Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Skarby Turcji Drukuj Email
( 12 głosów)




Maciej Michałek   
20.09.2009.
Turcja jest wśród Polaków popularnym miejscem wakacyjnych wyjazdów, oferując piękne, śródziemnomorskie plaże w przystępniejszej cenie niż Grecja czy Włochy. Nas nie interesowało jednak leżenie nad wodą, a poznanie tego położonego na dwóch kontynentach kraju, który okazał się po prostu fascynujący.
REKLAMA

Image
Panorama Stambułu i most łączący kontynenty

Każdy chcący wybrać się na własną rękę do Stambułu musi zmierzyć się z podstawowym problemem, czyli wybraniem drogi dojazdu. W pierwszej kolejności sprawdziliśmy oczywiście bilety lotnicze, te jednak okazały się mało atrakcyjne. W ten sposób wtajemniczyliśmy się w wielką sztukę taniego jeżdżenia do tego miasta. Wszystko sprowadza się do wyważenia własnej, idealnej proporcji pieniędzy i czasu, jaką możemy na to poświęcić. Możliwości zaczynają się od opcji kosztującej niespełna 400zł i cztery dni drogi, przez kosztujące około 600zł, po minimum 1000zł i kilka godzin. Wśród podróżujących aż roi się od pomysłów na najkorzystniejszą trasę, polegających na najróżniejszych kombinacjach przemieszczania się na azymut pociągami, autobusami i tanimi liniami, przez Bułgarię, Rumunię, Ukrainę, a nawet Grecję. My wybraliśmy lot z Katowic do Bourgas, skąd bez problemu dojechaliśmy do Istambułu autokarem, co ostatecznie uszczupliło nas o 600zł i półtorej doby.
Miasto zamanifestowało swoją niepowtarzalność już na olbrzymim dworcu, na którym wysiedliśmy. Kierując się w stronę metro przejść musieliśmy wzdłuż alei chyba setki biur firm przewozowych, z których krzyczano do nas i ciągano za ręce, próbując zgadnąć dokąd jedziemy. Tłok i niesamowity gwar jaki temu towarzyszył sprawiał, że od razu poczuliśmy się egzotycznie. Wrażenie to pogłębił oszałamiający widok Błękitnego Meczetu nocą, ogromu oświetlonego na pomarańczowo, między którego minaretami szybowały tajemniczo olbrzymie mewy. Wbrew obiegowym opiniom ta część Turcji nie jest jednak dzika, jest to jedyne w swoim rodzaju połączenie Europy i Bliskiego Wschodu. Choć manifestuje ona swą inność, polegającą głównie na odmienności religijnej, jest jednocześnie przystępna i przeciętny Europejczyk czuje się w niej bardzo dobrze – mi miasto kojarzyło się z Rzymem. W ogóle, gdybym miał pokusić się o ocenę tureckich starań o zbliżenie z UE, przyznam, że krajowi brakuje niewiele. Gorzej jest natomiast z ludźmi, tymi na górze, którzy krajem rządzą (korupcja, wiele nierozwiązanych problemów), a przede wszystkim tymi na dole, których zmiana mentalności wymaga więcej czasu, niż jest się w stanie oszacować.

Image
W cieśninie Bosfor panuje ruch jak na autostradzie i nierzadkie są w niej kolizje

Tymczasem my, po utargowaniu z właścicielem hostelu przystępnej ceny za nocleg i czterech tureckich piw ekstra, ruszyliśmy następnego dnia w miasto. Zacząć najlepiej od dwóch najwspanialszych, „konkurujących” ze sobą świątyń – Hagia Sophii i Błękitnego Meczetu. Zwiedzanie meczetów wygląda nieco inaczej niż kościołów katolickich. Z jednej strony wstęp do nich jest bezpłatny (tylko Hagia Sophia została zamieniona na muzeum i nie jest już świątynią), z drugiej do większości wejście jest tylko dla muzułmanów, a nawet jeśli przewidziane jest wejście dla turystów, to poza porami modlitw i bocznym wejściem. Ponadto należy zdjąć buty, a kobiety muszą okryć ramiona i nogi (często trzeba zakładać specjalne płaszcze z kapturem, których wypożyczenie rekompensuje brak opłat za wstęp). Tak też wygląda wizyta w Błękitnym Meczecie, przepięknym, lecz zaskakująco pustym wewnątrz, znajdował się tam jedynie piękny dywan, mimbar (kazalnica) i mighrab (miejsce wskazujące kierunek Mekki). Islam zabrania tworzenia wizerunków Boga, sam meczet właściwie też nie jest miejscem świętym, jest tylko miejscem modlitwy. W związku z tym niech nikt się nie zdziwi, gdy w środku ujrzy pokaźną gromadkę ganiających się dzieci, lub grupy ludzi siedzących na dywanie i głośno się śmiejących.
Nie mniejsze wrażenie robi Hagia Sophia, będąca pierwotnie kościołem chrześcijańskim. Po ruchu obrazoburczym i setkach lat funkcjonowania jako meczet nie ma w niej jednak niemal żadnych malowideł, wizerunków świętych, ani innych charakterystycznych dla kościoła rzeczy, co sprawia, że jest jedyna w swoim rodzaju. W pobliżu jest jeszcze przynajmniej jedno miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić, a mianowicie wybudowane przez Justyniana Wielkiego ogromne, podziemne cysterny – ulokowane w sercu metropolii, robią duże wrażenie swym wiekiem i cichym półmrokiem.

Image
Po zmroku Stambuł pełen jest orientalnego czaru
 

Następnego dnia skierowaliśmy się do pałacu Topkapi, siedziby tureckich sułtanów. Pałac ten zajmuje olbrzymi obszar na cyplu cieśniny Bosfor i otaczają go słynne konstantynopolitańskie mury. Wewnątrz nie brakuje atrakcji, a wszystkie w pięknym, osmańskim stylu – wystawa karoc, klejnotów (m.in. 86 karatowy diament), broni, szat, harem na 800 kobiet i taras z widokiem na cieśninę. Po takiej ilości wrażeń nie pozostało nam nic innego, jak zajrzeć do jednego z wielu zagłębi gastronomicznych, które są tu na każdym rogu.
Kuchnia turecka nie jest różnorodna, co nie znaczy, że nie jest smaczna. Najpopularniejsze dania, z którymi każdy turysta się zetknie, to pide (rodzaj pizzy z serem), lahmacun (cienki placek z mięsno – warzywnym dodatkiem), oraz kebaby – Shish kebab (pieczony na poziomej „szpadzie”), Doner kebab (krojony z pionowego rusztu) lub Adana kebab, czyli mielony kotlecik, najczęściej pikantnie przyprawiony. Do dania zawsze dodawane są również mezze, czyli zimne przystawki (pomidory i ogórki z sokiem cytrynowym, paseczki cebuli z przyprawami, kozi ser i różne sosy), oraz kosz z pieczywem, przy czym te pierwsze chyba zawsze są w cenie, zaś pieczywo najczęściej nie, o czym warto pamiętać. Całość najlepiej dopełnia kubek Ayranu, czyli kwaśnego jogurtu rozrobionego z wodą, solonego do smaku. Po jedzeniu należy zaś wytrzeć ręce w podaną chusteczkę nawilżającą, ponieważ ludzie przykładają tu dużą wagę do higieny osobistej (przez dwa miesiące na Bliskim Wschodzie nie spotkaliśmy ani jednego brudnego człowieka, a temperatury były dwukrotnie wyższe niż w Polsce).

Image
Wyśmienita turecka baklawa występuje w tysiącu słodkich rodzajów

 Stambuł należy do tych miast, po których warto spacerować i spacerów tych nie ma się dość. Nam szczególnie przypadły do gustu trasy z dzielnicy tanich hosteli Sultanahmet przez most do okazałej wieży Galata z VI w. i finansowej dzielnicy Taksim, oraz przez starą dzielnicę mieszkalną do okazałych meczetów Segezhe i Sulejmaniye. Opuszczając Istambuł po zaledwie czterech dniach byliśmy szczęśliwi, ale gorąco polecam dłuższą wizytę, do odkrycia jest przecież jeszcze cała azjatycka część miasta...
Nocny autobus zawiózł nas do Selcuku, miasteczka wypadowego do zwiedzania Efezu. W Turcji praktycznie cały transport odbywa się nowoczesnymi autobusami, co trochę nas rozczarowało, bilety bowiem nie były najtańsze, a drogi najlepsze, spodziewaliśmy się też, że w takim dużym kraju powszechniejszy będzie pociąg. Tymczasem w Turcji kolej, która powinna być dobrem strategicznym (jak inaczej np. przerzucić wojska z zachodu do Kurdystanu?), ograniczona jest niemalże do połączeń wybudowanych przed stu laty przez Niemców i wykorzystywana głównie do przewozu towarowego. Selcuk okazał się przyjemnym miejscem, gdzie w dzień targowy obkupiliśmy się pysznych brzoskwiń, nektarynek i melonów.

Image
Owocowy targ w Selcuku już z daleka słodko pachnie
 

Do ruin jest jednak kawałek drogi, warto mieć to na uwadze wybierając miejsce noclegu – wiele hoteli, nawet tych tanich, oferuje darmową podwózkę. Ta z reguły jest tylko w jedną stronę, lecz jeśli zacznie się zwiedzanie od strony drogi do domu Matki Boskiej, od wyjścia na drugim końcu można zrobić sobie przyjemny powrotny spacer wzdłuż alei wysadzanej morwami. Sam Efez prezentuje się dobrze, choć nas nie zachwycił. Wśród ruin największe wrażenie robi olbrzymi amfiteatr, poza nim osoby nie zainteresowane wspaniałą historią tego miejsca mogą być rozczarowane.

Image
Wielki amfiteatr w Efezie

Z Efezu ruszyliśmy do kolejnej rozreklamowanej atrakcji, czyli Pamukkale. Te piękne, wapienne tarasy, wyglądające z daleka jak stok narciarski, szczególnie tłumnie odwiedzane są przez Polaków i Rosjan. Szkoda, że wielu z nich zachowywało się do tego stopnia prostacko, że zrobiło nam się wstyd naszej narodowości... Dodam do tego rozczarowanie, że jest to dziś miejsce w dużym stopniu sztuczne. Źródła, których wody bogate w minerały spływały po zboczu tworząc wapienne formy, zostały wyeksploatowane (podobno przez drogie hotele) i dziś woda leci z rury. A skoro tak, to ciekawe czy za kilka lat nie ujrzymy pięć razy okazalszego Pamukkale np. w Dubaju J Nie chcę jednak zniechęcać do odwiedzenia tego miejsca, jest naprawdę wspaniałe i robi duże wrażenie. Ponieważ przed wejściem należy zdjąć buty, przyjemnie brodzi się w błękitnych nieckach z wodą (sztucznych, po prawdziwych nie wolno chodzić), których dno stanowi aksamitny, wapienny muł. Na górze, ponad tarasami, czekają zaś ruiny starożytnego miasta Heriapolis. Ogółem, choć wrażenia zmąciło kilka rzeczy, bardzo nam się podobało.

Image
Naturalne tarasy w Pamukkale można obejrzeć jedynie z boku

Nadeszła pora na kilka dni wypoczynku nad Morzem Śródziemnym. Mieliśmy w planach odwiedzenie kilku miejsc na wybrzeżu, kiepskie drogi wzdłuż niego zniechęciły nas jednak i zadowoliliśmy się miasteczkiem Fethiye. Jest to bardzo turystyczne miejsce (na puste plaże w Turcji liczyć można dopiero na wschód od Alanya) o „wakacyjnym” klimacie. Wyjątkową atrakcją są górujące nad miastem skalne grobowce sprzed 2,5 tys. lat. Do najokazalszego z nich, grobowca Amyntasa, można się wspiąć, na mnie największe wrażenie zrobił jednak ich widok z dołu, gdy stojąc w zmieniającym się, nowoczesnym mieście, spoglądałem na niewzruszoną, sąsiadującą z nim przeszłość, wykutą przez bliżej nieznane ludy. Mankamentem odpoczynku w Fethiye jest brak plaży, całe wybrzeże zajmuje bowiem port i deptak. Na kąpiel pojechaliśmy więc do pobliskiego Oludeniz, równie turystycznej miejscowości, chwalącej się ponoć najczęściej fotografowaną plażą w Turcji. Ta rzeczywiście była piękna, a nad tłumem leżącym na piasku uczyli się latać paralotniarze. Po kąpieli wybraliśmy się zaś łódką do Butterfly Valley, urokliwej doliny, w której podobno (obok Tajlandii) kręcono film „Niebiańska Plaża”. Dostępna jest praktycznie tylko od strony wody i można w niej spędzić noc w rozstawionych namiotach. Miejsce to ma również podobny klimat do filmowego, przyciągając różnego rodzaju narkomanów, bezpiecznych tu przed policją. Nie jest to jedyna tak piękna enklawa w okolicy, a jedynie najbardziej znana, warto więc samemu poszukać też innych plaż.

Image

Prosto z wakacyjnego wybrzeża pojechaliśmy do Kapadocji, niezwykłej krainy w sercu kraju. Powstała na skutek jednej z największych katastrof w historii Ziemi, spowodowanej erupcją kilku wulkanów, z biegiem czasu zerodowała w niesamowite formy skalne. Ich podatność na obróbkę, a następnie twardnięcie w obecności powietrza sprawiła, że od niepamiętnych czasów zamieszkiwali ją ludzie, drążąc w skałach całe miasta.

Image
Kapadocki blok mieszkalny, do niedawna zamieszkany

Dziś atrakcją jest nocowanie w jednej z takich jaskiń, z czego skwapliwie skorzystaliśmy w wiosce Goreme. Bardzo popularne są loty balonem nad tą „kosmiczną” krainą i codziennie startuje ich o świcie kilkadziesiąt, co stanowi fantastyczny widok. My rozpoczęliśmy zwiedzanie od muzeum na świeżym powietrzu, czyli części terenu, gdzie znajdują się najpiękniejsze kościoły z czasów bizantyńskich, oczywiście wszystkie wykute w tufie wulkanicznym. Ponadto okolica oferuje wiele tras pieszych, podczas których można samemu odnajdywać najpiękniejsze miejsca, wędrując pośród wielu dolin i wzniesień – wrażenia murowane. Na zachód słońca udaliśmy się natomiast do wioski Uchisar, nad którą wznosi się imponująca twierdza wydrążona w tufie; z jej szczytu rozciągała się piękna panorama.

Image
Balony nad Kapadocją

Kolejnego dnia udaliśmy się do Derinkuyu, czyli największego z podziemnych miast Kapadocji. Miasto ma aż osiem poziomów, może pomieścić 20 tysięcy ludzi i znajduje się całkowicie pod ziemią, na powierzchni stoją współczesne zabudowania. Widząc je, aż ciężko uwierzyć, że tak żyli ludzie, całe miasto troglodytów, którzy w obliczu zagrożenia nie wychodzili na powierzchnię przez wiele dni – ostatni raz zdarzyło się tak w połowie XIX w. Choć dla zwiedzających udostępniony jest jedynie jego mały fragment, wyszliśmy na słońce pod dużym wrażeniem.

Image
Plac spotkań w podziemnym mieście Derinkuyu

Kolejnym przystankiem było miejsce mało popularne wśród turystów, ale jak na Turcję, wyjątkowe. Zawitaliśmy do Adany, miasta położonego na nizinie szczelnie otoczonej od strony lądu górami. Fakt ten sprawia, że panuje tu klimat wybitnie morski, co poczuliśmy już na dworcu autobusowym, wieczorne powietrze było gorące, ciężkie i wilgotne. Ocienione palmami centrum miasta pełne jest drogich hoteli i restauracji, lecz głównie ze względu na bogatych Turków, okolica jest bowiem zagłębiem rolniczym i przemysłowym, na którym wielu dorobiło się fortun. Jednym z nich jest rodzina Sabanci, jedna z najbogatszych w kraju, która wybudowała w centrum majestatyczny meczet swojego imienia. Ten jedyny poza Błękitnym meczet z sześcioma minaretami powstał jednak nieco ponad potrzeby, ponieważ metropolia jest bardzo liberalna i względnie niewielu jest tu silnie wierzących mieszkańców.

Image
Sabanci Camii, czyli olbrzymi meczet w Adanie

Innym wartym uwagi obiektem jest most z czasów rzymskich, podobno najstarszy nieprzerwanie używany na świecie. Poza miasto warto wybrać się nad odległe o 45km morze, w tym miejscu bardzo ciepłe i znacznie bardzie puste niż na zachodzie kraju. W pobliżu miasta stoi również potężna baza lotnicza wojsk amerykańskich i tureckich, jedna z dwóch używanych podczas wojny w Iraku. Amerykańscy żołnierze mało jednak ją opuszczali, tym bardziej, że wewnątrz mieli – poza rodzinami - wszystko, za czym mogli tęsknić, od Starbucks’a po basen.
Przed nami pozostało ostatnie miejsce znane z folderów reklamujących Turcję, Nemrut Dagi. Usypany na szczycie najwyższej w okolicy góry kurhan, ma być koniem pociągowym promocji masowej turystyki w tym biednym regionie kraju. Na noc zatrzymaliśmy się w prowincjonalnym miasteczku Kahta, wyraźnie biedniejszym niż dotychczasowa Turcja. Aby zdążyć na wschód słońca na oddalonym o 50km Nemrucie ruszyliśmy tam autem już o 3 w nocy. Na wysokości ponad 2 tysięcy metrów było tuż przed świtem bardzo zimno, o czym nie pomyśleliśmy, nagrzani dotychczasowymi ciepłymi nocami. Trzęsący się z zimna wreszcie jednak zostaliśmy oświetleni promieniami słońca, a razem z nami głowy starożytnych bogów pilnujące kurhanu. Niektórzy badacze spodziewają się znaleźć w jego wnętrzu skarby dorównujące tym z grobowca Tutanhamona, nikomu na razie nie udało się jednak dostać do jego wnętrza, a władze niechętnie wydają na te próby pozwolenia. Największe wrażenie robi jednak okolica, która ukazała się nam w promieniach słońca, dzika przestrzeń sięgająca po horyzont. Nemrut Dagi jest pełen tajemniczego piękna, lecz czy tego szuka masowa turystyka?

Image
Nemrut Dagi, pomnik świetności starożytnego królestwa Kommageny

Turcja niewątpliwie zaskoczyła nas bogactwem swych atrakcji. Choć równie nieodległa jak Grecja czy Włochy, dla przeciętnego Polaka jest nieporównanie bardziej egzotyczna. Po tej pełnej fascynujących miejsc podróży, nigdy nie będzie nam się już kojarzyć jedynie z plażowaniem i odrobiną starożytnych ruin. Ba, wręcz boli, gdy widzimy, że cała turecka kampania promocyjna oparta jest na takich skojarzeniach. Jej ziemie pełne są niezwykłych rzeczy i niezwykłych historii, i wystarczy tylko chcieć, by je poznać; wystarczy tylko chcieć... 

Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Panstwa:  Turcja  
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

Zniesienie opłat, oraz otwarcie konsulatu RP w Doniecku - o planowanych na ten rok działaniach polskiego MSZ poinformował minister Radosław Sikorski podczas wizyty w Kijowie.
więcej...
Wartość chińskiego eksportu spadła w styczniu, był to pierwszy spadek eksportu od ponad dwóch lat.  Wzbudziło to obawy chińskiego rządu co do wpływu globalnego spowolnienia gospodarczego na rozwój gospodarki kraju.
więcej...
Sytuację jaką obecnie obserwujemy na rynku europejskim zarówno polityczną, jak i gospodarczą, można sprowadzić do działań, których głównym celem uzyskanie jak największych oszczędności. Poszczególne państwa, zwłaszcza te z południa Europy, podejmują reformy,...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny