|
Według danych Parlamentu 15% polskiego społeczeństwa deklaruje zdecydowany zamiar głosowania w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego. Czy to Pana martwi? REKLAMA
Strona 1 z 2  Janusz Onyszkiewicz,http://www.januszonyszkiewicz.pl/ Martwi mnie to chociażby z tego względu, że poprzednim razem frekwencja też była niska, ale jednak nieco ponad dwadzieścia procent. Mam nadzieję, że kiedy ruszy kampania wyborcza i Parlament Europejski stanie się nieco bardziej znany, to ten odsetek wzrośnie. Boję się o tę frekwencję, bo nie chciałbym, żebyśmy byli postrzegani jako kraj, w którym społeczeństwo niby jest za Unią Europejską, ale widać wyraźnie, że się nie chce bardziej angażować w sprawy tak ważnej instytucji jaką jest Parlament Europejski.Skąd ta niechęć? Myślę, że w dużej mierze z niedoinformowania, a także z tego, że Parlament Europejski nie jest postrzegany jako miejsce, gdzie są podejmowane bardzo ważne decyzje dla naszego i wszystkich innych krajów członkowskich. Nie ma świadomości, że około siedemdziesięciu procent prawa obowiązującego w Polsce jest prawem stanowionym właśnie w Brukseli, a więc przede wszystkim w Parlamencie. W związku z tym Parlament jest postrzegany jako klub dyskusyjny, w którym się dużo mówi i kosztuje dużo pieniędzy, ale oprócz tego nie ma właściwie żadnego wpływu na nic. Jednocześnie w tych samych badaniach 85% polskich obywateli - respondentów mówi, że zna Parlament Europejski, który jest więc najbardziej rozpoznawalną instytucją Wspólnot, przed Komisją i Radą. Może to znaczy, że ludzie Parlament znają, a mimo to świadomie nie głosują? Myślę, że ludzie znają, ale „turystycznie”. Wszyscy znają katedrę Notre Damme w Paryżu, ale to nie znaczy, że wszyscy są katolikami i chodzą do kościoła. Być może tak też jest w tym przypadku. Parlament Europejski jest najbardziej otwartą instytucją europejską. Obrady Komisji czy Rady nie są przecież publiczne. Trudno zwiedzić Komisję czy Radę, zresztą nie bardzo wiadomo co tam można by właściwie oglądać, poza pomieszczeniami. Natomiast w Parlamencie coś się jednak dzieje. W związku z tym jest to turystycznie rzecz biorąc bardziej atrakcyjne miejsce. Większość respondentów chciałaby, żeby Parlament zajął się wzrostem gospodarczym oraz walką z bezrobociem. I tu zaczynają się problemy bo jest tylko on częścią specyficznej struktury instytucjonalnej wspólnot Unii Europejskiej: z własnej inicjatywy nie może uchwalić prawa, musi zaczekać na inicjatywę Komisji, a później współdziałać z Radą. Czy takie rozbudzenie oczekiwań wobec Parlamentu, które będzie miało teraz miejsce podczas kampanii, nie jest niebezpieczne? Czy Parlament będzie w stanie im sprostać? Oczywiście, że jest o tyle niebezpieczne, że akurat w sprawie walki z bezrobociem czy w sprawie zażegnania niebezpieczeństwom związanym z kryzysem gospodarczym Unia Europejska, jako całość ma bardzo ograniczone możliwości działania, dlatego że ogromna ilość spraw jest w gruncie rzeczy w rękach rządów narodowych. Myślę, że tych spraw pozostawionych w gestii narodowej jest zbyt dużo, ale niewątpliwie duża część w takiej gestii pozostać powinna. Unia Europejska nie powinna zmierzać, i zresztą nie zmierza, w stronę państwa federalnego. Myślę, że modelem Unii Europejskiej jest to, o czym wspomniał Tony Blair, mianowicie że Unia powinna być supermocarstwem, ale nie superpaństwem. Czy można jednocześnie zjeść jabłko i mieć jabłko, czyli czy można zachować obecną strukturę organizacji i jednocześnie mieć wysoką frekwencję w wyborach bezpośrednich? Co jest ważniejsze, czy zachowanie tej struktury, czy frekwencja? Bo wydaje się, że mielibyśmy wysoką frekwencję gdyby Unia stała się federacją. Parlament byłby wtedy rzeczywiście blisko ludzi, mógłby uchwalić każde prawo. Otóż to prawda, ale nie sądzę żeby ludzie wtedy byli zainteresowani uczestnictwem w tych wyborach, dlatego że mieliby świadomość, że wybieramy około siedmiu procent posłów do Parlamentu Europejskiego. W związku z tym siłą wyłącznie polskich głosów, nawet gdyby te wszystkie głosy były wykorzystywane w ten sam sposób i ułożyły się w harmonijną całość, niczego by się nie przeważyło. Myślę, że dobrym argumentem jest fakt, że w Parlamencie Europejskim liczy się nie tylko, a może nawet nie przede wszystkim ilość posłów, ale ich jakość. W Parlamencie Europejskim głosuje się nie według klucza narodowego, takie głosowania zdarzają się niezwykle rzadko, lecz według klucza politycznego. Otóż według statystyki prowadzonej w oparciu o głosowania w sprawach ważnych, a więc tych rejestrowanych elektronicznie, zgodność głosowania poszczególnych posłów ze stanowiskiem przyjętym przez grupę polityczną sięga dziewięćdziesięciu procent. W związku z tym ważne jest jak głosują grupy polityczne. Z wyjątkiem małej i pozbawionej większego znaczenia Unii Na Rzecz Europy Narodów, żaden kraj nie ma w grupach politycznych przewagi. W każdej grupie politycznej trzeba mieć na tyle dużą siłę argumentacji i autorytet osobisty, żeby tą grupę do jakiegoś stanowiska przekonać. Wtedy cała ta grupa głosuje tak, jak by się chciało i to daje dobre efekty. Czyli ważna jest jakość posłów, którzy będą w tym skomplikowanym układzie instytucjonalnym potrafili sprawnie się poruszać. Ja jednak powtórzę - czy frekwencja jest celem samym w sobie? Czy Unia Europejska powinna jako jeden z celów wyznaczyć sobie zlikwidowanie deficytu demokratycznego i doprowadzenie do takiej reformy instytucji, że zamiast czterdziestu kilku procent średnio w Unii Europejskiej będzie głosowało w wyborach do Parlamentu siedemdziesiąt procent, tak jak było to na początku? Myślę, że frekwencja nie jest celem samym w sobie. Celem oczywiście powinna być mocniejsza, sprawniejsza Unia. Unia która będzie w stanie realizować wielkie zadania, zapewniać rozwój i bezpieczeństwo wszystkich swoich obywateli. Gdybyśmy zrobili ogólnoeuropejskie referendum w jakiejś sprawie dotykającej naszego codziennego życia , to może by wszyscy do tych urn poszli, ale tak przecież nie można wszystkiego rozstrzygać. Musimy sie oprzec na modelu demokracji przedstawicielskiej,a więc na modelu stosowanym we wszystkich wiekszych krajach demokratycznych. Myślę, że trzeba raczej uświadamiać ludziom znaczenie Unii Europejskiej, a w szczególności Parlamentu Europejskiego i w ten sposób zwiększyć partycypację ludzi we władzy i ich udział w wyborach.
|