Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Marek Pielach: Pogoda dla tyranów Drukuj Email
( 2 głosy)




Marek Pielach, Polska Zbrojna   
17.09.2009.

Sample Image

Nie ma tak odrażającej postaci, żeby Zachód jej nie zaakceptował, jeśli uzna, że leży to w jego interesie.

REKLAMA

Myśliwce wykonujące podniebne akrobacje, ośmiuset tancerzy, wielkie orkiestry, tysiące ton fajerwerków i pomalowana na jaśniejszą zieleń trawa. Tak wyglądała największa impreza w historii Afryki, która właśnie zakończyła się w Libii. Bohater był tylko jeden – pułkownik Muammar Kadafi. Hucznie świętował 40-lecie dokonanego przez siebie zamachu stanu. 1 września 1969 roku jako sierżant obalił prozachodniego króla Idrisa I, a potem zniewolił własny naród, znacjonalizował zagraniczne firmy i wspierał działających w Europie terrorystów. Mimo to na uroczystości Kadafiego mieli zjawić się i Nicolas Sarkozy, i hiszpańska para królewska, i Silvio Berlusconi.

Ostatecznie nie skorzystali z zaproszeń, bo gazety wciąż wypominały im, że dyktator Libii ucałował ostatnio na lotnisku Abdelbaseta Alego al-Megrahiego – zwolnionego z więzienia w Szkocji sprawcę zamachu na samolot, który spadł na Lockerbie 21 grudnia 1988. Zginęło wówczas 259 pasażerów. Aż do 11 września 2001 roku był to największy atak terrorystyczny. Jednak to właśnie po tragedii w Nowym Jorku Kadafi umiejętnie wkupił się w łaski Zachodu. Zaoferował pomoc w zwalczaniu terroryzmu, przyznał, że miał udział w zamachu nad Lockerbie i wypłacił odszkodowania rodzinom ofiar. Odtąd ekscentryczny przywódca Libii mógł odwiedzać światowych przywódców (uczestniczył na przykład w jednym ze szczytów G8), a i oni chętnie wybierali się do jego namiotu w Trypolisie. Mówi się, że nawet zwolnienie Al-Megrahiego było wspólną decyzją Kadafiego i Brytyjczyków. Przyznał to syn dyktatora, który powiedział wprost, że Londyn zabiega o lukratywne kontrakty. Tak się bowiem składa, że Libia ma bogate złoża ropy naftowej i gazu ziemnego.

Wydanie mordercy własnych obywateli w zamian za korzyści gospodarcze? Brytyjczycy uznali, że to dobry interes. Także Kadafi miał w serdecznym powitaniu terrorysty swój cel. Marzy mu się bowiem stworzenie Stanów Zjednoczonych Afryki, musiał więc podnieść swój autorytet wśród tamtejszych przywódców i pokazać, że nie we wszystkim ulega Zachodowi. Na razie wydaje się jednak, że to przywódcy wolnego świata bardziej ulegają jemu niż odwrotnie. Co gorsza, nie dotyczy to tylko Libii. Nie ma tak odrażającej postaci, żeby Zachód jej nie zaakceptował, jeśli uzna, że leży to w jego interesie. „To jest sukinsyn, ale nasz sukinsyn”, mawiali Amerykanie w czasach zimnej wojny i ta zasada nadal obowiązuje, choć już mniej oficjalnie.

Nie ma lepszych

Inną kwestią jest, że na przykład w Azji Środkowej i na Bliskim Wschodzie, nawet jeśli odbywają się wybory, nie wygrywają ich prozachodni politycy ceniący kompromis, nieskażeni korupcją i walczący o prawa człowieka. Nie dlatego, że zdobywają za mało głosów, ale tacy osobnicy po prostu nie istnieją. Najlepszym przykładem jest prawdopodobny zwycięzca październikowych wyborów w Afganistanie Hamid Karzaj. Owszem, zna on sześć języków, a z CIA współpracuje już od lat osiemdziesiątych, ale oszałamiającą skutecznością wykazał się tylko w wydawaniu pieniędzy z pomocy zagranicznej (z których wiele trafiło podobno do jego kieszeni).  Amerykanie z chęcią przestaliby go wspierać, ale nikogo lepszego nie mają.

Przypomina to trochę ich relacje z byłym prezydentem Pakistanu Pervezem Musharrafem. Rządził on krajem od 1999 roku, kiedy to przeprowadził krwawy zamach stanu. Następnie wspierał talibów, ale po 11 września 2001 roku postąpił tak samo jak Kadafi – zadeklarował pełne poparcie dla wojny z terroryzmem. Na deklaracjach się nie skończyło. Musharraf wysłał ponad 70 tysięcy żołnierzy na pogranicze pakistańsko-afgańskie i wydał Amerykanom kilkuset członków bądź to Al-Kaidy, bądź bojówek talibskich. Problem w tym, że prowadząc taką politykę, stracił poparcie własnego narodu. Zmienił więc front i zaczął negocjować z przywódcami plemion pusztuńskich. Wtedy stracił poparcie Amerykanów. Nie pomógł mu stan wyjątkowy, który wprowadził w listopadzie 2007 roku. Niedługo po nim musiał odejść ze stanowiska.

Takich problemów nie mają dyktatorzy w Azji Środkowej. Korzystając ze strategicznego położenia regionu (w szelfie Morza Kaspijskiego znajdują się spore zasoby ropy), mogą robić wszystko. Jeśli bowiem narażą się Stanom Zjednoczonym, z chęcią obronią ich Rosja i Chiny. Każdy z tych krajów marzy o kontroli nad tym rejonem świata. Symbolem miejscowego przywódcy (po śmierci wznoszącego sobie złote pomniki władcy Turkmenistanu Saparmyrata Nyýazowa) jest prezydent Uzbekistanu Islom Karimov. Pozostaje on u władzy od 1989 roku. Najpierw jako sekretarz partii komunistycznej, później prezydent.

Podobnie jak wszyscy dyktatorzy, po 11 września 2001 roku poparł on wojnę z terroryzmem, ale sojusz skończył się w 2005 roku, kiedy Zachód nie mógł już przymknąć oczu na jego krwawą rozprawę z opozycją. Karimov wyjaśnił co prawda – podobnie jak Władimir Putin – że ci, których zabił, byli groźnymi islamskimi fundamentalistami, ale zdaje się, że ta formułka już się zużyła. Takich jak Karimov jest w regionie wielu. Nursułtan Nazarbajew nie ma tyle krwi na rękach, ale rządzi Kazachstanem od 1984 roku. Z tego samego pokolenia pochodził Hejdar Alijew (zmarł dwa miesiące po wyborach, w których wystawił kandydaturę swojego syna). Ilham Alijew rządzi więc Azerbejdżanem od 2003 roku. Jeszcze krótszy staż ma Gurbanguly Berdimuhamedow, który w 2007 roku został prezydentem Turkmenistanu, uzyskując 89 procent sfałszowanych głosów. Historia wyklucza jednak prawdziwą demokrację w tym rejonie świata. Władca jest jeden i jeśli Zachód tego nie rozumie, to nie będzie rozmów o dostawach ropy i gazu.

Niebezpieczne związki

Tyranów akceptuje się więc z braku innych możliwości. Gorzej, jeśli ci obracają się przeciwko swoim patronom. Realpolitik Zachodu bywa bardzo krótkowzroczna. George W. Bush mógł szczerze nienawidzić Saddama Husajna za to, że „chciał zabić jego tatusia”, ale nie kto inny jak Donald Rumsfeld, sekretarz  obrony w jego administracji, odwiedził kiedyś Husajna w Bagdadzie, a w czasie wojny iracko-irańskiej USA dostarczały mu uzbrojenie. Rumsfeld i tak zachowywał się powściągliwie w porównaniu z Jacques’em Chirakiem, który, będąc wtedy premierem Francji, próbował sprzedać Husajnowi reaktor nuklearny i podpisał z nim kontrakty na dostarczenie sporej ilości francuskiej broni. Jako prezydent Francji Chirac przyjął z honorami Roberta Mugabe, dyktatora Zimbabwe, który wypędzał z kraju białych farmerów.

To wszystko są jednak dość niebezpieczne związki, i to dla obu stron. Wystarczy przypomnieć, że Saddam Husajn, który nie chciał iść na żadne ustępstwa wobec Ameryki, skończył na stryczku. Znacznie bardziej niebezpieczny Kim Dzong Il, który zlecił pracę nad bombą atomową (w przeciwieństwie do Husajna, niedysponującego nawet bronią biologiczną), śpi jednak spokojnie. Wszystko dlatego, że administracja George’a W. Busha wolała zaatakować kraj z dużymi zasobami ropy naftowej, a nie państwo, w którym telewizja podaje obywatelom przepisy na „pożywną zupę z trawy”. Zatem znowu interesy… To one wyznaczają granice, w których mniejsi lub więksi despoci mogą się poruszać.

Trzech najgorszych dyktatorów XXI wieku – Kim Dzong Il, Omar al-Baszir i Robert Mugabe – może mordować własną i sąsiednią ludność, a także obrażać zachodnich polityków najgorszymi epitetami. Dopóki nie wspierają terrorystów, a w ich kraju nie ma znaczących surowców, dopóty włos im z głowy nie spadnie. Jeśli nawet mają surowce, ale są skłonni się nimi podzielić, jak Kadafi, również mogą być pewni, że dożyją późnej starości, a ich potomkowie przejmą „rodzinny interes”. Nietykalni są również dyktatorzy zarówno nic nieznaczący, jak i znaczący zbyt wiele. Do pierwszej kategorii należy z pewnością Aleksander Łukaszenko. Nie ma on broni atomowej, a gaz musi kupować (fakt, że na bardzo korzystnych warunkach) od Rosji. Nie wspiera też terrorystów, ani nie masakruje opozycji. To sprawia, że bez końca będzie mógł zarządzać swoim wielkim kołchozem (jak złośliwi czasem nazywają Białoruś). Na tle innych satrapów Łukaszenko wypada tak korzystnie, że w tym roku Unia Europejska wpuściła go nawet na swoje terytorium. W kwietniu prezydent Białorusi pojechał do Włoch, gdzie spotkał się z Silvio Berlusconim. W Watykanie przyjął go papież. Z zupełnie innych powodów nieusuwalny jest Hu Jintao – sekretarz generalny  K Komunistycznej Partii Chin i zarazem prezydent tego kraju.

Największa dyktatura

Ze względu na relacje gospodarcze z Chinami nie mówi się głośno, że ten kraj jest klasyczną dyktaturą. I to największą na świecie. Według Freedom House, to w Chinach mieszka połowa zniewolonej ludności świata. Na porządku dziennym są tortury i zabójstwa dokonywane na Tybetańczykach, Ujgurach, chrześcijanach, członkach wspólnoty Falung Gong, a także niepokornych chłopach i dysydentach politycznych. Tylko jak tu zadzierać z chińskim przywódcą, skoro i ze znacznie mniejszymi kacykami Zachód sobie nie radzi?

Artykuł ukazał się w Polska Zbrojna . Przedruk za zgodą Redakcji

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora. 

Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Osoby:  Muammar Kadafi  
Panstwa:  Libia  
Surowce:  Surowce  
Koncepcja artykułu jest ciekawa, ale za dużo w nim uproszczeń i przekłamań... Po pierwsze, propagowanie mitomanii, że Amerykanie wybrali Irak, a nie Koreę Pólnocną, bo tam jest ropa. Od początku wiadomo było, że ekonomicznie operacja w Iraku będzie dużo droższa, niż potencjalne korzyści z objęcia kontroli nad tamtejszymi złożami ropy (a żeby tego było mało, koszta znacząco przekroczyły zakładany budżet). Ale wracając do sedna sprawy, skoro tak często wytyka się Bushowi, że "najechał" Irak ,a nie KRLD, to zadam takie proste pytanie: niby jak Amerykanie mieliby dokonać interwencji w Korei Północnej? Rząd w Seoulu nigdy nie zgodzi się na taką akcję, Tokio tak samo. Jak dokonać inwazji na kraj, w którym około 100 000 żołnierzy ma wysoką wartość bojową i który ponad wszelką wątpliwość posiada broń chemiczną i prawdopodobnie biologiczną? Czy to źle, że Bush nie jest samobójcą i nie posyła amerykańskich chłopców na pewną śmierć na zaminowanych plażach Korei Północnej? Po drugie, strasznie mnie rażą stwierdzenia typu "Na porządku dziennym są tortury i zabójstwa dokonywane na Tybetańczykach, Ujgurach, chrześcijanach, członkach wspólnoty Falung Gong, a także niepokornych chłopach i dysydentach politycznych." odnośnie Chin. Takie stwierdzenia są bezpodstawne. Owszem, w Chinach dochodzi do nadużyć, ale ten kraj niczym nie zasłużył sobie na przedstawianie go jako współczesnej reinkarnacji III Rzeszy (i nawet za rządów Mao, w okresie Rewolucji Kulturalnej, Chinom daleko było do stalinowskiego terroru lat 30.). Skoro Chiny to taka straszna dyktatura, to jakim cudem w zatłoczonej pekińskiej kawiarni mogę otwarcie rozmawiać z chińską koleżanką o chińskim systemie rządów, o tym, co się jej podoba i co się nie podoba (a lista nie była krótka)? Po trzecie: a gdzie kilka słów o reżimach w Arabii Saudyjskiej, Katarze (jedno z najbardziej liberalnych państw muzułmańskich, w którym to w państwowej telewizji emituje się poradnik, jak bić żonę, by nie pozostawiać śladów) i innych państwach islamskich? Albo rządzone przez mafię Kosowo, dyskryminująca chrześcijan AKP w Turcji? To chyba przykłady lepsze, niż skonfliktowani z Zachodem Mugabe i al Bashir.
realista, 2009/09/20 06:00
Ciekawy artykuł. Nie napisał Pan tej konkluzji, ale praktycznie sama się nasuwa: gdyby handlować z tymi, co są nieskazitelni, trzeba by się obejść nie tylko bez bananów, ale i bez klocków LEGO.
Apostata, 2009/09/19 12:31
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

Jednostki Wojska Polskiego będą realizować szereg zadań w czasie Mistrzostw Europy w Piłće Nożnej Euro 2012.
więcej...
Wartość chińskiego eksportu spadła w styczniu, był to pierwszy spadek eksportu od ponad dwóch lat.  Wzbudziło to obawy chińskiego rządu co do wpływu globalnego spowolnienia gospodarczego na rozwój gospodarki kraju.
więcej...
Sytuację jaką obecnie obserwujemy na rynku europejskim zarówno polityczną, jak i gospodarczą, można sprowadzić do działań, których głównym celem uzyskanie jak największych oszczędności. Poszczególne państwa, zwłaszcza te z południa Europy, podejmują reformy,...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny