|
Gruzińska bajka - Swanetia |
|
|
|
Magdalena Lejman
|
|
20.08.2009. |
|
Po raz pierwszy o Swanetii usłyszałam przed rokiem, mając okazję oglądać zdjęcia z Gruzji znajomych, z których zaledwie 2 były z tego regionu. Dwa zdjęcia łagodnych wzgórz we mgłach, nad taflą wody, wystarczyły żeby zakochać się w obietnicy gruzińskiej bajki. W maju br. pojechałam na Kaukaz, by skonfrontować te wyobrażenia z rzeczywistością. REKLAMA
Strona 4 z 4
 Mestia wiosną, Swanetia (fot.A.Nikiel) Opowieści o Swanetii można, podobnie jak wszystkie bajki, snuć długo. Ujmująca życzliwość mieszkańców, którzy krąg swoich krewnych będą rozszerzać na pół regionu (a my szybko dowiemy się, że nasza gospodyni lub kierowca są siostrą/bratem zarówno pogranicznego oficera, jak i pasącej krowę za wsią babci, nie wspominając o tuzinie sąsiadów) wydaje się trudna do pogodzenia z historią wież, które są ozdobą swańskich wzgórz. Dumnie górujące nad domami budowle jeszcze przed kilkudziesięciu laty służyły do ochrony przed lawinami oraz rodową wendetą. Swanowie, gwałtowni i porywczy, w przypadku krzywdy doznanej przez członka swojej rodziny mścili się krwawo na sprawcy i jego rodzinie, dopóki wrogi ród nie został unicestwiony. Nie oszczędzano nawet dzieci, wiedząc że gdy dorosną, będą mściły się na sprawcach swojego sieroctwa. Do środka wdrapywano się po drabinie, a po jej wciągnięciu do środka, wieża stawała się twierdzą, zapewniającą zagrożonej rodzinie ochronę. Dziś kamienne budowle stanowią wyłącznie ciekawy element swańskiego krajobrazu.
Ze Swanetii wyjeżdża się z poczuciem opuszczania rodzinnego domu, tak mocno życzliwość mieszkańców i piękno przyrody zapadają w serce. Urocza prostota odwiedzajacego Swanetię można rzeczywiście zakląć - w jej wiecznego wielbiciela. Jak w prawdziwej, gruzińskiej, bajce.  Most w drodze na lodowiec Czelati, Swanetia (fot.A.Nikiel)
|
|
|