Setki tysięcy ludzi uciekają wciąż ze wschodniego Kongo
Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża poinformował w środę, że od marca liczba uchodźców z Demokratycznej Republiki Kongo wzrosła o kolejnych 400 tysięcy. Z domów wypędziły ich wciąż trwające walki we wschodnich prowincjach kraju.

Tymczasem dzień wcześniej rzecznik kongijskiej armii poinformował, że wojsko podjęło działania na rzecz przywrócenia dyscypliny swych szeregach i ukarania sprawców wszelkich nadużyć wobec cywilów. Żołnierze mają być odtąd surowo karani za wszystkie wykroczenia, a ich dowódcy ponosić konsekwencje za wyczyny swych podwładnych. To reakcja na zeszłotygodniowy raport Human Rights Watch, który głosi że wojska rządowe są odpowiedzialne za większą liczbę gwałtów i grabieży we wschodnim Kongo niż większość działających tam rebelianckich ugrupowań.
Cywile zamieszkujący niespokojny od 15 lat region Kivu stali się de facto zakładnikami wszystkich walczących stron, które stosują gwałt jako narzędzie wojny oraz dopuszczają się mordów, podpaleń i grabieży. Obecnie armia rządowa i wspierające ją oenzetowskie „błękitne hełmy” prowadzą tam operację przeciwko Demokratycznym Siłom Wyzwoleńczym Rwandy (FDLR). Ugrupowanie to składa się z pochodzących z Rwandy członków plemienia Hutu (większość z nich to byli żołnierze ruandyjskiej armii oraz członkowie paramilitarnych bojówek „Interahamwe”), którzy po słynnym ruandyjskim ludobójstwie i przegranej wojnie domowej w 1994 r. schronili się na terytorium Demokratycznej Republiki Kongo. Ich obecność na terytorium tego państwa była przyczyną stałego napięcia na linii Kinszasa-Kigali i dwukrotnie spowodowała ruandyjską inwazję na ten kraj.
{mosimage}Na początku roku dwa nieufne wobec siebie i od lat zaciekle zwalczające się państwa połączyły siły w celu likwidacji baz FDLR. 25 lutego zakończyła się wymierzona w rebeliantów wspólna operacja wojsk ruandyjskich i kongijskich. FDLR, których bojownicy unikali otwartej walki z wojskami kongijskimi i ruandyjskimi przetrwały ofensywę. Dowódcy obu armii twierdzą, że udało się zniszczyć główne bazy rebeliantów w prowincji Północne Kivu oraz zabić lub schwytać ok. 250 bojowników. Główne siły liczącego ponad 6 tys. bojowników ugrupowania pozostały jednak nienaruszone.
Jeszcze w trakcie operacji rwandyjsko-kongijskiej rebelianci używali cywilów jako „żywych tarcz”, jak również dopuszczali się mordów i gwałtów w odwecie za działania kongijskiego wojska.
Na podstawie: mg.co.za, news24.com, news.bbc.co.uk
Zdjęcia: cyclopsr


Saudyjska wojna cenowa