|
Bezprecedensowy atak terrorystyczny, do którego doszło 11 września 2001 roku, w radykalny sposób zmienił postrzeganie i rozumienie bezpieczeństwa, nie tylko dotkniętych owym atakiem Stanów Zjednoczonych, lecz również całego świata. REKLAMA
Strona 2 z 4 Wspomniana wyżej broń radiologiczna trafiła na listę broni masowego rażenia stosunkowo niedawno. Do jej budowy używa się materiałów radioaktywnych, które nie ulegają rozszczepieniu, zatem nie mogą zostać wykorzystane do produkcji broni jądrowej lub wywołania eksplozji nuklearnej. Mimo to one również są niebezpieczne, bowiem promieniowanie jonizujące, które emitują, prowadzi do skażenia określonego obszaru i może poważnie zaszkodzić ludzkiemu zdrowiu. Promieniowanie radioaktywne, będące konsekwencją użycia broni radiologicznej, może też spowodować śmierć w wyniku odwodnienia organizmu i wewnętrznego krwawienia[20]. Wykorzystanie przez terrorystów broni radiologicznej jest ponadto znacznie bardziej prawdopodobne niż użycie przez nich broni jądrowej, ponieważ rodzaj materiału radioaktywnego, który może być zastosowany w zamachu, nie ogranicza się wyłącznie do wysoko wzbogacono uranu i plutonu. Generalnie każdy materiał radioaktywny może być użyty do przeprowadzenia ataku terrorystycznego, włączając w to odpady radioaktywne oraz substancje stosowane w urządzeniach medycznych i przemyśle. Do materiałów tych zalicza się np. cez, kobalt, jod, iryd i stront[21]. Stworzona przez terrorystów broń radiologiczna prawdopodobnie przybrałaby postać tzw. "brudnej" bomby (w terminologii wojskowej nazywanej "bojowym środkiem radioaktywnym"). Pod tym pojęciem kryją się ładunki wybuchowe, które są wypełnione zwykłym materiałem wybuchowym (np. trotylem) oraz substancjami promieniotwórczymi w postaci pyłu lub proszku bądź wodnej zawiesiny. Eksplozja tego typu ładunku prawdopodobnie nie spowodowałaby natychmiast dużej ilości ofiar śmiertelnych, jednak materiały radioaktywne doprowadziłyby do skażenia znacznego terytorium i spowodowałyby poważne skutki zdrowotne dla zamieszkujących na nim osób. Celem ataku terrorystycznego z wykorzystaniem broni radiologicznej mogłyby się zatem stać budynki pełne ludzi, zatłoczone ulice miast, stadiony podczas imprez sportowych lub ogólnie gęsto zaludnione tereny miejskie lub obszary rolnicze. Skażenie radioaktywne pociągnęłoby ponadto za sobą natychmiastową ewakuację tysięcy ludzi na znaczne odległości oraz całkowite zamknięcie skażonej strefy. Następnie należałoby podjąć działania mające na celu zmniejszenie natężenia promieniowania radioaktywnego, np. przez zebranie górnych części gruntu. Oczywiście koszty tych wszystkich operacji byłyby niewiarygodnie wysokie[22]. Zasięg skażeń promieniotwórczych spowodowanych przez "brudną" bombę uzależniony byłby od szeregu czynników, w tym m.in. od ilości substancji promieniotwórczych umieszczonych w ładunku, siły eksplozji ładunku wybuchowego wewnątrz "brudnej" bomby (im eksplozja będzie silniejsza, tym silniej rozrzucony zostanie materiał radioaktywny), miejsca dokonania eksplozji oraz warunków pogodowych[23]. W składzie "brudnej" bomby mogłyby znaleźć się różnego typu izotopy promieniotwórcze. Najgroźniejszy byłby stront-90 odkładający się w kościach, a także cez-137 i jod-131 odkładający się w tarczycy. Cez i stront mają okres połowicznego rozpadu wynoszący kilkadziesiąt lat. Oznaczałoby to zamknięcie skażonego terenu na dziesięciolecia. Z biegiem czasu u osób, które znalazły się w strefie działania skażeń zapewne nastąpiłoby częstsze występowanie nowotworów. Osoby, które otrzymałyby w chwili ataku duże dawki promieniowania, zapadłyby na tzw. chorobę popromienną. Biorąc ponadto pod uwagę fakt, że skażenie radioaktywne jest niewykrywalne bez pomocy specjalnych urządzeń, to ludzie w chwili wybuchu "brudnej" bomby nie zdawaliby sobie nawet sprawy z zagrożenia. Przeświadczenie o tym, że wszystko najgorsze już mają za sobą - skoro udało się przetrwać wybuch - byłoby błędem, ponieważ oddziaływałby na nich pył radioaktywny[24]. Nie należy też zapominać o efekcie psychologicznym oraz konsekwencjach politycznych wywołanych wybuchem "brudnej" bomby, które niewątpliwie byłyby znaczące i mogłyby w istotnym stopniu przyczynić się do zmiany strategii rządu zaatakowanego państwa wobec terrorystów wykorzystujących broń radiologiczną. Możliwości pozyskania i wykorzystania broni jądrowej i radiologicznej przez terrorystów Zasadniczo wśród ekspertów nie ma zgody w kwestii trudności (bądź łatwości) w pozyskaniu przez terrorystów materiałów rozszczepialnych służących do budowy broni jądrowej, zaprojektowania i zbudowania nuklearnego ładunku wybuchowego lub zdobycia i skutecznego wykorzystania materiałów radioaktywnych. Dyskusję tą uzupełnia spór dotyczący korzyści, jakie może przynieść terrorystom spowodowanie ogromnej ilości ofiar w wyniku użycia broni jądrowej, a także innych szczególnych pożytków płynących dla terrorystów z posiadania lub wykorzystania tej broni[25]. Z praktycznego i organizacyjnego punktu widzenia, terroryzm nuklearny, do tego, aby zaistnieć, wymaga posiadania materiałów rozszczepialnych lub innych substancji radioaktywnych, odpowiedniej wiedzy technicznej, stosownego sprzętu i środków transportu oraz wystarczających środków finansowych[26]. Zdecydowanie największy wkład w rosnące zagrożenie zdobycia i wykorzystania przez terrorystów materiałów rozszczepialnych i radioaktywnych wniosła tragiczna kondycja byłego Związku Radzieckiego w kwestii sprawowania kontroli nad własnymi zasobami tych materiałów, skutkiem czego doszło do nasilenia przemytu różnorodnych substancji promieniotwórczych. Rosyjska broń jądrowa znajduje się wprawdzie pod ścisłą kontrolą wojskową, jednak ogromne ilości materiału nuklearnego są przechowywane w licznych zakładach i instytucjach na całym terytorium Rosji. Są one słabo strzeżone i niedostatecznie kontrolowane[27]. Dodatkowym problemem jest słabe zabezpieczenie obiektów nuklearnych usytuowanych w instytucjach naukowych i tajnych miastach nie znajdujących się nawet na mapach, ze względu na sekretne badania, jak tam prowadzono od wielu lat[28]. Upadek ZSRR spowodował ponadto drastyczne pogorszenie się sytuacji ekonomicznej ludności byłych republik tego państwa, co zwłaszcza dla naukowców i żołnierzy, wysoko opłacanych w poprzednim reżimie, było szczególnie dotkliwe. Załamaniu uległ też surowy, ale skuteczny system radzieckiej kontroli wewnętrznej, stwarzając tym samym sposobność do podejmowania działań, które za czasów istnienia ZSRR były nie do pomyślenia[29]. Owa kontrola wewnętrzna obejmowała również środki bezpieczeństwa stosowane w radzieckich obiektach jądrowych. Środki te z pewnością chroniły obiekty jądrowe przed działaniami agentów obcych wywiadów, nie przewidywały jednak ochrony materiałów rozszczepialnych czy radioaktywnych przed złodziejami "z wewnątrz". Nie mieliby oni zresztą gdzie uciec ani tym bardziej sprzedać skradzionych materiałów, trudno bowiem mówić o istnieniu czarnego rynku takich materiałów w realiach sowieckich[30]. Diametralna zmiana tej sytuacji nastąpiła dopiero w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to liczba kradzieży i przypadków przemytu materiałów promieniotwórczych gwałtownie wzrosła. W większości wypadków kradzieżami i przemytem substancji radioaktywnych zajmują się amatorzy, którzy nie mają zazwyczaj przeszłości kryminalnej ani powiązań z organizacjami przestępczymi, nie prowadzą też nielegalnych interesów. Są to głównie pracownicy lub byli pracownicy przemysłu jądrowego i elektrowni atomowych, którzy mają zaufaną osobę na obszarze określonego obiektu nuklearnego lub mieszkają w sąsiedztwie takiego obiektu. Jak do tej pory, rzadko dokonywali oni kradzieży na zamówienie, zwykle po prostu korzystali z okazji, by potem znaleźć kogoś, kto kupi od nich skradzione materiały radioaktywne[31]. Coraz częściej jednak zdarza się, że przemytem materiałów radioaktywnych interesują są przedsiębiorcy, którzy pragną powiększyć w ten sposób uzyskiwane dochody[32]. Istnieje wiele sprzecznych opinii na temat rozmiarów tajnego rynku materiałów radioaktywnych. Zdaniem niektórych ekspertów, przemyt dotyczy prawie wyłącznie materiałów, które nie mają znaczenia militarnego i problem jest sztucznie stworzony przez dziennikarzy i służby bezpieczeństwa[33]. Materiały radioaktywne stosowane w celach pokojowych są bowiem w większym stopniu narażone na kradzieże i przemyt niż substancje jądrowe wykorzystywane przez wojsko. Istnieją jednak dowody wskazujące na to, że przemycane są również materiały o przeznaczeniu wojskowym. Przykładowo, 29 listopada 1993 roku podpułkownik Tichomirow z rosyjskiej marynarki wojennej i Aljak Beranow, zastępca dowódcy bazy okrętów podwodnych "Polarna" dostali się przez dziurę w płocie na teren składu paliwa nuklearnego dla okrętów i ukradli trzy pręty paliwowe zawierające uran-235, mając zamiar sprzedać je za 50 tysięcy dolarów. Paliwo było przechowywane w garażu Beranowa przez siedem miesięcy, do czasu, aż pijany Tichomirow wygadał się o kradzieży swoim współpracownikom. Obaj złodzieje zostali aresztowani. Z kolei w 1994 roku policja niemiecka przechwyciła cztery przesyłki materiałów radioaktywnych, z których trzy zawierały pluton-239 - niezbędny komponent broni atomowej. Pochodziły one prawdopodobnie z Rosji[34]. Skradzione materiały radioaktywne prędzej czy później mogą trafić w ręce rosyjskich zorganizowanych grup przestępczych. Przemyt tych materiałów przez mafię nie został jednak jak dotąd bezspornie stwierdzony, trudno więc ocenić jej udział w nielegalnym handlu substancjami promieniotwórczymi. Zasadniczo jest to zajęcie za bardzo ryzykowne w porównaniu do innych, bezpieczniejszych obszarów działania mafii. Zaangażowanie w taką działalność może bowiem spowodować, że organy ścigania wzmogą wysiłki w celu zapobiegania temu procederowi, a to może oznaczać, że będą bardziej aktywnie walczyć z przestępczością zorganizowaną. Poza tym, inne rodzaje aktywności, takie jak przemyt narkotyków, są bardziej lukratywne, nie stwarzają zagrożenia ze strony przemycanego materiału i bez wątpienia łatwiej znaleźć na nie kupca. Co prawda rosyjskie władze aresztowały wiele osób mających powiązania z przestępczością zorganizowaną, próbujących przemycić materiały radioaktywne, brak jednak niezbitych dowodów na to, że duże organizacje przestępcze, o ściśle ustalonej strukturze i kontaktach międzynarodowych, były zaangażowane w handel powyższymi materiałami. Właściwie jedynym przykładem tego zaangażowania jest sprawa biznesmena z Wołgogradu, który zaoferował grupie przestępczej działającej w regionie centralnej Wołgi dwa i pół kilograma wysoko wzbogaconego uranu, by w ten sposób spłacić swoje długi wobec tej grupy. Gang próbował znaleźć w państwach bałtyckich i Europie kupca na ten materiał, jednak bez powodzenia. Ostatecznie więc grupa odmówiła przyjęcia uranu jako spłaty zaciągniętych długów[35].
|