Szczyt G 20 w Pittsburghu
-
Magdalena Górnicka, IAR
G-20 formalnie potwierdziła wzrost pozycji Chin, Indii, Brazyli i Turcji
Odbywający się w USA szczyt przywódców G-20 formalnie przypieczętuje rosnące znaczenie krajów rozwijających się. Rola grupy G-8, skupiającej najbogatsze państwa świata i Rosję, zostanie ograniczona. Decyzja w tej sprawie zostanie oficjalnie ogłoszona dziś w Pittsburghu.
Już na początku szczytu w Pittsburghu, przywódcy najważniejszych światowych gospodarek podjęli historyczną decyzję. Od tego momentu G-20 będzie głównym światowych forum w sprawach ekonomicznych. Oznacza to, że takich kwestiach jak rozwój ekonomiczny, polityka stóp procentowych czy pomoc biednym krajom decyzje nie będą już podejmowane wyłącznie przez ekskluzywne grono państw zachodnich i Rosję. Od dziś formalnie dołączą do tej grupy takie kraje jak Chiny, Indie, Brazylia czy Turcja. Jak poinformował Biały Dom inicjatywę w tej sprawie zgłosił prezydent Barack Obama.
Decyzja o ustanowieniu G-20 głównym międzynarodowym forum ekonomicznym nie oznacza całkowitej likwidacji G-8. Grupa ta nadal będzie się spotykać ale przede wszystkim w sprawach politycznych i bezpieczeństwa międzynarodowego.
Pittsburgh to drugie po Montrealu miasto niebędące stolicą, które gości szczyt G-20. Wybór to nieprzypadkowy – najnowsza historia miasta odzwierciedla bowiem nadzieje, z którymi amerykańska administracja wiąże spotkanie szefów państw największych gospodarek świata.
Barack Obama wybrał Pittsburgh w Pennsylawanii, ponieważ to przykład miasta, które przeszło udaną transformację z biednego i zacofanego ośrodka przemysłowego, w miasto nowoczesne, przodujące w wykorzystaniu „zielonych technologii”.

Zdywersyfikowano sektor produkcji, opierający się kiedyś głównie na przemyśle stalowym, a duże inwestycje w nowe technologie sprawiły, że dzisiaj Pittsburgh ma niższe od średniej krajowej wskaźniki bezrobocia czy konsumenckich bankructw.
Oficjalnie, w Pittsburghu mają zostać rozpatrzone konsekwencje decyzji podjętych na poprzednich szczytach – w Waszyngtonie i w Londynie. Problem w tym, wskazują eksperci, że żadne konkretne ustalenia nie były wówczas podjęte – dlatego ich pomiar może być sprawą dyskusyjną.
Co więcej, nie zostaną prawdopodobnie podjęte nawet te bardziej ogólne decyzje – jak ta z Londynu o bilionie dolarów przeznaczonym na walkę z kryzysem i pomoc najbiedniejszym krajom świata.
Jak mówi Mike Froman, zastępca szefa NSC ds. międzynarodowych stosunków gospodarczych, szczyt w Pittsburghu ma przede wszystkim pokazać samym Amerykanom, jak bardzo ich własna gospodarka jest związana z systemem globalnym.
Mimo wszystko, istnieje kilka kwestii, wobec których uczestnicy szczytu będą szukali porozumienia. Obejmują one m.in.:
- Ograniczenie wynagrodzeń dla szefów wielkich banków: menedżerów i dyrektorów wykonawczych. Po skandalach z przeznaczeniem pieniędzy z pakietu stymulacyjnego (finansowanego z budżetu, a więc z pieniędzy podatników) na premie dla dyrektorów tych niemalże upadłych banków, opinia publiczna głośno domagała się transparentności w pensjach na najwyższych, strategicznych stanowiskach w instytucjach finansowych. To nie tylko problem amerykański. Prezydent Francji, Nicolas Sarkozy, zapowiedział, że „wróci wcześniej do domu”, jeśli premie bankierów nie zostaną ograniczone.
- Opracowanie sposobów kontroli banków i innych instytucji finansowych
- Tworzenie planów rozwoju, które przyniosą pozytywny skutek w skali całego globu – promowanie zrównoważonego wzrostu. Dużo zależy od tego, czy Chiny zdecydują się na dywersyfikację rynków docelowych, a także stymulację konsumpcji we własnym kraju: Stany Zjednoczone nie mogą być jedynym państwem napędzającym chiński handel.
- Walka z protekcjonizmem – prezydent Obama będzie być może musiał, dla przykładu, zdecydować się na obniżkę cła na opony importowane z Chin (która to stawka celna niedawno została podniesiona).
- Zmiana działania MFW na tyle, by państwa o mniejszych gospodarkach miały więcej do powiedzenia przy tworzeniu warunków programów pomocowych MFW, uwzględniających specyficzne warunki danego kraju.
- Ujmowanie w strategicznych decyzjach gospodarczych nowoczesnych, ekologicznych i energooszczędnych technologii.
Główne różnice między uczestnikami szczytu G-20 rysują się między USA, Chinami i Indiami a Europą. Państwa Starego Kontynentu chcą większych restrykcji w wynagrodzeniach dla bankierów, co niezbyt widzi się Barackowi Obamie, poddawanemu ostrym atakom ze strony fiskalnych konserwatystów, oskarżających prezydenta o socjalizm czy nawet komunizm.
USA, Chiny i Indie są też mniej skłonne do daleko idących redukcji emisji gazów cieplarnianych. USA – ze względu na wewnętrzną opozycję, a Chiny i Indie – ze względu na niższy stopień zaawansowania „czystego” przemysłu, a także koszty, które mogłyby zagrozić konkurencyjności gospodarek tych krajów.
Niejasna jest też sprawa ewentualnego wprowadzenia nowej waluty rezerwowej, która byłaby konkurencją dla dolara. Wiadomo, że zależy na tym Chinom (których waluta ma sztywny, zaniżony kurs wobec amerykańskiej). Rosja też nie ma nic przeciwko: premier Władimir Putin nawet publicznie poparł tę propozycję.
Amerykanie przewidują, że własne cele na szczycie w Pittsburghu będzie próbowała realizować w przededniu wyborów Angela Merkel. Niemiecka kanclerz, która dosyć daleko odeszła od liberalnych (w rozumieniu europejskim) stanowisk wobec gospodarki, będzie chciała udowodnić krytykom tej „zdrady”, że państwo jest czasami w gospodarce konieczne: najlepszym dowodem może być służba zdrowia w USA
W drugim kwartale tego roku wyraźnie można było zaobserwować pierwsze oznaki ożywienia gospodarki. Ostrożnie o końcu kryzysu mówili m.in. Ben Bernanke i Paul Krugman. Jak pokazują dane, najszybciej odbudowa gospodarki zaczęła się w Chinach, a później przeniosła się na resztę Azji. Następnie była Europa, a USA – ojczyzna kryzysu – dopiero na samym końcu.
Chiny mogą być niejako zmuszone do dywersyfikacji kontaktów handlowych (w tym zakupu nowych technologii czy pozyskiwania inwestycji) – czekając, aż Stany z powrotem złapią tempo.
Ważnym pytaniem, jakie muszą sobie zadać przedstawiciele największych gospodarek świata, jest ostateczny moment wycofania się z dalszego subsydiowania gospodarki.

Wyważenie odpowiedniego momentu to finansowa ekwilibrystyka: zbyt długie zwlekanie niesie ze sobą ryzyko inflacji. Zbyt prędkie jednak przestanie stymulowania gospodarki – dramatyczny wzrost bezrobocia.
Ponieważ państwa przyjęły różne koncepcje planów stymulacyjnych i antykryzysowych, trudno sobie wyobrazić, by można było ustalić jednolity sposób ich zakończenia.
Pozostaje jeszcze sprawa banków. Wycofanie pieniędzy dla nich może przyczynić się do ograniczenia akcji kredytowej, co koniec końców może zaowocować upadkiem zarówno instytucji finansowych, jak i kolejnego kryzysu kredytowego w sektorze małych i średnich firm.
Carnegie Endowment for International Peace zwraca uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny aspekt spotkania w Pittsburghu, a który jest niemal nieobecny w dyskursie medialnym i politycznym. Mianowicie, chodzi o dalsze zadania i strategiczne cele grupy G—20. Czym tak naprawdę powinna się ona zajmować? Z jednej strony bowiem wydaje się być to optymalny skład liczebny dla „światowego rządu gospodarczego”, zapewniający mu efektywność, w przeciwieństwie do zbyt elitarnego G-8 i zbyt masowego forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ.
Może się wydawać, że Barack Obama najchętniej dostarczyłby odpowiedzi właśnie na to ostatnie pytanie. Bez wątpienia chodzi o przywództwo USA, pytanie tylko w jakiej kombinacji? G-2, jak proponuje Zbigniew Brzeziński, z Chinami? I gdzie tu miejsce dla Europy?
Paradoksalnie, być może prezydent udzielił odpowiedzi podczas przemówienia na forum ONZ. Postulując międzynarodową współpracę, Ameryka Obamy nie rezygnuje wcale ze światowego przywództwa. Chce jednak przewodzić silnej drużynie: być bardziej Primus Inter Pares niż Cezarem państw niewiele znaczących w globalnej polityce: a nuż znajdzie się Brutus?
Dane na podstawie: bloomberg.com, CNBC, Carnegie Endowment for International Peace, forbes.com, wsj.com


Wolność w szwedzkim modelu państwa opiekuńczego