|

Żołnierze wkomponowali się w pejzaż Pekinu. Są wszechobecni, jest ich tam około 300 tysięcy. Mniej więcej tyle samo ludzi mieszka w Białymstoku. REKLAMA
W państwie Środka Pekiński Region Militarny (PRM) jest potęgą dominującą. Decyzją Mao Zedonga jego struktury zaczęto budować już wiosną 1948 roku, czyli w okresie, kiedy trwała wojna domowa i nie było jeszcze komunistycznej Chińskiej Republiki Ludowej (proklamowano ją dopiero 1 października 1949 roku).
Wielkość PRM rodziła się stopniowo. Swój dzisiejszy potencjał region osiągnął dzięki dyslokacji tam trzech grup armijnych, które mają między innymi dwie dywizje pancerne, jedną artylerii i pięć zmotoryzowanych. Gigant ten obejmuje miasto wydzielone Tianjin, prowincję Hebei oraz dwie sąsiednie: Shanxi i Mongolię Wewnętrzną. Przede wszystkim jednak ma bronić stolicy z jej rozwiniętymi strukturami wojskowymi i zapleczem administracyjnym.
PRM jest jednocześnie podstawową kuźnią kadr dowódczych, które uzupełniają absolwenci kilkunastu akademii wojskowych. Nad całością pieczę sprawuje 67-letni generał Zhu Qi, który za sześć miesięcy obchodzić będzie 50-lecie służby w szeregach armii.
Bataliony z parasolkami
Pekin jest sercem największego spośród siedmiu okręgów Państwa Środka, i dlatego w 16-milionowej metropolii nie sposób nie natknąć się na żołnierzy. Można mieć pewność, że prędzej czy później wpadnie się na nich podczas spacerów po tym wielkim mieście. Są wszędzie. Poruszają się w zwartym szyku, w kolumnie, wyprężeni jak struna, często z pieśnią lub urywanymi okrzykami na ustach. Te przemarsze mają nie tylko charakter ćwiczenia wojskowego, ale i konkretny cel społeczno-wychowawczy – dobitnie uzmysławiać ludziom istnienie zorganizowanej siły stojącej po stronie aparatu państwowego i tym samym uczyć respektu wobec rządzących mandarynów. Mieszkańcy traktują młodzieńców w zielonych spodniach, pistacjowych koszulach z krótkim rękawem i czerwonymi pagonami jak uprzywilejowanych. Nie wykazują żadnych oznak nerwowości, gdy ci w ordynku pojawiają się na drodze, czasowo blokując ruch. Podczas ostatnich przechadzek po Pekinie widziałem karnie kroczące oddziały między innymi w pobliżu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, mieszczącego się w wielkim gmachu przy alei Chaoyangmen. Przytłaczające rozmiary obiektu mają dowodzić potęgi komunistycznego mocarstwa i jego dyplomacji. Byli koło dworca zachodniego, gabarytami przypominającego hale paryskiego lotniska Charles’a de Gaulle’a w Roissy. Swoją obecnością urozmaicali mi pobyt w starym parku nad jeziorem Houhai, będącym centrum bujnego życia towarzyskiego. Byli w rejonie Sanlitun, rojącym się od kafejek i barów oraz ambasad. Mignęli mi w alejkach Zakazanego Miasta, gdzie chińscy przywódcy przyjmują zagranicznych gości.
I oczywiście, trudno wyobrazić sobie plac Niebiańskiego Spokoju bez żołnierzy. Są tam zawsze 4 czerwca, od czasu, kiedy 20 lat temu władza krwawo rozprawiła się tu ze studentami. W tym roku, w odróżnieniu od wspierających je batalionów robotniczych, twardo dyżurowali przez cały dzień. Bataliony rozsiano po całym placu, ubrano w rozmaitego koloru bluzki polo (każdy „kolor” trzymał się w osobnym kręgu) i uzbrojono w parasolki. Przedmioty te służyły nie tylko jako ochrona przed deszczem, ale były też elementem bojowym paramilitarnego ekwipunku. Do czego można ich używać, przekonałem się pamiętnego dnia w okolicy zachodniego wejścia na Tian’anmen. Amerykański reporter telewizyjny usiłował tam nagrać swoją wypowiedź. Na próżno jednak, gdyż tajni funkcjonariusze parasolkami skutecznie zasłaniali i jego, i operatora żonglującego kamerą.
Siła Musztry
Władza, którą w Chinach przyjęło się uważać za pochodzącą z najwyższego, pozaziemskiego nadania, w potrzebie zawsze może liczyć na pomocną dłoń żołnierzy. Posłuszeństwo i gorliwość wysysają oni z mlekiem matki, a o dyscyplinie koszarowej przypomina im codzienna, mordercza musztra. Jej nieodłączną częścią jest natarczywe oddziaływanie propagandowe oraz regularny polityczny instruktaż. Tej umysłowej obróbce patronuje Centralna Komisja Wojskowa.
De facto CKW jest niekwestionowanym, naczelnym organem, który trzęsie wojskiem. Gremium temu przewodzi prezydent, szef partii – Hu Jintao. Przed dwoma laty CKW rozkolportowała okólnik, który miał być odpowiedzią na zuchwałe, jak je określono, akcje weteranów w Pekinie. Masowo stawiali się oni pod siedzibą wydziału politycznego wojska, dając upust niezadowoleniu z powodu niskich emerytur. Żądali podwyżek. Byli zdeterminowani i zamierzali trwać na posterunku aż do skutku. Rozpędziła ich policja. Najaktywniejszych aresztowano.
Aby zapobiec dalszym aktom łamania dyscypliny, CKW postanowiła upomnieć nie tylko wiarusów. Okólnik przestrzegał wszystkich wojskowych przed udziałem w publicznych demonstracjach. Dodatkowo zakazywał działań o charakterze religijnym i „zabobonnym”, angażowania się w praktyki duchowe wyjętej spod prawa formacji Falun Gong. Za podlegające karze uznano też podpisywanie petycji. Słono wyceniono koszty nieposłuszeństwa: wysoka grzywna, a nawet wydalenie z partii komunistycznej, czyli pożegnanie z karierą. Autorzy cyrkularza nie kryli, że dyscyplina jest niezbędna, zwłaszcza że „wrogie siły zachodnie wzięły nas na muszkę, forsują strategię, żeby Chińczyków zwesternizować, całkowicie poddać wpływom kultury zachodniej”.
Aby postawić kropkę nad „i”, dwa miesiące temu CKW wydała edykt zawierający przestrogi pod adresem czynnych zawodowo wyższych oficerów. W obwieszczeniu nawoływano do walki z korupcją, łapówkarstwem, zaniedbywaniem obowiązków i ze sprzeniewierzaniem publicznego grosza. Akcentowano też konieczność dawania przykładu i zaszczepiania podwładnym właściwych postaw. Szarżom nakazano unikanie ekstrawagancji i płochych przyjemności. Zabroniono afiszowania się dostatkiem i apanażami wynikającymi z posiadania rangi. Słowem, zalecono ukrywanie konsumpcji oraz demonstrowanie skromności. Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora. |