Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Strona główna
Mahmud Mamdani: O co chodzi w Ruchu Ocalenia Darfuru? Drukuj Email
( 2 głosy)




Mahmud Mamdani   
13.10.2009.

Sukces Ruchu Ocalenia Darfuru (ROD) przywodzi na myśl jego poprzedników z historii mobilizacji obywatelskiej w Stanach Zjednoczonych: ruch antywojenny lat 60. oraz ruch przeciwko apartheidowi w latach 80. Jednak Ruch Ocalenia Darfuru jest inny od obu wspomnianych pod kilkoma względami. Przede wszystkim, nie jest to ruch pokojowy, ale – przeciwnie – ruch mobilizacji do walki. Wystarczy przywołać tylko jego hasła: „Pod broń!” czy „Z Iraku do Darfuru!”.

REKLAMA

Gdy byłem w Darfurze w 2008 r., zapytałem funkcjonariusza służb humanitarnych ONZ ile z 15 mln USD funduszy, zebranych przez Ruch w 2007 r., znalazło drogę do Darfuru. Odpowiedział, że nic. Po powrocie do Nowego Jorku zadzwoniłem więc do centrali ROD i zapytałem ich pracownika, czy to prawda. Odpowiedział, że Ruch nie jest organizacją humanitarną, tylko grupą nacisku.

Czy w Darfurze trwa ludobójstwo?

Prawnicy Ruchu twierdzą, że rząd Sudanu od 2003 r. dokonuje w Darfurze ludobójstwa. Jednak wiedza, będąca u podstaw tego stwierdzenia, nie opiera się na jakichkolwiek dokładnych analizach, począwszy od podstawowego pytania: ile osób mogło zginąć w Darfurze, szczególnie w szczytowym okresie eskalacji przemocy, który przypadł na lata 2003-2004. Tymczasem w 2006 r., Rządowe Biuro Odpowiedzialności (Government Accountability Office) [1], instytucja kontrolna władz USA, poprosiła panel 12 ekspertów o dokonanie oceny sześciu różnych szacunków „nadwyżki zgonów” w Darfurze w tym właśnie okresie, wykazujących zdumiewające zróżnicowanie: od 70 tys. (WHO), do aż bez mała 400 tys. (analitycy współpracujący z ROD).

Paneliści jednomyślnie zgodzili się, iż szacunki zbliżone do górnej granicy były najmniej wiarygodne, ponieważ oparte na nieusprawiedliwionych uogólnieniach z wybranych próbek, oraz że najbardziej wiarygodną estymacją jest ta autorstwa związanego z WHO laboratorium badawczego z Belgii – CRED, oceniająca liczbę ofiar na 118,142. Poza tym w Darfurze występowała nie jedna, ale dwie zasadnicze przyczyny śmierci: najpierw susza i pustynnienie, a dopiero potem bezpośrednia przemoc. „Szacujemy liczbę zmarłych w wyniku przemocy na ok. 35 tys.”, stwierdzono w raporcie CRED. Publikacje Ruchu Ocalenia Darfuru więc nie tylko zawyżają liczbę zgonów, ale również wprowadzają w błąd sugerując, że wszystkie one są wynikiem zabójstw.

Wojna bez historii?

Trzecie wypaczenie wynikło z ciszy wokół historii konfliktu, który zaczął się jako wojna domowa w latach 1987-1989, i miał liczne przyczyny. Fundamentalną przyczyną historyczną była polityka ziemi zaprowadzona w Sudanie przez brytyjski kolonializm, która doprowadziła do redystrybucji całości ziemi w Darfurze w postaci „plemiennych ojczyzn”, z premiami w postaci dodatkowych nadziałów przyznawanych plemionom osiadłym, żyjącym w stałych osadach. Jednym z rezultatów tego działania było, iż koczowniczy hodowcy wielbłądów z północy, którzy nie posiadali trwałych siedlisk, nie otrzymali „plemiennej ojczyzny”. Potem nadeszła czterdziestoletnia susza (trwająca od lat 40. do 80.), podczas której Sahara przesunęła się o ok. 40 km na południe, spychając nomadów w tym samym kierunku, gdzie udali się w poszukiwaniu lepszej ziemi w obrębie górzystych obszarów Jebel Merra. Doprowadzono tym samym do klasycznego konfliktu ekologicznego pomiędzy chłopami a koczownikami: tylko ten, kto kontrolowałby najbardziej urodzajne ziemie, miał szanse na przetrwanie suszy. Ostateczną przyczyną konfliktu była natomiast Zimna Wojna, która w tej części Afryki zogniskowała się w Czadzie, gdy Ronald Reagan uznał Libię za państwo terrorystyczne dzień po tym, jak w 1980 r. objął urząd prezydenta. Od tamtej pory obie strony w czadyjskiej wojnie domowej znajdowały protekcję u stron Zimnej Wojny: jedna miała oparcie w koalicji reaganowskiej Ameryki, Francji i Izraela, a druga w sojuszu Libii i Związku Radzieckiego. Opozycja przekraczała granice Darfuru i stamtąd mobilizowała się, uzbrajała i atakowała. W połowie lat 80., gdy w Darfurze brakowało wody, prowincja była dosłownie zalana bronią. Ważną kwestią jest także to, iż wielkie mocarstwa zaangażowały się w konflikt w Darfurze zanim uczynił to rząd Sudanu.

Wojna domowa z lat 1987-1989 była prowadzona z wielką brutalnością. Podczas konferencji rozjemczej, która ją zakończyła, jedna ze stron oskarżyła drugą o ludobójstwo (a właściwie „Holocaust”), podczas gdy tamta demaskowała czystki etniczne dokonywane przez tych, twierdzących, że są „rdzenną ludnością” Darfuru. Gdy Ruch Ocalenia Darfuru ogłosił, że w regionie tym miało miejsce ludobójstwo, odzwierciedlało to zatem punkt widzenia tylko jednej ze stron wojny domowej.

Powstanie zaczęło się w 2003 r., gdy jedna ze stron w prowadzonej przez plemienne milicje wojnie dokonała „samoawansu” do statusu ruchu powstańczego. Choć rekrutacja pozostała plemienna, to perspektywa znacznie poszerzyła się dzięki zawieranym sojuszom. Jedna z milicji nawiązała stosunki z SPLA [2] na południu, a druga z przewodzonymi przez Turabiego [3] Islamistami w Chartumie. Nie stanowiło zatem wielkiego zaskoczenia, gdy władze sudańskie zdecydowały się na sojusz z opozycyjną stroną w wojnie domowej – koczownikami z północy – aby przeciwstawić się powstaniu.

Liczba zgonów mających wynikających w przemocy obniżyła się w Darfurze radykalnie – do niezwykle niskiego poziomu średnio poniżej 200 osób – w końcu 2004 r., gdy Unia Afrykańska wkroczyła i nadała priorytet „wykuwaniu” stabilności politycznej regionu. W ubiegłym miesiącu natomiast, Rada Bezpieczeństwa usłyszała w przesłaniu Sekretarza Generalnego OZN dla Sudanu, że liczba ta w Darfurze osiągnęła przeciętnie mniej niż 150 osób miesięcznie na przestrzeni 16 miesięcy – od stycznia 2008 do kwietnia 2009 r. Zgodnie z jego słowami, Darfur nie jest już kwestią najwyższego priorytetu, lecz strefą „konfliktu o niskiej intensywności”.

Marketing na rzecz „słusznej przemocy”

Jednak żaden z powyższych faktów nie jest wcale tak oczywisty dla tych, którzy karmieni są kampaniami reklamowymi ROD, i to niekoniecznie z braku źródeł. W praktyce bowiem Ruch zatrudnia na pełny etat agencję marketingową, która zaprojektowała jego publiczną kampanię, włączając w to nawet reklamy wielkości całej strony w New York Timesie. Łącząc lekcje pobrane podczas poprzednich mobilizacji społecznych z wyostrzonym zmysłem marketingu z Madison Avenue, Ruch Obrony Darfuru przekształcił się w jedną wielką kampanię reklamową, mniej więcej taką samą jak Wojna z Terroryzmem.

Poza wysoce zawyżonymi liczbami, Ruch ma na koncie także wyrywanie faktów z ich kontekstu. Wystarczy wejść na stronę internetową ROD, aby zobaczyć cały katalog okrucieństw: zabójstwa, gwałty, palenie wiosek, a nawet gry video na temat dzieci będących ofiarami hord dżandżawidów [4], otaczających obozy dla uchodźców wewnętrznych. Darfur, sportretowany na tych stronach, jawi się jako miejsce bez historii i bez polityki, zapomniane przez boga i ludzi. Osobiście nazywam to pornografią przemocy. Jak każda pornografia, jest ona formą oglądactwa, mającą na celu raczej odwołanie się do żądzy oglądającego – w tym wypadku żądzy krwi – niż zapewnienie ofierze remedium.

Wszystko koncentruje się tutaj wokół karania, demaskowania i piętnowania, a nie reformowania. Jeżeli Ruch Obrony Darfuru nie jest zainteresowany historią i polityką tego regionu, to znaczy że wziął on współrzędne na logikę Wojny z Terroryzmem. Obydwa bowiem w takim samym stopniu są niezainteresowane problemami, wspólnie zakładając, że przemoc sama w sobie jest wytłumaczeniem. Obydwa wierzą również, że jedynym efektywnym antidotum na nią jest jeszcze więcej przemocy. Tyle tylko, że „nasza” przemoc jest dobra, a „ich” zła. A ponieważ przemoc pozostaje ostatecznym wytłumaczeniem, środek zaradczy musi koniecznie tępić jej źródło, czyli sprawcę. Stoi za tym mocne założenie, że problemy są wewnętrzne, a rozwiązania zewnętrzne.

Istotny fakt na temat mobilizacji Ruchu stanowi to, że odnosił on największe sukcesy właśnie wtedy, gdy jego przekaz był najmniej wiarygodny. Dlaczego? Ponownie zasadne będzie skontrastowanie ROD z wcześniejszymi działaniami tego rodzaju. Ruch pokojowy z lat 60. przekształcił świat w salę lekcyjną. Jego sztandarową aktywność stanowiło „teach-in” [5], przyciągające młodych sympatyków i stawiające ich twarzą w twarz z nauczycielami. Tymczasem ROD, przeciwnie, zmienił świat w medium – jeden wielki nośnik reklamy. Odnosi się do swoich sympatyków nie jak nauczyciel, ale jak reklamodawca. Jego celem nie jest stworzenie poinformowanego ruchu, ale poprawienie odbiorcom samopoczucia. To dlatego target Ruchu w coraz większym stopniu zmienia się i kieruje swój przekaz od studentów do licealistów. Stanowią oni jego własną wersję afrykańskich dzieci-żołnierzy – zmobilizowanych dla wojennej „sprawy”. Nastolatkowie ci podążają za całą masą pstrokatych muzykantów – nie mentorów, lecz celebrytów z górnej półki – reprezentujących całe spektrum: od showbusinesu po sport, i otwarcie gardzących edukacją oraz debatą.

Lekcje Rwandy, Efekt CNN i odwracanie uwagi od Iraku

ROD był przy tym wystarczająco ostrożny, aby „zaszczepić” swoją licealną brygadę. Szczepienie ma zazwyczaj swoją nazwę: Lekcje Rwandy. Młodym ludziom mówi się, że niekiedy nie ma czasu na myślenie: ktoś musi zareagować, zanim będzie za późno. Jaki był sens ustalania kto jest Hutu, a kto Tutsi – i dlaczego Hutu zabijali Tutsich – jeśli zanim się dowiedzieliśmy, Tutsi byli już martwi. Jest to ten rodzaj umyślnego rozdzielania wiedzy od czynu, które otworzyło całe pokolenie młodych Amerykanów na „efekt CNN”. To jakby powiedzieć lekarzowi stojącemu nad śmiertelnie chorym pacjentem, że diagnoza jest luksusem, gdyż czasu nie starczy na nic innego, jak na samą tylko kurację. Więcej nawet, to jakby w tej samej sytuacji powiedzieć, że nie potrzeba być lekarzem – mieć jakiejkolwiek specjalistycznej wiedzy – aby wypisać receptę! Celem takiego podejścia nie jest sprawienie, aby pacjent poczuł się lepiej, ale poprawienie samopoczucia wszystkich zgromadzonych wokół niego. Tymczasem prawdziwa lekcja płynąca z Rwandy jest dokładnie taka sama, jak ta z Darfuru: nawet jeśli nie do końca wiesz, nigdy nie zachowuj się tak, jakby wiedza nie miała znaczenia; rozwiązanie konfliktu nie jest kwestią militarną, lecz polityczną; żadne rozwiązanie nie będzie trwałe, jeśli nie będą skutecznie stawać w jego obronie jego wewnętrzni stronnicy.

Przez większość ostatniej dekady spędzałem dziewięć miesięcy w roku w Nowym Jorku, wykładając na Uniwersytecie Columbia. Nasz syn chodzi do publicznej szkoły w tym mieście. Od czasu ogólnoświatowych antywojennych demonstracji, aż po kampanię mobilizacyjną w 2008 r., najbardziej trwałą mobilizacją studentów i licealistów była ta wokół Darfuru, a nie Iraku. Wprawiło mnie to w osłupienie, gdyż uważałem, że Amerykanie będą bardziej przejęci kwestią Iraku, gdzie są bezpośrednio zaangażowani. Zdałem sobie wówczas sprawę, że gdy moi studenci mówili o Iraku, robili to w bardzo politycznie zaangażowany sposób („Co się stanie, jeśli wycofamy się z Iraku? Czy Sunnici zaczną zabijać Szyitów albo Kurdów?”). Nic takiego nie miało jednak miejsca w wypadku Darfuru. Gdy mówili o Iraku, albo czuli winę, albo upokorzenie, uznając ograniczenia amerykańskiej potęgi. Tylko w odniesieniu do Darfuru mogli się poczuć tym, czym wiedzieli że nie są w Iraku: potężnymi zbawcami.

Fakty są bowiem takie, że podczas gdy Irak wymaga od Amerykanów reakcji obywatelskiej, oni wolą wykazywać reakcję ludzką w stosunku do Darfuru. Przypomniało mi się moje zdumienie, gdy po raz pierwszy przybyłem do USA jako student w latach 60., spowodowane pobytem w kraju, gdzie ludzie byli zdumiewająco hojni, gdy przyszło do datków charytatywnych, ale niemożliwie wręcz skąpi, jeśli trzeba było zapłacić podatek. Ta sama osoba, która dawała miliony na cele charytatywne, wydawała kolejne na specjalistów od oszczędzania na podatkach. W tym kontekście, Darfur oznacza charytatywność, a Irak – podatek. Darfur jest azylem od Iraku. To schronienie zastępcze. To miejsce do poprawiania samopoczucia.

tłum. Grzegorz Konat

Przypisy:

[1] Odpowiednik polskiej Najwyższej Izby Kontroli. (przyp. tłum.)
[2] Sudan People's Liberation Army (ang. Ludowa Armia Wyzwolenia Sudanu) – sudański ruch partyzancki działający na południu kraju i posiadający swoja reprezentację polityczną. W 2005 r. SPLA wywalczyła dla swojej prowincji autonomię (Sudan Południowy). (przyp. tłum.)
[3] Hassan 'Abd Allah al-Turabi – religijny i polityczny przywódca stronnictwa islamistów w Sudanie. (przyp. tłum.)
[4] Zbrojne milicje muzułmańskie, działające w Darfurze, zachodnim Sudanie i we wschodnim Czadzie. W ich skład wchodzą przeważnie plemiona arabskojęzyczne. (przyp. tłum.)
[5] Rodzaj spotkania dyskusyjnego studentów z wykładowcami. (przyp. tłum.) 

Artykuł ukazał się pierwotnie w miesięczniku Le Monde diplomatique. Przedruk za zgodą redakcji.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.

Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Obszar:  Darfur  
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

W trakcie nieformalnego spotkania Rady Europejskiej w Brukseli (23.05) przywódcy państw UE nie znaleźli porozumienia w sprawie środków koniecznych do osiągnięcia wzrostu gospodarczego w Europie.
więcej...
Unia Europejska zaskarżyła Argentynę przed Światową Organizacją Handlu (WTO), zarzucając krajowi z Ameryki Południowej stosowanie niedozwolonych ograniczeń w imporcie.
więcej...
Fala kryzysu finansowego, która w 2009 roku przelała się ze Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski uderzyła w najsłabsze punkty gospodarek państw Unii Europejskiej, pogarszając sytuację w sektorze bankowym i/lub powodując zadłużenie finansów publicznych ponad progi...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny