Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Styl Książka Bernard Cornwell: Hellequin. Jeźdźcy z piekieł

Bernard Cornwell: Hellequin. Jeźdźcy z piekieł


30 kwiecień 2009
A A A

„Hellequin” powinno się stawiać jako wzór literatury przygodowej. Nie jest to co prawda powieść za którą dostaje się Nobla, ale czyta się ją naprawdę znakomicie.

 

„Hellequin” stanowi pierwszą część trylogii Bernarda Cornwella, której akcja toczy się w czasach późnego średniowiecza. Fabuła powieści krąży wokół losów Thomasa z Hookton - młodego chłopaka, który wiedziony żądzą zemsty za śmierć zamordowanej przez Francuzów rodziny zaciąga się w szeregi angielskich łuczników walczących na polach wojny stuletniej.

W „Hellequinie” fikcyjne wydarzenia i postacie przeplątają się z tymi jak najbardziej historycznymi. Ukoronowaniem jest natomiast plastyczny opis bitwy pod Crécy, w trakcie której angielscy łucznicy zmasakrowali francuskie rycerstwo. Obok najrozmaitszych bitewnych i niebitewnych przygód na losy głównego bohatera cieniem kładzie się historia  legendarnego Świętego Graala, z którego tajemnicą związany jest jego ród.

„Hellequin” wciągnął mnie do tego stopnia, że przeczytałem go bodajże w dwie noce. Mogę więc z czystym sumieniem polecić go jako znakomitą powieść historyczną o wartkiej i momentami zaskakującej fabule. „Hellequin” dobrze oddaje niejednoznaczność wojny stuletniej, w której rycerska szlachetność przeplatała się z najprymitywniejszym bestialstwem, a czarno-biały podział na „dobrych” i „złych” nie miał zupełnie zastosowania. I mimo, iż autor nie unika pewnej gloryfikacji angielskiego oręża to nie ukrywa, że wojna stuletnia była de facto masową rzezią w imię ambicji monarchów, a dla większości jej szeregowych uczestników mord i gwałt był jedynie zawodem, którego wykonywaniu nie towarzyszyła głębsza refleksja. „Hellequin” znakomicie uzupełnia też umieszczona na końcu nota historyczna, która pozwala pokrótce poznać najważniejsze zawiłości wojny stuletniej i porównać historyczną prawdę z zawartą w powieści fikcją.

Ta entuzjastyczna recenzja nie oznacza rzecz jasna, że „Hellequin” powinno się mierzyć tą samą miarą co klasykę literatury - to bardziej liga „Kodu Leonarda da Vinci” niż np. „Imienia Róży”.  Postacie i intryga, choć wciągające, nie są bowiem zbytnio oryginalne, a i głębszej refleksji trudno się w tej powieści doszukiwać. Również jeśli chodzi o oddanie klimatu średniowiecza czytałem już książki nieco bardziej przekonujące. Nie zmienia to jednak faktu, że „Hellequin” stanowi znakomity przykład literatury przygodowej. Ta książka nie miała zdobyć autorowi Nobla, lecz usatysfakcjonować czytelnika – i zadanie to spełnia w 100 procentach.