Dariusz Kałan: Od króla czekolady do szefa dyplomacji
Po siedmiu miesiącach Rada Najwyższa wypełniła wakat na stanowisku ministra spraw zagranicznych. Tymczasem osoba nowego szefa dyplomacji nie rozwiewa wątpliwości, na jaki kurs w polityce zewnętrznej zdecyduje się wreszcie Ukraina. I – jak się zdaje – właśnie o to chodziło.
Urząd szefa dyplomacji był nie obsadzony od marca. Wówczas ukraiński parlament odwołał Wołodymyra Ohryzkę, zwolennika polityki prozachodniej. Pretekstem do dymisji był niekorzystny wyrok Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie granicy morskiej między Ukrainą i Rumunią. Przez ostatnie pół roku resortem zarządzał w randze p.o. ministra zawodowy dyplomata Wołodymyr Chandohij.
Minister Poroszenko
Nowy minister, Petro Poroszenko, jest nie tylko bliskim współpracownikiem Wiktora Juszczenki (prezydent jest nawet ojcem chrzestnym dwojga z jego dzieci), ale przede wszystkim jednym z najważniejszych i najpotężniejszych oligarchów ukraińskich. Jest właścicielem stacji telewizyjnej oraz firmy produkującej słodycze, stąd też jego przezwisko „król czekolady”. Na początku kadencji Juszczenki pełnił funkcję szefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, później był kandydatem na przewodniczącego Rady Najwyższej, ale przegrał z Ołeksandrem Morozem. Od 2007 roku pracował w Narodowym Banku Ukrainy jako szef rady nadzorczej.
Prezydent planował powołać Poroszenkę na stanowisko premiera tuż po swoim zwycięstwie w wyborach w 2004 roku. Nie zrobił tego tylko dlatego, że zaprotestowała Julia Tymoszenko, która podczas rewolucji poparła Juszczenkę w zamian za wysokie stanowisko państwowe. W czasie pierwszej kadencji obecnej pani premier Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, do której ostatecznie trafił Poroszenko, była nazywana „drugim rządem”. Dla Tymoszenko „król czekolady” był uosobieniem wszystkich wypaczeń epoki kuczmowskiej: zbyt bliskich powiązań władzy i biznesu, nepotyzmu oraz korupcji. Ostatni zarzut musiała publicznie odwołać po tym, jak przegrała z Poroszenką proces sądowy. Ciąg waśni i sporów przeciął Juszczenko, dymisjonując oboje we wrześniu 2005 roku. Odwołanie rządu stało się punktem zapalnym do wybuchu trwającej do dziś wojny między liderami Pomarańczowej Rewolucji.
Między Juszczenką a Tymoszenko
Tym bardziej więc zaskakuje obecna reakcja Tymoszenko. Premier powiedziała, że rząd zaakceptuje wszystkie kadrowe decyzje Juszczenki (w ukraińskim systemie politycznym to prezydent mianuje szefów resortu spraw zagranicznych i obrony narodowej). „Prezydent ma prawo wyznaczać odpowiednich ministrów, a to czy nam podoba się ta kandydatura, czy nie, nie ma żadnego znaczenia”, przyznała. I rzeczywiście, w parlamencie Poroszenko uzyskał 240 głosów poparcia, w tym całego Bloku Julii Tymoszenko.
Zachowanie premier budzi konsternację. Kiedy w marcu Rada Najwyższa odwoływała Ohryzkę, nikt nie mówił o konstytucyjnym prawie prezydenta. Podobnie, gdy w czerwcu zdymisjonowano wbrew Juszczence ministra obrony, Jurija Jechanurowa. Tymczasem w sprawie Poroszenki Tymoszenko zachowała nietypową wyrozumiałość. Już we wrześniu zeszłego roku dziennikarze „Ukrainskiej Prawdy” zauważyli, że na obchodach pięciolecia stacji telewizyjnej Poroszenki zabrakło Juszczenki, ale pojawiła się właśnie Tymoszenko. „Król czekolady” publicznie wychwalał jej „mądrość kobiety”. Kto wie, być może na ukraińskiej scenie narodził się nowy egzotyczny tandem. To – kolejny już – dowód na to, że na Ukrainie od sympatii politycznych istotniejsze są bieżące interesy. W czasie zbliżających się wyborów prezydenckich Tymoszenko będzie tak samo potrzebna Poroszence, jak on jej. Oczywiście, jeśli nowy duet do tego czasu się nie rozpadnie. Zresztą, oligarchowie nigdy nie byli stali w uczuciach politycznych. Sam Poroszenko, zanim związał się z Juszczenką, był członkiem Partii Socjaldemokratycznej.
Z kolei inna teoria mówi, że Juszczenko wprowadził swojego bliskiego współpracownika do rządu, bo wiedział, że prędzej czy później doprowadzi to do wybuchu wewnętrznego konfliktu. A to osłabiłoby pozycję i wiarygodność pani premier w czasie wyborów. Dla obecnego prezydenta niedopuszczenie do zwycięstwa Tymoszenko jest być może ważniejsze niż powstrzymanie rywala z przeciwnego obozu ideowego, Wiktora Janukowycza.
Nadzieje
Zwolennicy powołania Poroszenki na stanowisko ministra spraw zagranicznych, przekonują, że to kandydat idealny na obecne trudne czasy. „Po pierwsze niedofinansowana, osłabiona dodatkowo przez cięcia oszczędnościowe dyplomacja potrzebuje bardziej doświadczonego menedżera niż specjalisty od spraw zagranicznych”, twierdzi Waleryj Czałyj z Centrum im. Razumkowa. „Po drugie zaś Poroszenko, jako znany biznesmen, pomoże w odblokowaniu zachodnich rynków, przestraszonych skalą kryzysu na Ukrainie”.
Ponadto właśnie Poroszenko może być najskuteczniejszym rzecznikiem podtrzymania prozachodniego kursu Ukrainy. A w ostatnim czasie został on mocno wyhamowany. Premier Tymoszenko powtarza stare, sprawdzone w drugiej połowie lat 90. metody polityki dwubiegunowości, zaś o szkodliwym „euroromantyzmie” mówi już nie tylko Janukowycz, ale także Arsenij Jaceniuk, bliski współpracownik Juszczenki i poważny kandydat w nadchodzących wyborach prezydenckich. Tymczasem forpocztą ruchu proeuropejskiego od dawna pozostają na Ukrainie oligarchowie, zainteresowani poszerzaniem wpływów ekonomicznych na Zachodzie.
Wątpliwości
Nadzieje na przywrócenie i umocnienie zdecydowanego zachodniego kierunku rozwoju Ukrainy mogą być jednak złudne. W czasie, kiedy MSZem kierowali fachowcy, tacy jak Borys Tarasiuk czy Ohryzko, polityka zagraniczna nie była przedmiotem tak intensywnego politycznego sporu. Wprowadzenie do resortu człowieka bez doświadczenia dyplomatycznego, który wydaje się być politycznie rozdarty między Juszczenką a Tymoszenko, sprawia, że kurs Ukrainy znów staje się zależny od rezultatu gry między dwojgiem głównych decydentów, prezentujących, co pokazała chociażby ich reakcja na wojnę gruzińską, dwa odmienne punkty widzenia na politykę zagraniczną.
Nominacja dla Poroszenki to także ostateczna klęska ideałów Pomarańczowej Rewolucji. Jej awangardziści, którzy doszli do władzy z hasłami demokratyzacji i ograniczenia wpływów ukształtowanego w czasach Kuczmy systemu oligarchicznego, szybko zapomnieli o tamtych obietnicach. Nie tylko dlatego, że wykształcenie nowej elity okazało się w kraju bez tradycji kultury politycznej nierealne. Przede wszystkim, zarówno Juszczenko, jak i Tymoszenko, byli beneficjentami tego systemu. Zwycięzcy z Majdanu zamiast zburzyć konstrukcję nieformalnych powiązań oligarchicznych, tylko wymienili ich ogniwa. Stąd szybkie kariery takich ludzi, jak Poroszenko czy Dmitrij Firtasz, do niedawna szef kontrowersyjnej spółki dystrybucyjnej RosUkrEnergo.
Dwa miesiące przed piątą rocznicą rewolucji, tak jak i na początku rządów Juszczenki i Tymoszenko, Ukraina została skazana na współpracę pani premier z Poroszenką. Pięć lat temu wszyscy troje byli symbolami nowego otwarcia. Dziś zaś udowadniają, że od czasu rewolucji zajmowali się głównie przywracaniem i konserwacją porządku, przeciwko któremu wspólnie wystąpili.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.



Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy