|
W niedzielny wieczór niemieccy socjaldemokraci musieli przełknąć gorzką pigułkę. Najgorszy wynik od czasów II wojny światowej zmusza do radykalnych kroków i rozliczeń. Jednak obecna sytuacja w SPD przypomina raczej kolokwialne powiedzenie „chcę, ale się boję”.
REKLAMA
Po wyborczej klęsce socjaldemokraci będą musieli znaleźć receptę jak przekonać do siebie wyborców. Zmiany w kierownictwie partii powinny to ułatwić, ale i tu, podobnie jak w minionej kampanii, nie obserwujemy decyzji odważnych i przyszłościowych. Rezygnacja nestora socjaldemokratów Münteferinga zaskoczeniem nie jest. Co innego można powiedzieć o mianowaniu dotychczasowego kandydata na kanclerza, Steinmeiera, tylko na funkcję przewodniczącego frakcji parlamentarnej. Wydawałoby się, iż w tak głębokim kryzysie wewnętrznym w jakim obecnie znajdują się socjaldemokraci, potrzebne będzie przywództwo silne i skupione w jednym ośrodku. Należałoby się również zastanowić, czy Steinmeier, który w kampanii wyborczej zawiódł zarówno wyborców jak i kolegów partyjnych, na szefowanie ugrupowaniem w ogóle się nadaje. W mojej opinii raczej nie. Pełniący jeszcze obowiązki szefa niemieckiej dyplomacji, Steinmeier, jest z natury technokratą. Bez wątpienia dobrze wypełnia swoje zadania i większość Niemców zgodnie przyznaje, iż dobrze sprawuje się jako minister spraw zagranicznych. Jednak jeżeli chodzi o walkę polityczną, gdzie dyplomatyczne maniery często schodzą na dalszy plan, ustępując miejsca wiecowemu populizmowi, Steinmeier radzi sobie słabo. Nie jest on klasycznym przykładem politycznego fightera, a ktoś taki jest obecnie socjaldemokratom bardzo potrzebny.
Ale na tym kłopoty SPD się nie kończą. Steinmeier nie chciał być szefem partii, będzie nim za to prawdopodobnie dotychczasowy minister środowiska Gabriel. Wybór wydaje się być trafiony, gdyż z szerzej nieznanego polityka stał się w poprzedniej kadencji jednym z filarów SPD, a ponadto prowadził w zasadzie najlepszą kampanię wyborczą z socjaldemokratów. Szkopuł jednak w tym, iż jego władza będzie ograniczana przez Steinmeiera, a także wpływowych członków prezydium partii. Dodatkowo jego przeciwnikiem jest coraz silniejsze lewe skrzydło ugrupowania, które nie będzie ułatwiało Gabrielowi pracy. W całej wymianie personalne na szczycie SPD dziwi zachowanie burmistrza Berlina, Wowereita oraz przyszłej sekretarz generalnej socjaldemokratów Nahles. Otóż Wowereit był już od dłuższego czasu wymieniany w roli przewodniczącego partii. Z jego głosem liczyła się większość towarzyszy. W Berlinie mówi się, iż nie chciał zostać szefem partii. Być może zadania stojące przez SPD przerosły jego siły, ale równie prawdopodobny jest fakt, iż widok z berlińskiego ratusza jest bardziej ekscytujący niż spoglądanie na świat wielkiej polityki z okien partyjnej siedziby w Willi-Brand Haus. Natomiast Nahles zrezygnowała podobno z braku doświadczenia, choć jako faworytka lewego odłamu SPD miała duże poparcie wśród członków partii. Konkludując można stwierdzić, iż rozdzielenie funkcji przewodniczącego frakcji oraz szefa partii nie będzie korzystne dla SPD. W obecnej sytuacji może na tym tle dochodzić do dalszej walki o wpływy wewnątrz partii, szczególnie uwzględniając dążenia bardziej lewicujących deputowanych do stworzenia w perspektywie następnych wyborów, koalicji z postkomunistami. Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora. |