W samym Parlamencie Europejskim głosy krytyczne na temat tego gremium i samej Unii. Jestem ciekaw, jaka jest Pana ocena, po pięcioletnim pobycie w Parlamencie?
Jestem dość krytyczny wobec Parlamentu z różnych powodów. Gdyby to ode mnie zależało wiele zmieniłbym w jego funkcjonowaniu, bo tu się marnuje sporo pieniędzy. REKLAMA
Strona 1 z 2 Jak w takim razie zmieniłby Pan Parlament?
Od dawna posłowie postulują, aby zrezygnować z ciągłego przemieszczania się ze Strasburga do Brukseli i z powrotem, co pochłania zdaje się około 200 milionów Euro rocznie i w najwyższym stopniu bulwersuje wyborców. Jest to pierwsza rzecz, jaką należy zmienić i nie wymaga to burzenia instytucji, tylko zmiany traktatu i zgody Francji. Myślę także, że Parlament zajmuje się wszystkim, a wobec tego niczym do końca dobrze, a powinien zajmować się pewnym wycinkiem spraw, unijnych przede wszystkim, w sposób znacznie bardziej skupiony i rozsądny, dlatego że tutaj dyskutujemy o sprawozdaniach na tematy tak księżycowe, że właściwie nikogo one nie obchodzą i niczego nie zmieniają. Nie ma najmniejszego powodu, żeby Parlament debatował trzy, cztery czy pięć razy w ostatniej kadencji na temat równouprawnienia w kontekście małżeństw homoseksualnych i homofobii. To jest zupełny absurd, dlatego że jest to temat marginalny, istnieją kodeksy karne i w zapisy w konstytucjach państw członkowkich o prawach człowieka. Karta Praw Podstawowych jest moim zdaniem absolutnym kuriozum, bo ona rozszerza prawa człowieka na sfery które do tej pory regulowano na zasadzie moralności i przyzwoitości.
Na przykład?
Na przykład prawo wszystkich do wszystkiego, a zwłaszcza przeciwdziałanie rzekomej dyskryminacji, na przykład w przypadku parad homoseksualistów. Obrona minimum intymności do nie dyskryminacja. W Karcie Praw Podstawowych jest zapis, że nie można dyskryminować poglądów politycznych i wszelkich innych. Jest to formuła doskonale gumowa, przypominająca wręcz prawa komunistyczne. To nic nie znaczy. Wobec tego może znaczyć wszystko i tylko zależy od tego, kto będzie miał władzę, żeby to wyegzekwować. To nie jest prawo. W Parlamencie obserwujemy debaty o sporym ciężarze gatunkowym, ale wypowiadane jest także mnóstwo głupstw, jak w londyńskim Hyde Parku. Na mój gust tego Hyde Parku jest w Parlamencie Europejskim za dużo.
Jak z tym walczyć? Czy ograniczyć możliwość debaty do tych tematów, w których Unia ma kompetencje?
To jest w ogóle pytanie o demokację. Myślę, że powinno się regulaminowo stwierdzać, że ten temat można podejmować, bo on leży w kompetencjach Unii, a tamten nie leży i szkoda gadania. Tak, jak mamy regulamin, który porządkuje kto i ile dostaje minut i jak wyglądają debaty, tak i ta kwestia powinna być regulowana.
Czy to nie odsunęłoby tej instytucji jeszcze dalej od obywateli?
W kompetencjach Unii jest, cokolwiek by to nie znaczyło, wspólna polityka zagraniczna i wspólna polityka wewnętrzna. Pytanie tylko jaki jest zakres, jakie sprawy mogą być przedmiotem konsensusu, czy głosownia większościowego itd. Tutaj jest jeszcze całe pole nie do końca rozstrzygnięte i nad którym warto debatować. Natomiast to się zamienia często na debaty niebędące przedmiotem kompetencji Parlamentu.
To na pewno nie zachęci osoby niezdecydowanej do głosowania w nadchodzących wyborach.
Natomiast powinno to zachęcić do głosowania osoby które uważają, że to należy zmienić. Mamy do czynienia z pewną rzeczywistością. Jest Parlament Europejski, są wybory i żyjemy w takim świecie w jakim żyjemy. Gdybym ubiegał się teraz o mandat, powiedziałbym tak: głosujcie na mnie, ponieważ uważam, że pewne rzeczy należy zmieniać.
Przecież rola Parlamentu jest określona w Traktatach i nie może on się sam zreformować.
To nie jest do końca prawda. Te kompetencje, które Parlament ma na mocy Traktatów są naginane, czy można powiedzieć rozdymane przez posłów, którzy wywierają ogromną presję na szefów swoich grup, żeby zwiększać rolę Parlamentu Europejskiego. Zresztą ambicją niektórych grup jest zwiększanie tej roli. Bardzo często słyszy się , że my, posłowie do Parlamentu Europejskiego jesteśmy jedynymi, demokratycznie wybranymi przedstawicielami narodów europejskich. Tak jakby rządy nie pochodziły z demokratycznych wyborów. Ja jestem za tym, żeby Rada miała swoje kompetencje, Parlament swoje i Pralament nie powinien prężyć muskułów, żeby zawłaszczać kompetencje, które do niego nie należą. Tak jak się stało na początku tej kadencji z komisarzem Rocco Buttiglione. To było w gruncie rzeczy pogwałcenie kompetencji Parlamentu, który nie miał prawa recenzować jednego komisarza i wymuszać zmianę na przewodniczącym komisji. Mógł tylko odrzucić albo przyjąć całą komisję, to jest zapisane w traktatach i tak należy postępować. Gdybym miał namawiać wyborców to powiedziałbym, że trzeba wybrać takich ludzi, którzy na coś takiego powiedzą nie. Ja byłem przeciwko temu, żeby komisarza Buttiglione nie dopuścić dlatego, że to było pogwałcenie traktatów w sprawie kompetencji Parlamentu Europejskiego.
Co Pan myśli o kampani wyborczej przygotowanej przez Parlament Europejski? Będzie ona pokazywała alternatywy w dziedzinie energetyki, granic, czy chcemy Unii otwartej czy zamkniętej, poszerzonej czy nieposzerzonej. Czy to w ogóle zachęca? Przecież Parlament nie ma szerokich kompetencji w tych dziedzinach.
To jest to, o czym wcześniej już mówiłem. Parlament pręży muskuły, żeby pokazać że jest ważniejszy niż naprawdę jest i trochę oszukuje wyborców, ale uważam że wyjściem nie jest absencja, tylko wręcz przeciwnie.
|