|
Barack Obama przyleciał do Kopenhagi w piątek rano. W stolicy Danii przedstawił finałową prezentację Chicago jako miasta kandydackiego do organizacji igrzysk. Olimpiada odbędzie się jednak w Rio de Janeiro. REKLAMA
Barack Obama odwołał się w prezentacji do słynnego hasła ze swojej kampanii prezydenckiej,zmienionego na tę okazję na "Together We Can". Wspomniał też niepowtarzalną atmosferę zeszłorocznych wyborów prezydenckich, wielkie nadzieje, które - wraz z wiarą w zmianę - potrafiły skłonić ludzi do czegoś, co wydawało się niemożliwe. Kolebką tego całego ruchu było właśnie Chicago, "najbardziej amerykańskie z amerykańskich miast". Relacje medialne podkreślały, że zasadnicza walka toczy się między Chicago a Rio de Janeiro, pomijając pozostałe dwa miasta - Madryt i Tokio.
Wszystkie cztery delegacje przywiozły do Kopenhagi znamienitych gości. Za Chicago lobbowały - oprócz samego prezydenta - także Michelle Obama i gwiazda telewizji, Oprah Winfrey. Brazylię, oprócz - oczywiście - prezydenta Luiza Luli da Silvy, reprezentował także legendarny piłkarz Pele. Do organizacji olimipady w stolicy Hiszpanii zachęcał król Juan Carlos, a w stolicy Japonii - premier Yukio Hatoyama. Każda z ekip, po przestawieniu przygotowanej wcześniej prezentacji, musiała zmierzyć się z pytaniami i wątpliwościami delegatów MKOl: Japonii zarzucano wcześniej "zbyt mały entuzjazm", co przedstawiciele Tokio próbowali zrównoważyć, podkreślając energooszczędność i ekologiczność rozwiązań, jakie miały być zastosowane przy organizacji olimpiady. W przypadku Brazylii, gorącą kwestią była skala przestępczości. Jednak gubernator stanowy Rio de Janeiro zapewnił MKOl, że zmiany w tej kwestii są już widoczne, a dokonały się także dzięki sportowi. Natomiast jeśli chodzi o USA, największe kontrowersje budziła kwestia swobodnego wjazdu na teren kraju - zarówno sportowców, jak i działaczy, dziennikarzy, a przede wszystkim - kibiców. "USA starają się być jak najbardziej otwarte na świat" - odpowiedział Barack Obama. Najmniejsze szanse od początku miał Madryt - jego prezentacja była krótka i zaczęła się już po rozpoczęciu głosowania. Członkowie MKOl z krajów, które starały się o organizację igrzysk, nie mogli głosować dopóki miasto z ich państwa nie zostało wyelminowane: jeśli bowiem żadno z miast kandydackich nie otrzyma większości głosów w pierwszej rundzie, to, które zgromadziło najmniej głosów, wypada z listy. Jeśli w rundzie finałowej głosowania byłby remis, to rozstrzygający głos należy albo do Jacquesa Rogge'a, przewodniczącego MKOl, albo sprawa rozstrzygana jest jest przez Radę Wykonawczą MKOl. Pierwsze z wyścigu o organizację igrzysk wypadły Chicago i Tokio. Chicago przeznaczyło na przygotowania swojej kandydatury ponad 50 milionów dolarów. Na podstawie: nytimes.com, chicagotribune.com, CNN |