Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Bogdan Pliszka: To już jest koniec?


28 maj 2009
A A A

Parę tygodni temu prezydent Rosji, Miedwiediew ogłosił zakończenie „operacji antyterrorystycznej” w Czeczenii. Sytuacja w regionie daleka jest jednak od normalności.

Parę tygodni temu prezydent Rosji, Miedwiediew ogłosił zakończenie „operacji antyterrorystycznej” w Czeczenii i wycofanie z tego państwa jednostek regularnych armii federalnej i wojsk wewnętrznych. Od tej pory w Republice mają stacjonować tylko jednostki wojsk pogranicznych, co jednak biorąc pod uwagę granicę gruzińsko – rosyjską w Kaukazie, nie stanowi niczego nadzwyczajnego. Przy okazji, Moskwa odtrąbiła swój pełny sukces w konflikcie czeczeńskim. Terroryści zostali więc pobici, a w Groznym zapanował spokój i porządek.

Kiedy upadał Związek Sowiecki, prezydent Gorbaczow, zachęcał poszczególne republiki wchodzące w skład tego państwa „bierzcie tyle władzy ile zdołacie unieść”, a finał tego apelu był taki, że państwo sowieckie zaczęło się rozpadać.

Jednym z obszarów, który zdecydował się na wzięcie pełnej odpowiedzialności za swój los była Czeczenia. Na jej czele stanął były (?) generał sowieckiego lotnictwa strategicznego Dżochar Dudajew. 6 września 1991 roku, korzystając z zamieszania wywołanego upadkiem puczu Janajewa   obalił promoskiewskie władze Czeczenii i przejął władzę w republice. 27 października 1991 roku został wybrany na prezydenta w wyborach ocenianych przez obserwatorów jako „niecałkiem wolne” - głosił, iż uczyni Czeczenię „drugim Kuwejtem”. 1 listopada 1991 roku ogłosił niepodległość republiki.

Dudajew od samego początku zabiegał o międzynarodowe uznanie niepodległej Czeczenii. Efekt był dość mizerny; jedynym państwem, które uznało niepodległość Czeczeńskiej Republiki Iczkerii była, rządzona w tym czasie przez Zwiada Gamsahurdię, Gruzja.

Rosja kilkakrotnie organizowała bezskuteczne działania militarne przeciwko Dudajewowi oraz nieudane zamachy na jego życie, m.in.:

  1. listopad  1991 - interwencja rosyjskich komandosów,
  2. marzec  1992 - czeczeńskie radio i telewizja chwilowo opanowane przez siły prorosyjskie,
  3. maj 1993 - pierwszy zamach,
  4. maj  1994 - drugi zamach,
  5. wrzesień 1994  - atak wojsk rosyjskich na główne czeczeńskie lotnisko,
  6. październik 1994  - szturm prorosyjskiej grupy czeczeńskich opozycjonistów,
  7. listopad 1994  - atak grupy rosyjskich najemników i czeczeńskich opozycjonistów.

Wobec niepowodzeń działań „podjazdowych” Rosja zdecydowała się na jawną interwencję zbrojną. 11 grudnia 1994 roku do Czeczenii wkroczyły wojska rosyjskie. Przewaga Rosjan była miażdżąca, mimo tego – i mimo ostatecznego zwycięstwa – armia rosyjska poniosła szereg upokarzających porażek, z których najbardziej spektakularną była klęska rosyjskich sił pancernych szturmujących Grozny dla... uczczenia Nowego Roku i urodzin ministra Pawła Graczowa (sic!). Ostatecznie Grozny został zdobyty przez jednostki dowodzone przez gen. Lwa Rochlina. Sam generał Rochlin odmówił przyjęcia odznaczenia i tytułu Bohatera Rosji, przyznanego mu z tej okazji uważając, że trudno nazwać zaszczytnym, zwycięstwo nad ludźmi, których Rosja uważała wszak za swoich obywateli. Sam prezydent Dudajew wyrwał się z kotła w Groznym i rozpoczął dowodzenie ruchem partyzanckim na terenie Republiki. Jak często bywa w takich wypadkach, komendanci polowi szybko zrozumieli, że zakres ich władzy znacząco się zwiększył. Efektem tego były wydarzenia, które wstrząsnęły Rosją i jej politycznym kierownictwem; rajd Szmila Basajewa na Budionnowsk czy podobny rajd Salmana Radujewa na Kizliar.

W pierwszym przypadku grupa uzbrojonych po zęby czeczeńskich komandosów, przebranych w rosyjskie mundury wyruszyła z Czeczenii jak konwój wiozący ciała poległych Rosjan. Czeczeni zamierzali dotrzeć do Mineralnych Wód, a stamtąd, wyczarterowanym samolotem do Moskwy, gdzie chcieli uderzyć na Kreml. Do Budionnowska dotarli bez przeszkód, ale tu, już za miastem dowódca posterunku nakazał komandosom powrót do miasta, gdzie w budynku służb MSW trwała właśnie narada. Widząc uzbrojonych ludzi wysiadających z ciężarówki, któryś z rosyjskich milicjantów nie wytrzymał nerwowo i zaczął strzelać. Już w pierwszych minutach walki zginęło 17 osób. To co wydarzyło się później przerosło najczarniejsze scenariusze układane na potrzeby Hollywood. Czeczeni wzięli po drodze kilkuset zakładników, których zapędzili do szpitala, tam wzięli kolejnych zakładników: chorych i praktykantki – studentki medycyny. Rosjanie – o czym się rzadko wspomina – dość szybko przetransportowali do miasta kilkuset czeczeńskich jeńców i zakładników cywilnych, licząc na przeprowadzenie wymiany. Wiele wskazuje na to, że do takiej wymiany mogło dojść, choć oficjalnym warunkiem Czeczenów, postawionym podczas negocjacji, było zawieszenie broni i wycofanie wojsk rosyjskich z Czeczenii. Okazało się jednak, że po stronie rosyjskiej górę wzięły ambicje lokalnych polityków i dowódców wojskowych; 16 czerwca pod osłoną wozów pancernych do szturmu na szpital ruszyli „kozaccy ochotnicy”. Mimo szczerych chęci, trudno nazwać tę bandę szumowin „wojskiem”. Po pięciu godzinach bezładnej strzelaniny „ochotnicy” dali za wygraną, a frontalny atak został zastąpiony działaniami nękającym w postaci ostrzału snajperskiego. I tym razem Kozacy „popisali się” niewyobrażalną głupotą i okrucieństwem, strzelając głównie do...zakładników. I to pomimo faktu, że Czeczeni rozdali im białe flagi, które odróżniać ich miały od bojowników! Ta część akcji w Budionnowsku do dziś jest słabo opisana i niewiele wskazuje na to, by w najbliższym czasie mogło się to zmienić.

Do kolejnego szturmu, który pochłonął życie ok. 100 zakładników, ruszył oddział specnazu „Alfa”. Rosyjskim komandosom udało się nawet zdobyć parter szpitala, z którego jednak po kilku godzinach zostali wyparci. Ofiary były efektem użycia przez Rosjan miotaczy ognia, które żywcem paliły zakładników w niewyobrażalnych męczarniach. Finałem akcji w Budionnowsku było... podpisanie układu pokojowego przez premiera Czernomyrdina i wstrzymanie działań wojennych w Czeczenii. Sam Basajew i jego bojownicy wrócili do Czeczenii wioząc zakładników – ochotników: deputowanych do Dumy i dziennikarzy. Mieszkańcy Czeczenii powitali bojowników jak bohaterów narodowych. Co więcej już po przekroczeniu granicy, część zakładników zdecydowała się nie wracać od razu do Rosji, ale... przyjąć gościnę w rodzinnej wsi Basajewa. Trzeba zresztą dodać, że podejmowano ich zgodnie z najlepszymi tradycjami kaukaskiej gościnności.

Mimo formalnego podpisania, 31 sierpnia 1996 roku zawieszenia broni, wojna bynajmniej się nie skończyła. Co więcej, już wcześniej, bo w kwietniu tego roku został namierzony przez Rosjan i zabity prezydent Dżochar Dudajew. Być może to spowodowało brutalizację działań jego byłych komendantów polowych? Dudajew, absolwent sowieckich akademii wojskowych, był nie tylko doskonałym dowódcą, ale i sprawnym – jak na warunki, w których przyszło mu działać – politykiem. Zapatrzony we wzorce tureckie, chciał budować w Czeczenii świeckie państwo, w którym uprzywilejowaną pozycję miałaby armia. Był zresztą dowodem na to, że rosyjskie/sowieckie akademie wojskowe wypuszczają naprawdę doskonałych dowódców mogących, nawet w niesprzyjających warunkach, toczyć walki z wielokrotnie silniejszym przeciwnikiem...

Jego następcą został Zelimchan Jandarbijew, poeta i, co gorsza, radykalny fundamentalista islamski. To właśnie Jandarbijew doprowadził do sytuacji, w której coraz szerszym strumieniem zaczęli napływać do Czeczenii „ochotnicy islamscy”, którzy nie tylko gotowi byli walczyć przeciwko Rosji, ale co gorsza, zdecydowani byli wprowadzać szariat w samej Czeczenii. Wojna o niepodległość, stawała się konfliktem religijnym, a nawet „zderzeniem cywilizacji” opisanym przez Huntingtona, a wcześniej przez Konecznego. Co więcej, mimo przegranej w wyborach prezydenckich w styczniu'97 roku, Jandarbijew jak najdalszy był od przyjęcia z pokorą ich wyników. Przeciwnie, mając do dyspozycji „islamskie brygady międzynarodowe” przez cały czas spiskował przeciwko nowo wybranemu prezydentowi, Asłanowi Maschadowowi. Trudno zresztą się dziwić, że dla Chattaba i innych weteranów światowego dżihadu, mających doświadczenie zdobyte w Kosowie, Bośni, Sudanie, Palestynie czy Afganistanie, rządy Maschadowa, czeczeńskiego nacjonalisty i byłego oficera Armii Sowieckiej, trąciły bluźnierstwem. Dla nich, stosunkowo umiarkowana, polityka Maschdowa dążącego do ułożenia w miarę normalnych stosunków z Rosją, oznaczała bezrobocie. Najprawdopodobniej z inicjatywy Jandarbijewa, bojówki islamskie wkroczyły w sierpniu 1999 roku do Dagestanu proklamując utworzenie w tej republice państwa islamskiego. Jej przywódcą mianował się Szamil Basajew. To właśnie stało się dla Rosji sygnałem do rozpoczęcia działań zbrojnych nazwanych później II wojną czeczeńską. Nie ujmując Basajewowi odwagi osobistej, trudno nie nazwać go postacią mętną. Wszak w latach 1992-1993 wraz z rosyjskimi i czeczeńskimi ochotnikami walczył przeciwko Gruzji po stronie separatystycznego rządu Abchazji. Był wiceministrem obrony tego rządu, w czym wspierany był przez rosyjski wywiad wojskowy GRU. Szkolił się w obozach wojskowych w Rosji (1992) i paramilitarnych w Afganistanie (1994).

Już po wybuchu II wojny czeczeńskiej, Szamil Basajew stracił stopę na polu minowym. Nie spowodowało to bynajmniej, zaprzestania aktywności bojowej przez bojownika. W 2001 roku stanął na czele oddziałów gotowych toczyć walkę na „dalekich tyłach nieprzyjaciela”, co w tłumaczeniu na język „cywilny” oznaczało Rosję. W 2004 roku, osobiście dowodził szturmem – udanym(!) - na stolicę Inguszetii, Nazrań. W 2005 roku został mianowany przez Doku Umarowa (czwartego prezydenta Iczkerii; którym został po śmierci Chalima Sadułajewa, następcy Asłana Maschadowa. Obaj zostali zabici przez rosyjskie siły specjalne.) wiceprezydentem Czeczenii, w zamian za co miał wyrzec się stosowania terroru. Basajew wziął również na siebie odpowiedzialność za atak islamskiego komanda na szkołę w Biesłanie, ale nie potwierdzają tego żadne źródła niezależne. Szamil Basajew przyznał się również do zamachu na „prezydenta” Czeczenii z nadania Moskwy, Achmada Kadyrowa, zabitego w zamachu na stadionie w Groznym.

Burzliwe życie Szamila Basajewa zakończyło się w nocy z 9 na 10 lica 2006 roku w Inguszetii. Oficjalną przyczyną śmierci był wybuch w ciężarówce prowadzonej przez Basajewa, a przewożącej materiały wybuchowe. Nie udało się potwierdzić tej wersji. II wojna czeczeńska przejdzie zresztą do historii nie tylko z powodu walk frontowych czy partyzanckich. Autorstwo zamachów bombowych w Moskwie czy Wołgodońsku, którymi natychmiast obarczono Czeczenów, budzi wiele wątpliwości. Zamordowany przez FSB, były pułkownik tej służby, Aleksandr Litwinienko, twierdził, ze zostały one przygotowane i wykonane przez rosyjskie służby specjalne. Miało to pomóc w wypromowaniu Putina w wyborach prezydenckich w 2000 roku. Niejasna jest również sprawa zamachu na Teatr na Dubrowce, kiedy już po uwolnieniu zakładników, specnaz pozwolił umrzeć w karetkach i szpitalach wszystkim odbitym zakładnikom (ale i terrorystom!)nie informując jakiego gazu użyto podczas akcji i uniemożliwiając tym samym podanie odtrutki. Wspomniany już zamach w Biesłanie również nasuwa wiele pytań: jak to możliwe, by terroryści gromadzili broń i materiały wybuchowe nie zwracając niczyjej uwagi? Dlaczego w szturmie szkoły brali udział uzbrojeni cywile? Co stało się z wziętymi do niewoli terrorystami? Na pewno działanie takich ludzi jak Jandarbijew, Basajew, Radujew czy Chattab były „na rękę” właśnie Rosji. Dzięki nim mogła się ona wpisać w „światową wojnę z terroryzmem” proklamowaną przez prezydenta Busha. Co więcej, Rosjanie zdecydowanie gorliwiej tropili i likwidowali umiarkowanych przywódców czeczeńskich, jak Dudajew czy Maschodow, niż radykałów pokroju Basajewa. Wszak Jandarbijewa zabito dopiero na emigracji w Katarze.

Inną sprawą jest rola jaką odegrał Achmad Kadyrow; ten islamski duchowny, wielki mufti Iczkerii, dość szybko wszedł w bardzo ostry konflikt z wahhabitami, przybyłymi do Czeczenii, by toczyć tam dżihad. Pod koniec lat '90 nie tylko wyparł on „islamskie brygady między narodowe” z Gudermesu, ale usiłował wypędzić ich z Czeczenii, w ogóle. Co więcej usiłował wymusić na komendantach polowych przysięgę na Koran, że będą zwalczać wahhabitów! Inicjatywa została zablokowana przez prezydenta Maschadowa, który obawiał się utraty poparcia w świecie islamskim. Spowodowało to konflikt między obu przywódcami, którego owocem było wezwanie Kadyrowa do nie stawiania oporu Rosjanom i ogłoszenie go zdrajcą przez Maschdowa. Mimo iż niewątpliwie był on rosyjskim kolaborantem, już po „wyborach”, dzięki którym został „prezydentem” Czeczenii, Achmad Kadyrow ogłosił cały szereg amnestii. Pozwoliły one nie tylko złożyć broń partyzantom, ale spowodowały też zasilenie szeregów czeczeńskiej milicji przez...owych amnestionowanych partyzantów, właśnie! Nie uchroniło to Achmada Kadyrowa od zemsty najbardziej nieprzejednanych komendantów polowych. Jego następcą na urzędzie „prezydenta” Czeczenii został Ramazan Kadyrow, syn wielkiego muftiego Iczkerii. Już za życia ojca oskarżano go o liczne morderstwa polityczne, porwania dla okupu i zwykłe burdy chuligańskie. Anna Politkowska, o zabójstwo której nawet oficjalne czynniki rosyjskie oskarżają ludzi Kadyrowa, twierdziła, że Kadyrow junior urządził w swoim domu prywatną salę tortur. Inna sprawa, że skierowanie podejrzeń przeciwko  Kadyrowowi, jest dla rosyjskich służb specjalnych, wyjątkowo wygodne, zaś sam Kadyrow, o zabójstwo Politkowskiej oskarża Borysa Bieriezowskiego. Ramzan Kadyrow „w uznaniu zasług”(!?) został zresztą odznaczony tytułem Bohatera Rosji i dosłużył się stopnia pułkownika milicji. Co ciekawe do milicji wcielił również swoje prywatne bojówki nazywając je batalionami specjalnymi „Siewier” i „Wostok”. Najprawdopodobniej to one „walczyły” jako ariergarda Armii Rosyjskiej podczas wojny z Gruzją, rabując wszystko co wpadło im w ręce.

Inna sprawa, że zakres niezależności Kadyrowa od Moskwy jest coraz większy. Doskonale potrafił on wykorzystać ogromną pomoc płynącą od władz centralnych w czasie wzrostu cen surowców. W pewnym sensie uwiarygodnił się on również wśród rodaków, wchodząc w ostry konflikt z dowódcami batalionu GRU stacjonującego w Czeczenii.

Oczywiście zbrojna opozycja nigdy nie uznała władzy Kadyrowa. Im dłużej jednak trwa jej „bezrobocie”, tym bardziej jest ona podzielona i skłócona. Wspomniany już Doku Umarow nie został na przykład uznany z prawowitego prezydenta, przez Ahmeda Zakajewa, przedstawiciela władz czeczeńskich za granicą. Po śmierci Sadułajewa ogłosił się on prezydentem Iczkerii „na uchodźstwie”. Co więcej mimo oficjalnego stanowiska władz w Moskwie, uważających Zakajewa za „terrorystę i bandytę” (był nawet dwukrotnie aresztowany, a kaucję za drugim razem wpłaciła...Vanessa Redgrave!), Ramzan Kadyrow gotów jest podjąć z nim „rozmowy pokojowe”, których zresztą i Zakajew nie wyklucza.

Mimo spokoju panującego ostatnio w Czeczenii, sytuacja w regionie daleka jest od normalności. Pomijając dość aktywne działania wywiadu czeczeńskiego, który już na początku lipca ubiegłego roku informował o przerzucaniu przez Rosję, Pskowskiej Dywizji Powietrznodesantowej, na Kaukaz, coraz większe niezadowolenie panuje w sąsiadującej z Czeczenią, Inguszetii. Kupując spokój społeczny w Czeczenii, Moskwa wydała na ten cel niemałe pieniądze. Pieniądze, których zabrakło na podobny cel w Inguszetii. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Dagestanie. Wiele wskazuje na to, ze stał się on obecnie tymczasową siedzibą wygnanych z Czeczenii islamskich radykałów. Moskwa, tradycyjnie, szukając winy poza własnym terenem, próbuje oskarżać o tolerowanie islamskich terrorystów, Azerbejdżan. Trudno jednak wyobrazić sobie, by nienawidzący upolitycznionego islamu, prezydent Ilham Alijew, tolerował na swoim terytorium bojowników „islamskiej międzynarodówki”. Nie wiadomo też czy, dużo większe niż w przypadku Czeczenii, zróżnicowanie narodowościowe Dagestanu – wszak nie istnieją Dagestańczycy(!) - jest atutem czy raczej zmartwieniem Rosji? Bez względu na to czy wojna rosyjsko – gruzińska jest rozdziałem zamkniętym czy otwartym Kaukaz czekają ciekawe, choć niekoniecznie dobre, czasy.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.