|
W praktyce formalny powrót Francji do Sojuszu usankcjonował istniejące od lat 90. ub. wieku relacje pomiędzy Paryżem a NATO. Pałac Elizejski nadal będzie prowadził niezależną politykę wojskową i nuklearną. W polityce Sarkozy’ego można także zauważyć element ciągłości. Prezydent Republiki zdaje się podążać za jednym z podstawowych wyznaczników w polityce zagranicznej Francji – tzw. polityką wielkości. Powrót do NATO tłumaczyć można tym, że Pałac Elizejski zaczął na powrót dostrzegać, że ta organizacja międzynarodowa może wzmocnić prestiż Francji na arenie międzynarodowej. REKLAMA
Strona 1 z 3 W 60. rocznicę podpisania Traktatu Północnoatlantyckiego, podczas jubileuszowego szczytu NATO w Strasburgu i Kehl, prezydent Francji Nicolas Sarkozy ogłosił powrót swojego kraju do zintegrowanych struktur militarnych Sojuszu Północnoatlantyckiego. Krok ten nie był zaskoczeniem, ponieważ już wcześniej przeprowadzono w parlamencie francuskim debatę nt. reintegracji z NATO. Co więcej, sugestie dotyczące ponownego pełnego członkostwa Francji w Sojuszu pojawiły się już w czerwcu 2008 r. w tzw. Białej Księdze Obrony i Bezpieczeństwa Narodowego.
Decyzja Sarkozy’ego wpisuje się w jego koncepcję „zerwania” (la rupture) w polityce zagranicznej Francji. W tym przypadku jest to zerwanie z gaullistowską linią polityki obronnej, której esencją było wyprowadzenie Francji ze struktur militarnych Sojuszu w 1966 r. Inicjatywa Sarkozy’ego jest też jednocześnie w pewnym sensie kontynuacją. Działania dot. powrotu do Sojuszu podjął już poprzedni prezydent Republiki - Jacques Chirac, który zadecydował w 1995 r. o częściowym powrocie do NATO (udział francuskiego ministra obrony w obradach Komitetu Militarnego).
Działania Nicolasa Sarkozy’ego są niezwykle istotne dla rozwoju francuskiej doktryny w polityce zagranicznej. Niezależność państwa (będąca fundamentalnym elementem tejże doktryny), inspirująca system obrony oraz sojuszy [1], została zdaniem neogaullistów zagrożona. Do krytyki posunięć Pałacu Elizejskiego przyłączyła się też opozycyjna Partia Socjalistyczna (która to, paradoksalnie, sprzeciwiała się również decyzji Charlesa de Gaulle’a w 1966 r.). Prezydent Francji, przemawiając 11 marca 2009 r. w Szkole Militarnej w Paryżu, streścił swoją wizję polityki względem Sojuszu: „Doprowadzając do końca ten proces [zbliżenia z NATO, zapoczątkowany przez Chiraka – M. Ch.], Francja będzie silniejsza, Francja będzie bardziej wpływowa. Dlaczego? Ponieważ nieobecni nigdy nie mają racji. Ponieważ Francja musi raczej współprzewodniczyć, aniżeli ulegać woli innych. Oto, jakie mam wyobrażenie o Francji” [2]. Nowy prezydent stanął więc przed wyzwaniem przywrócenia roli Francji w globalnych stosunkach międzynarodowych i wyzwanie to podjął z całą energią [3].
Wyjście z NATO w 1966 r.
Wyprowadzenie Francji ze zintegrowanych struktur militarnych NATO stało się wyrazem tzw. exception francaise, czyli francuskiej wyjątkowości w polityce zagranicznej. Stabilność rządów oraz zakończenie wojny w Algierii dały generałowi de Gaulle’owi pole manewru na arenie międzynarodowej. Z politycznego punktu widzenia, decyzja prezydenta opierała się na przekonaniu, że dla Francji istnieje pewna konieczność odgrywania istotnej roli międzynarodowej. Francja zdawała się mieć ku temu środki – stałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, posiadanie broni atomowej oraz dobra pozycja w światowej gospodarce.
W 1958 r. de Gaulle skierował memorandum do prezydenta Stanów Zjednoczonych gen. Dwighta Eisenhowera oraz premiera Wielkiej Brytanii Harolda Macmillana. Zaproponował w nim, co było przez prawie 20 lat tajne, utworzenie dyrektoriatu trzech państw – Francji, Wielkiej Brytanii oraz USA, który miałby podejmować decyzje dot. bezpieczeństwa światowego. W propozycji tej, z doktrynalnego punktu widzenia, nie chodziło o odgrywanie razem z Brytyjczykami roli sekundanta Stanów Zjednoczonych, ale o domaganie się statusu równego wobec tych dwóch potęg [4]. W związku z odmową Anglosasów, de Gaulle był gotowy jednostronnie zmodyfikować warunki uczestnictwa Paryża w Sojuszu Północnoatlantyckim.
Sprzeciwiając się amerykańskiej dominacji w NATO, żądał nowego, bardziej sprawiedliwego podziału odpowiedzialności w ramach organizacji. Byłby to wyraz nowej polityki polegającej na podwyższaniu prestiżu Francji na arenie międzynarodowej (tzw. recherche du rang). Celem prezydenta de Gaulle’a było utworzenie silnej i zjednoczonej Europy Zachodniej, będącej alternatywą zarówno dla Związku Radzieckiego, jak i Stanów Zjednoczonych [5].
Manewr wycofywania wojsk francuskich spod zintegrowanego dowództwa składał się z kilku etapów. Zapoczątkowany został w 1959 r. przez wyprowadzenie floty śródziemnomorskiej spod dowództwa sojuszniczego na Morzu Śródziemnym. Kolejnym krokiem była odmowa uczestnictwa w zintegrowanym systemie obrony powietrznej (NATO Integrated Air Defense, NATINAD) w ramach sojuszniczego dowództwa w Europie. Następny etap polegał na wycofaniu spod sojuszniczego dowództwa francuskiej eskadry Atlantyku licząc od 1 stycznia 1964 r.
Zgodnie z wizją de Gaulle’a istniały dwie domeny, w których Francja musiała posiadać pełną niezależność. Po pierwsze, należało wycofać francuskich żołnierzy spod kontroli zintegrowanego dowództwa militarnego NATO (SACEUR), które było (i nadal jest) systematycznie kierowane przez amerykańskiego generała [6]. Drugą domeną, w której Paryż musiał być całkowicie niezależny, był arsenał nuklearny (tzw. force de frappe). Francuzi skonstruowali bombę atomową w 1960 r., choć operacyjna stała się dopiero 9 lat później. Co istotne, doprowadzili do tego bez pomocy Amerykanów. Niezależność w obu wspomnianych dziedzinach pozwoliła Francji podjąć działania zgodne z jej kulturą opozycji wobec dominujących norm [7].
Te koncepcje wydają się charakteryzować rodzaj polityki zagranicznej, która jest zatroskana wyłącznie siłą oraz rangą w ramach relacji pomiędzy wielkimi potęgami [8]. De Gaulle nie ukrywał, że jego zdaniem emancypacja Francji spod wypływów amerykańskich powinna zacząć się od niezależnej polityki wojskowej. Kryterium uczestnictwa Francji w Sojuszu Północnoatlantyckim stało się rozróżnienie pomiędzy sojuszem (tj. Traktatem Północnoatlantyckim), a zintegrowaną organizacją. 7 marca 1966 r. generał de Gaulle wysłał list do prezydenta USA Lyndona Johnsona, w którym zaznaczył, że Francja pozostaje wierna traktatowi z Waszyngtonu, ale jednocześnie nie będzie więcej respektować wszelkich porozumień oraz decyzji, które są późniejsze w stosunku do Traktatu. W efekcie oznaczało to koniec obecności obcych sił wojskowych na terytorium Francji oraz koniec podlegania wojsk francuskich sojuszniczym dowodztwom [9].
Decyzja była wiążąca od 1 kwietnia 1967 r. Spowodowała ona konieczność przeprowadzenia wielkiego przedsięwzięcia logistycznego (wycofanie się wojsk amerykańskich i demontaż wszelkich baz oraz instalacji US Army). Kolejnym kłopotem było przeniesienie Kwater Głównych, które miały swoje siedziby we Francji. Najistotniejszą była SHAPE (Supreme Headquarters Allied Powers in Europe), stanowiąca centrum dowodzenia militarnego sił NATO w Europie. Opuściła ona francuskie Rocquencourt na rzecz belgijskiego Mons. Ponadto, co nie mniej ważne, państwa członkowskie NATO zadecydowały o zmianie miejsca siedziby Sojuszu. Pomimo, że prezydent Francji nie nakazał przeniesienia się z paryskiej siedziby, to taki krok poczyniono i nowa siedziba NATO znalazła się w Brukseli.
Przedstawiciele Francji przestali brać udział w obradach organów NATO: Komitecie Militarnym, Grupie Planowania Nuklearnego oraz Komitecie Planowania Obronnego. Jedynym organem, w którym zasiadał wysłannik Paryża, była Rada Północnoatlantycka. Nie wycofano przedstawicielstwa Francji w tym naczelnym organie cywilnym, ponieważ jako jedyny był on przewidziany Traktatem Waszyngtońskim.
W ślad za decyzją de Gaulle’a, Francja uzyskała specyficzną pozycję w Sojuszu Północnoatlantyckim. Decyzję generała określa się jako „zerwanie” [10] na płaszczyźnie militarnej, strategicznej oraz politycznej. Wycofanie się ze zintegrowanych struktur militarnych pozbawiło Francję instytucjonalnych i politycznych dźwigni wpływu na dalszy rozwój doktryny NATO. Paryż, chcąc bardziej „zeuropeizować” Sojusz, mógł już tylko obserwować ewolucję organizacji. Jednocześnie dla następców de Gaulle’a pojawił się poważny dylemat w polityce zagranicznej – powrócić do NATO i stracić swoją autonomię w Sojuszu oraz specyfikę położenia strategicznego, która jest wyrazem polityki wielkości Francji, czy może powrócić do zintegrowanych struktur militarnych i podjąć się reform Sojuszu zgodnych z ideami europeizacji [11] Paktu?
|