo stały się jednym. Po kilku dekadach stabilizacji okazało się jednak, że gospodarka jest słaba, a państwo jest trawione przez narkohandel, przemoc i korupcję.
Czas zmian
Problemy uwidoczniły się, kiedy na początku lat 80. XX w. Amerykę Łacińską dotknął kryzys gospodarczy. Okazało się wówczas, iż państwo rządzone przez PRI jest niewydolne. W 1988 r. prezydentem Meksyku został Carlos Salinas de Gortari, który rozpoczął otwieranie kraju na świat. To on, po wielu latach przełamał schemat postrzegania Stanów Zjednoczonych jako imperialistycznego wroga i dostrzegł w północnym sąsiedzie potencjalnego partnera oraz źródło pomocy. Efektem tego było stworzenie Wolnego Rynku Ameryki Północnej, czyli organizacji NAFTA, grupującej Meksyk, Stany Zjednoczone i Kanadę. Jej celem było przeniesienie ram instytucjonalnych demokracji oraz stabilizacji gospodarczej z ziemi amerykańskiej na grunt meksykański. Wejście w życie umowy o NAFTA z początkiem 1994 r. było ukoronowaniem dążeń do otwarcia gospodarki meksykańskiej [6].
Przypieczętowaniem zmian politycznych był rok 2000, kiedy to przełamany został ponad siedemdziesięcioletni monopol PRI na władzę. Prezydentem kraju został wybrany przedstawiciel opozycyjnej, prawicowej Partii Akcji Narodowej (PAN – Partido de Acción Nacional), Vincente Fox, który przystąpił do przebudowy państwa na wielu frontach, w tym do aktywnej walki z narkobiznesem. W grudniu 2006 r. miejsce Foxa zajął kolejny przedstawiciel PAN, obecny prezydent, Felipe Calderón.
Problem Indian
Ludność indiańska, szczególnie liczna w południowym Meksyku, choć teoretycznie równa reszcie społeczeństwa, przez wieki była wykorzystywana oraz ekonomicznie i politycznie podporządkowana lokalnym władzom lub posiadaczom wielkich majątków ziemskich. „Chiapas, podobnie jak sąsiednie stany Oaxaca, Hidalgo, Guerero, były prywatnymi folwarkami mafijnych kacyków. (…) Rewolucja z początku XX wieku nie dotarła do Indian. Biali chłopi dostali ziemie, chłopi-Indianie – nie. Oligarchów i chłopów dzieliła przepaść. Białych chłopów i chłopów- Indian – przepaść następna” [7]. Z początkiem 1994 r. Indianie w stanie Chiapas zbrojnie zbuntowali się przeciwko takiemu stanowi rzeczy ogłaszając się Zapatystowską Armią Wyzwolenia Narodowego (EZLN, Ejército Zapatista de Liberación Nacional). Z czasem oprócz postulatów odnoszących się do praw i autonomii Indian dołączali kolejne, w tym walkę z globalizacją i kapitalizmem. W 1996 r. podpisano porozumienie (tzw. układy z San Andres), zgodnie z którym Indianie uzyskali znaczną autonomię. Rząd jednak ich zdaniem nie wypełniał postanowień układów, co doprowadzało (i ciągle doprowadza) do niepokojów w tamtym regionie. Mimo licznych prób porozumienia, nie udało się dotychczas rozwiązać problemu.
Sytuacja w południowych stanach Meksyku daleka jest do klarownej - część tamtejszych obszarów nie podlega władzy rządu, lecz jest kontrolowana przez EZLN. Po dziś dzień Indianie żyją tam we wspólnotach plemiennych, pozbawieni podstawowych środków do godnej egzystencji, co stanowi potencjalne ognisko zapalne kolejnego buntu wobec polityki władz.
Gospodarka: powolny, lecz stabilny rozwój
Z PKB wielkości prawie 1,6 biliona USD Meksyk jest jedenastą gospodarką świata i po Brazylii najsilniejszą spośród wszystkich krajów latynoamerykańskich. PKB per capita wynosi 14 400 USD, co stawia kraj na 82. pozycji na świecie, za np. Polską (71.), a przed Turcją (89.).
Bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie (4%). O sile oraz potencjale gospodarki meksykańskiej mówią ponadto potężne zasoby ropy naftowej (17. na świecie) i olbrzymia jej produkcja (6. miejsce na świecie). Jest jednak również druga strona sytuacji ekonomicznej Meksyku.
Znaczące są różnice dochodów i poziomu życia: jeszcze w 2002 r. najzamożniejsze 10% społeczeństwa stanowiło źródło 36% PKB, a najbiedniejsze 20% zaledwie 4% PKB [8]. Dług zagraniczny (182 miliardy USD) zamiast spadać, w ciągu ostatnich 8 lat wzrósł o 30 miliardów USD. Do wad trzeba zaliczyć również silne uzależnienie kondycji państwa od dwóch czynników: sprzedaży ropy naftowej oraz licznej emigracji.
Po pierwsze, Meksyk ma wąską, w porównaniu z krajami o podobnym stopniu bogactwa, podstawę dochodów, gdzie aż 6-8% PKB pochodzi ze sprzedaży ropy.
Po drugie, w Stanach Zjednoczonych żyje obecnie 10% populacji urodzonej w Meksyku. Masowy odpływ ludności za granicę (sięgający nawet 500 000 osób rocznie) nie tylko znacząco zmniejszył bezrobocie, ale przesyłane przez emigrantów pieniądze są istotnym źródłem dochodów wielu gospodarstw domowych na południe od Rio Grande. Te dwa czynniki pozwoliły Meksykowi powoli rozwijać się bez potrzeby wprowadzenia poważnych i czasem bolesnych reform. Na dłuższą metę jednak może się to okazać zgubne, zwłaszcza w dobie kryzysu, kiedy cena ropy spada, a emigracja i znalezienie pracy w Stanach Zjednoczonych stają się coraz trudniejsze [9].
Wzrost PKB na poziomie ok. 3% na przestrzeni ostatniej dekady jest skromnym osiągnięciem (szczególnie wziąwszy pod uwagę dynamiczny rozkwit regionu w tym okresie), zapewnia jednak stały, choć powolny rozwój gospodarczy kraju [10]. Jaki obraz Meksyku wyłania się z powyższych danych? Joydeep Mukherji z Center for Hemispheric Policy na Uniwersytecie w Miami mówi o solidnych podstawach makroekonomicznych i słabych filarach mikroekonomicznych. Podkreśla, że „niektóre sektory gospodarki meksykańskiej są konkurencyjne i dynamiczne, dzięki imponującym reformom ostatnich dekad, które dokonały otwarcia na handel i inwestycje. Inne sektory jednakże cierpią z powodu słabej konkurencyjności, co wynika z dziedzictwa korporacyjnej gospodarki i modelu politycznego, które panowały przez większość XX w.” [11].
|