|
Trzymiesięczna kanonada amerykańska w Iraku i ogłoszenie zakończenia inwazji w maju 2003 roku były tylko wstępem do opanowania kraju i zaprowadzenia tam demokracji. Od tego momentu rozpoczął się drugi, znacznie trudniejszy etap – rekonstrukcja powojenna. Jak Amerykanie sobie z nim poradzili? REKLAMA
Strona 1 z 3 Przed rekonstrukcją
Zróżnicowanie etniczne, polityczne i religijne Iraku, w którym każda z zainteresowanych grup chciała ugrać dla siebie jak najwięcej po usunięciu Saddama, utrudniało jeszcze bardziej sprawne przeprowadzenie rekonstrukcji państwa. Całkiem sporej liczbie ludności nie podobała się okupacja amerykańska, a z biegiem czasu grupa ta rosła w siłę. Na pytanie: „czy sytuacja w Iraku jest lepsza teraz niż przed inwazją”,(sondaż przeprowadzony przez The Brookings Institution na potrzeby publikacji Iraq Index) 47 proc. respondentów odpowiedziało negatywnie w maju 2003 roku, w styczniu 2005 roku na pytanie czy okupacja amerykańska negatywnie wpłynie na Irak w kolejnych pięciu latach 64 proc. sunnitów i 49 proc. szyitów dało pozytywną odpowiedź.[1] Naszkicowany przez duet Rumsfeld-Franks plan ewakuacji z Iraku, zakładał wycofanie się z kraju po około dziewięćdziesięciu dniach i zmniejszenie liczby żołnierzy do 25-30 tys. do lata 2003 roku.[2] Z perspektywy czasu takie założenie jest mocno lekceważące i wskazuje na brak realizmu, może niewiedzę lub też zbytnią ufność i wiarę. Kolejnym minusem jest fakt, iż był to jedyny plan ewakuacji. Nie przewidziano żadnego alternatywnego wyjścia. Takie zachowanie doświadczonych planistów może naprawdę dziwić.
Z drugiej jednak strony, zaangażowano całe spektrum specjalistów mających pracować nad planem rekonstrukcji Iraku. Agencje rządowe, eksperci i think tanki od RAND Corporation po Council on Foreign Relations starały się przedstawić analizy i prognozy dotyczące powojennej rekonstrukcji zniszczonego Iraku.[3] Rumsfeld otrzymał raport RAND, który stwierdzał, że sukcesywnie zakończona okupacja Iraku powinna trwać minimum pięć lat, ale najwidoczniej albo go zignorował, albo w ogóle nie przeczytał, sugerując 90 dni.
Rekonstrukcja przedwojenna Ciekawym zagadnieniem jest program planowanej „rekonstrukcji przedwojennej”. Kryje się za nim idea wypracowania rozwiązań rekonstrukcji na obszarze powojennym, ale przed rozpoczęciem działań wojennych. Pewne elementy tej strategii stosowane były już w przeszłości, jak choćby ustanowienie systemu z Bretton Woods dla zniszczonej Europy, co nastąpiło przed zakończeniem działań wojennych lub Lebensraum, niechlubny program nazistowskich Niemiec dotyczący zagospodarowania ziem wschodnich. W przypadku Iraku taka „rekonstrukcja przedwojenna” miała zacząć się już w sierpniu 2002 roku.[4] Był to skomplikowany proces, w który zaangażowano agencje rządowe USA, a także NGOsy. Utworzono Disaster Assistance Response Team (Grupa Szybkiego Reagowania ds. Zniszczeń), największą, jaką do tej pory dysponowało USA, której zadaniem było oszacowanie przyszłych rozmiarów pomocy humanitarnej. „Przedwojenna rekonstrukcja” otrzymała także wsparcie polityczne w osobie senatora Liebermana. Senator apelował, aby wyciągnięto lekcje z Afganistanu i aby spróbowano oszacować koszty rekonstrukcji. Stworzono także mapę kluczowych miejsc, obejmującą obszary, które najbardziej będą potrzebować pomocy humanitarnej oraz te, na terenie których znajdują się pola ropy naftowej bądź zabytki.[5] Jak wyglądało to w praktyce? Pierwszym człowiekiem odpowiedzialnym za rekonstrukcję Iraku został generał Jay Garner, który stanął na czele jednostki nazwanej Office for Reconstruction and Humanitarian Assistance (Biuro ds. Rekonstrukcji i Pomocy Humanitarnej, w skrócie ORHA). Został powołany na to stanowisko w styczniu 2003 roku. ORHA, jak sama nazwa wskazuje, miało być odpowiedzialne za rekonstrukcję zdewastowanego Iraku, dostarczanie pomocy humanitarnej oraz pomoc przy tworzeniu tymczasowego rządu. W pierwszych dniach po zakończeniu inwazji, Garner został zastąpiony przez Paula L. Bremera, cywilnego zarządcę Iraku, który stanął na czele Coalition Provisional Authority (Tymczasowa Władza Koalicji, CPA). Bremer przybył do Iraku 11 maja 2003 roku i jak opisuje w swojej książce, My year In Iraq, Bagdad „płonął” w tym czasie.[6] Nowy zarządca Iraku odpowiedzialny był bezpośrednio przed sekretarzem obrony i dalej przed prezydentem, był najwyższym przedstawicielem cywilnym w Iraku, posiadającym wszystkie atrybuty władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej, ale nie miał żadnej władzy nad siłami Centralnego Dowództwa (United States Central Command, CENTCOM).
Bremer – cywilny zarządca Iraku
Zniszczone drogi, brak bieżącej wody, brak ogrzewania i klimatyzacji, niewystarczające zasoby energii, rozbite społeczeństwo z wysokim bezrobociem, bez szkół, szpitali, administracji, rządu, policji, z niskimi morale w wojsku i z grasującymi bandami łupieżców na ulicach tworzyły obraz powojennego Iraku. Jedynie strategiczne obszary roponośne pozostały bez uszczerbku, bronione przez Amerykanów, by odciążyć ich energetyczną zależność od innych państw regionu (chodzi tutaj głównie o Arabię Saudyjską) i zapewnić długoterminowe „bezpieczeństwo energetyczne”. Elektryczność, na której opierało się wydobycie ropy naftowej oraz funkcjonowanie służb publicznych, cierpiała szczególnie z powodu grabieżców, którzy niszczyli przewody, głównie dla korzyści z eksportu miedzi. Brak bieżącej wody występował na skutek zniszczonych przez bombardowania i przejazd ciężkiej artylerii przewodów wodnych oraz ich grabieży. Jak podaje Sarah Graham-Brown, Bagdad utracił w wyniku wojny około 50 procent zasobów wodnych.[7] Dla wielu ludzi życie było trudniejsze niż przed rozpoczęciem wojny. W Iraku brakowało żołnierzy, którzy zapewniliby bezpieczeństwo dla ludności cywilnej. Paul Bremer stanął przed wyzywającym zadaniem. Jednym z jego wczesnych pomysłów na poprawę sytuacji były tzw. shock absorbers (absorbery szoku). Ich zamysł polegał na stworzeniu bazy dla dalszej, pomyślnie przeprowadzanej rekonstrukcji. Na tę bazę miało składać się społeczeństwo obywatelskie, partie polityczne, niepodległe sądownictwo oraz odpowiedzialność publicznych funduszy.[8] Na wzór postanowień dotyczących Niemiec z doby konferencji jałtańskiej, określanych mianem „4 D” (demilitaryzacja, denazyfikacja, demokratyzacja, demonopolizacja), Stany Zjednoczone starały się przeprowadzić de-Ba’athification i demilitaryzację armii irackiej. Pod pierwszym terminem kryje się oczyszczenie życia publicznego z członków partii Baas. De-Ba’athification, nazywana Rozkazem nr 1, koncentrowała się na czterech najwyższych poziomach członków partii Baas, którzy stanowili ok. 1 proc. wszystkich członków partii, co dawało nie więcej jak 20 tys. ludzi. Mieli oni zostać usunięci ze swoich pozycji i zdyskwalifikowani jako pracownicy powstającego sektora publicznego. Wśród nich znalazło się pięćdziesięciu pięciu najbardziej pożądanych, w tym Saddam Husajn, jego synowie i inni najwyżsi przedstawiciele baasistowskiego reżimu. Rozkaz nr 1 zawierał w sobie część denazyfikacji, gdyż zabraniał publicznego wystawiania portretów Saddama i innych rzeczy przypominających dawny reżim.[9] Krytycy tej polityki zarzucali Bremerowi, że zwolnił znaczną część doświadczonych technokratów, tylko ze względu na ich przynależność partyjną.[10] W jej wyniku wzrosło także bezrobocie, co z kolei negatywnie odbiło się na gospodarce, mającej się podźwignąć z trzynastoletnich katastrofalnych dla niej sankcji. Kolejny rozkaz – nr 2, wydany przez Bremera 23 maja 2003 roku, miał o wiele poważniejsze implikacje i był bardziej kontrowersyjny. W jego wyniku zwolnionych zostało ok. 385 tys. żołnierzy oraz ok. 285 tys. funkcjonariuszy spraw wewnętrznych. Ludzie ci znaleźli się w dramatycznej sytuacji bez szans na zatrudnienie. Powiększyli oni tylko grono bezrobotnych, zależnych od pomocy zewnętrznej. Przeciwko takiemu obrotowi sytuacji ostro oponował Garner, jednak to Bremer był najwyższym przedstawicielem CPA i to od niego wyszedł ten rozkaz.[11] Tworzenie nowej armii irackiej było bardzo trudnym zadaniem. Pierwotnie zdominowana była przez oficerów sunnickich, którzy sprawowali kontrolę nad uciskanymi rekrutami szyickimi. Nie było więc mowy o przywróceniu dawnego status quo, w którym mniejszość sunnicka byłaby znowu faworyzowana. Taki ruch rychło mógł doprowadzić do wojny domowej. |